• Menu

    Rozmowa z „lekarzem szpitali”, Janem Krakowiakiem

    Jan Krakowiak, Poddębickie Centrum Zdrowia

    Jan Krakowiak, Poddębickie Centrum Zdrowia

    Chciałbym, żeby pacjenci w całej Polsce zawsze mogli liczyć na pomoc, gdy znajdą się w potrzebie. Do tego potrzebny jest sprawnie działający system ochrony zdrowia, a ten, jak wiadomo, opiera się na ludziach. Wierzę, że zawód lekarza nie jest zagrożony – mówi Jan Krakowiak, prezes zarządu Poddębickiego Centrum Zdrowia, nazywany lekarzem szpitali

    Poddębickie Centrum Zdrowia od lat plasuje się w czołówce rankingów medycznych. Jak udało się wypracować tak silną, stabilną pozycję?

    – Za sukcesem każdej firmy i instytucji stoją ludzie. Rola menedżera w dużej mierze sprowadza się do pozyskania fachowców, którzy potrafią stworzyć zespół. Dobry szpital to właśnie zespół zdolnych, szanujących się ludzi, którym udaje się zbudować dobre relacje i współpracować. Jeżeli brakuje tej harmonii, nie może być mowy o wynikach na gruncie medycznym. To absolutna podstawa, choć nie można umniejszać roli infrastruktury, jaką się dysponuje, i kontraktu, który trzeba wynegocjować i dostosować do potrzeb lokalnej społeczności. Ważne, by te elementy ze sobą współgrały. To elementy sukcesu szpitala z punktu widzenia menedżera, ale tak naprawdę miernikiem sukcesu jest zadowolony pacjent.

    W naszym przypadku wszystko wskazuje na to, że tak jest, co potwierdzają rankingi. Na naszą pozycję wpływa wiele czynników, ale najbardziej cieszy mnie stabilna sytuacja kadrowa. Nasi pracownicy ciężko pracują, ale jednocześnie przyzwoicie zarabiają, co przeczy powszechnej opinii, że w służbie zdrowia mamy do czynienia z chronicznym brakiem personelu. Myślę, że etaty w szpitalach są niewłaściwie rozdzielone, ale przy obecnej liczbie uczelni medycznych wystarczy skupić się na lepszej organizacji systemu ochrony zdrowia, bo zasób kadr jest wystarczający.

    U mnie w szpitalu zgodnie z zasadą decentralizacji każdy ordynator rządzi oddziałem i sam dobiera sobie personel. Ja tylko koordynuję pracę. Takie rozwiązanie pozwala stworzyć w obrębie szpitala wewnętrzne struktury oparte na zaufaniu. Dzięki temu wzrasta odpowiedzialność ordynatora za ewentualne wydarzenia niepożądane – my praktycznie nie odnotowujemy wpadek. Paradoksalnie idealne pod tym względem statystyki naszego szpitala wzbudzają podejrzenia organów kontrolujących, m.in. CMJ.

    Poddębickie Centrum Zdrowia jest doceniane zarówno za osiągnięcia medyczne, jak i wyniki biznesowe, a pogodzenie tych sfer to nie lada wyzwanie.

    – To prawda. 7 lat temu przejąłem szpital z 5-milionowym długiem, obiekt kwalifikował się do likwidacji. Dziś mamy podpisane kontrakty na 40 mln zł. Zabezpieczamy zachodnią część województwa łódzkiego w zakresie onkologii. Niestety wkrótce co trzeci Polak będzie zmagał się z nowotworem, dlatego potrzeba dobrych ośrodków, które pozwolą jak najwcześniej wykryć chorobę i podjąć leczenie.

    Świadomi tego, rozwijamy profil onkologiczny, a oprócz tego jesteśmy szpitalem sieciowym, który zabezpiecza bieżące potrzeby lokalnej społeczności. Pełna decentralizacja i umożliwienie ordynatorom samodzielnego tworzenia zespołów jest według mnie najlepszym wariantem, który się sprawdza. Najbardziej korzysta na tym pacjent, bo przy takim układzie każdy pracownik stara się zapewnić chorym jak najlepszą opiekę. Zależność jest prosta – zadowoleni pacjenci to wygrany kontrakt, a na tym z oczywistych względów zależy całemu personelowi.

    Rywalizacja na rynku medycznym sprzyja jakości?

    – Oczywiście. To takie same usługi jak w każdej innej branży, dlatego trzeba dbać o konkurencyjność, żeby pacjent polecił szpital innym. Przyjmujemy pacjentów z różnych miast, również spoza regionu. Oferujemy m.in. nowatorską rehabilitację opartą na wodach geotermalnych, która przynosi nad wyraz pozytywne efekty. W rezultacie odbieramy wiele podziękowań od pacjentów z całej Polski, a w rankingach wyników leczenia zajmujemy wysokie miejsca. W tym roku w ramach poszerzenia bazy planujemy stworzyć 20 dodatkowych łóżek dla kobiet po mastektomii, bo tych oddziałów w Polsce brakuje. Nie bójmy się zdrowej konkurencji, bo to warunek jakości. Tworząc monopol, likwidujemy zapał i przekreślamy wyniki.

    Walka o pacjenta jest warunkiem rentowności?

    – Oczywiście. Dziś menedżer musi myśleć w tych kategoriach i zabiegać o pacjenta. Kolejki w szpitalach wkrótce będą mitem. Wartość kontraktów jest coraz większa, pieniądze w systemie są – trzeba je tylko mądrze wydawać.

    Zmieniający się system ochrony zdrowia wymaga dużej elastyczności i umiejętności dostosowania się do nowych warunków. Jakie inne „talenty” przydają się w zarządzaniu szpitalem? Co by pan doradził decydentom, którzy kształtują system opieki zdrowotnej w Polsce?

    – Dobre zarządzanie to przede wszystkim profesjonalna realizacja usługi dla pacjenta. To zadanie dla osoby zarządzającej szpitalem i zespołu, ale także dla NFZ-u, który powinien wykonać żmudną pracę w zakresie ustalenia progów rentowności poszczególnych oddziałów. Nie można pozwolić na to, by funkcjonowały oddziały, których koszty utrzymania przewyższają przychód. Oddziały muszą się bilansować, żeby można było oferować wysoką jakość świadczeń – wtedy są pieniądze na leki, środki czystości, na wszystko, czego potrzebuje pacjent, by zapewnić mu powrót do zdrowia i komfortowe warunki pobytu w szpitalu. Jest to możliwe wyłącznie wtedy, gdy szpital ma płynność finansową. Łatwo wyliczyć, jaki przychód zapewnia opłacalność utrzymywania oddziału. Jeśli koszty są zbyt wysokie, dokładamy do utrzymania oddziału, a to zadłuża pozostałe jednostki, generuje zobowiązania i – co niedopuszczalne – oszczędności na pacjencie.

    Kolejna sprawa dotyczy realnego przypisania liczby etatów do poszczególnych oddziałów. Nie można mnożyć etatów i generować zbędnych kosztów. Uważam, że dobrze opłacany lekarz będzie zmotywowany i zaangażowany w wykonywaną pracę, której poświęci się w stu procentach i nie będzie spieszył się do innej pracy. Minister zdrowia powinien też dogłębnie rozważyć faktyczne potrzeby w zakresie istnienia szpitali w poszczególnych lokalizacjach. Na niektórych terenach konkretne oddziały są zbędne, np. ginekologiczno-położnicze, które mimo programu 500+ przerastają realne zapotrzebowanie.

    Na Śląsku jest większe zapotrzebowanie na ośrodki leczenia chorób układu oddechowego, na Pomorzu – chorób reumatycznych. To wymaga analizy i podjęcia konkretnych kroków. Warto pomyśleć o jednolitym nadzorze właścicielskim. Ktoś musi kreować politykę zdrowotną w województwie. Ktoś, czyli osoba, a nie sztab ludzi. Wreszcie większa część środków z budżetowej puli na ochronę zdrowia powinna być przeznaczana na profilaktykę – programy edukacyjne, badania przesiewowe itp. Nie ma bowiem nic lepszego niż świadome społeczeństwo, które samo będzie dbało o swoje zdrowe. Wtedy koszty leczenia będą znacznie niższe.

    Jest pan nazywany lekarzem szpitali, bo wyciąga pan placówki z kryzysu. Lubi pan trudne wyzwania?

    – Rzeczywiście to już trzeci szpital, który wyprowadziłem na prostą. Objęcie jednostki, która jest w dobrej kondycji i święci triumfy, nie jest zbyt wymagające, o wiele bardziej satysfakcjonujące jest zrobić coś z niczego. Kiedy przejąłem Poddębickie Centrum Zdrowia, wszyscy kładli na nim krzyżyk, a obłożenie ograniczało się do 40 pacjentów. Dziś leczy się u nas ok. 350 osób. Kontrakt wzrósł z 15 do 40 mln zł. Liczby mówią same za siebie.

    Które działania zespołu PCZ zapewniają placówce przewagę konkurencyjną?

    – Staramy się budować strategię tak, aby zabezpieczać potrzeby pacjenta kompleksowo, zapewniając dostęp do świadczeń i wysoką jakość, niemniej naszym największym atutem jest kadra, niezależnie od dziedziny. Nie ukrywam, że wiele zawdzięczamy przychylności samorządu, który umożliwił nam realizację podejmowanych działań. Głęboko wierzę w moc powiedzenia, że zgoda buduje.

    25 maja wejdzie w życie RODO, czyli nowa Ustawa o ochronie danych osobowych. Są państwo na to przygotowani?

    – Oczywiście, mamy specjalistę w szpitalu i zewnętrznego opiekuna. Jedyne co budzi mój sprzeciw, to nierówność wobec podmiotów publicznych i prywatnych w przypadku pociągnięcia do odpowiedzialności w razie wykrytych nieprawidłowości. 20 mln euro a 100 tys. euro to kolosalna rozbieżność, która powinna być niedopuszczalna w świetle równości wobec prawa.

    Co jeszcze przeszkadza w prowadzeniu działalności i hamuje rozwój szpitala?

    – Na pewno niektóre zakresy świadczeń powinny być kontraktowane nielimitowo. Szpital powinien być rozliczany po wykonaniu pracy. Ponadto rząd powinien rozważyć możliwość płacenia w szpitalach sieciowych za tak zwaną gotowość. Fundusz płaci nam bowiem za wykonane świadczenia, a nikt nie płaci za dyżury, które ja muszę wliczać w koszty.

    Czy istnieje na świecie idealny system ochrony zdrowia?

    – Nie, ponieważ każdy ma zupełnie inne oczekiwania i niezależnie od tego, ile pieniędzy przeznaczymy na sferę zdrowia, zawsze będzie ich mało. Polacy mają szczególnie wysokie oczekiwania odnośnie opieki medycznej i trudno zadowolić społeczeństwo. Mało tego, wydaje się, że sami wiedzą najlepiej, jak się leczyć. Z kolei nie mają wiedzy, kiedy zasadne jest wezwanie pogotowia ani jak korzystać z nocnej pomocy lekarskiej. Jeszcze raz powtórzę: potrzebna jest szeroko zakrojona promocja zdrowia i edukacja społeczna w zakresie profilaktyki.

    Stoi pan na czele szpitala, zarządza jego budżetem, kształci pan studentów. Która z tych ról jest panu najbliższa?

    – Jestem też absolwentem prawa i to wykształcenie bardzo pomaga mi funkcjonować w systemie ochrony zdrowia. Wiedza medyczna w połączeniu z podstawami prawa i umiejętnością czytania dokumentacji technicznej znacznie ułatwia zarządzanie szpitalem. Mimo wielokierunkowego wykształcenia i doświadczenia cały czas się uczę i dokształcam. Jednocześnie lubię prowadzić zajęcia dla młodych ludzi. Mam nadzieję, że będzie coraz więcej młodych, wartościowych kadr gotowych do przejęcia władzy. W zarządzaniu istotą jest rentowność, dlatego wiedza medyczna nie jest warunkiem koniecznym, ale niewątpliwie dobrze jest łączyć na stanowisku prezesa wiedzę menedżera i lekarza.

    Z jakimi planami i nadziejami rozpoczął pan 2018 rok?

    – Zbliżają się wybory samorządowe, a te będą miały wpływ na dalsze losy szpitala. Mam nadzieję, że władza znajdzie się w rękach kompetentnych ludzi, którzy będą rozumieli, że największą wartością jest życie. Życzyłbym sobie, żebyśmy się wzajemnie szanowali i współpracowali, mając wspólny cel: dobro człowieka. Chciałbym, żeby pacjenci – nie tylko w PCZ, ale w całej Polsce – zawsze mogli liczyć na pomoc, gdy znajdą się w potrzebie. Do tego potrzebny jest sprawnie działający system ochrony zdrowia, a ten, jak wiadomo, opiera się na ludziach.

    Wierzę, że zawód lekarza nie jest zagrożony – falę wyjazdów za granicę mamy już za sobą, a zarobki w Polsce znacznie się poprawiły. Wynagrodzenie lekarzy za ich ciężką pracę jest teraz zupełnie przyzwoite. Stawka godzinowa dla pielęgniarek też stopniowo rośnie. Myślę, że w strukturze zatrudnienia placówek medycznych brakuje odrębnych stanowisk dla osób, które zajmowałyby się dokumentacją i w ten sposób odciążyłyby pracowników medycznych. Jeśli chodzi o plany dotyczące Poddębickiego Centrum Zdrowia, tak jak wspominałem, jeszcze w tym roku chciałbym zapewnić dodatkowe łóżka dla kobiet po mastektomii oraz otworzyć trzeci w województwie łódzkim ośrodek radioterapii, co będzie istotnym krokiem w zakresie zabezpieczenia potrzeb terytorialnych.

    Rozmawiał Mariusz Gryżewski

     

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *