logo
logo
logo
logo

Partycypacyjność ma się coraz lepiej
Opublikowano: 16 listopada 2016

Brger WegweiserBudżety obywatelskie w Polsce jeszcze kilka lat temu przypominały wstydliwego dzieciaka nieśmiało wychylającego się zza kurtyny. Dzisiaj scena odsłonięta, a na niej indywidualistka – partycypacyjność – z roku na rok coraz popularniejsza.

Zaczęło się w 2011 r., w Sopocie. Wtedy niektórzy decyzję tamtejszych władz samorządowych mocno krytykowali. Bo przecież jak mieszkańcy, bez podstawowej wiedzy ekonomicznej, kierowani jedynie własną opinią, mogą decydować o jakiejkolwiek części budżetu gminnego?

Tymczasem na całym świecie, wzorem brazylijskiego Porto Alegre, które na partycypacyjność zdecydowało się już w 1989 r., ta metoda sprawdzała się. Niezależnie od ogromu uwarunkowań, charakterystycznych dla danego regionu. Sceptycy kolejny raz musieli uznać własną porażkę. Sopocki przykład podjęli inni – i też z sukcesami.

Mniej lub więcej pieniędzy

Jak podaje portal budzetyobywatelskie.pl w 2016 r. polskie samorządy planują przeznaczyć na budżety obywatelskie w sumie ponad 318,5 mln zł. Zdecydowana większość miast z roku na rok powiększa pulę, o której przeznaczeniu inwestycyjnym decydują sami mieszkańcy. Są wyjątki. Np. w Białymstoku na partycypacyjność w 2017 r. przeznaczono prawie dwa razy mniej niż rok wcześniej. Kwota budżetu obywatelskiego wynosi obecnie 10,1 mln zł, a było 20 mln zł.

W odwrotnym kierunku poszedł skarbnik miejski w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie najnowszy plan budżetu obywatelskiego jest dwukrotnie – z 2 mln na ponad 4 mln zł – wyższy niż ten w 2016 r. Projekty podzielono na grupę ogólnomiejską, oświatową oraz rejonową. Przyznano im odpowiednio 20, 40 i 60 proc. całej sumy. Dodatkowo projekty podzielono na „miękkie” i „twarde”.

Istotą zjawiska jest jego stale rosnąca popularność. Ludzie w kolejnych miastach przekonują się, że rzeczywiście mogą mieć wpływ na inwestycje w swoim otoczeniu. Dobrym przykładem jest stolica Górnego Śląska. Aż 30 tys. mieszkańców Katowic zagłosowało w tegorocznej edycji budżetu obywatelskiego, który jest tutaj praktykowany dopiero trzeci raz. To oznacza frekwencję na poziomie 12,12 proc. Rok wcześniej było to 6,77, a dwa lata temu 4,4 proc. – Dobrym posunięciem było umożliwienie mieszkańcom głosowania przez internet. O co zresztą sami wnioskowali – mówi Marcin Krupa, prezydent Katowic.

Niech żyje pomysłowość!

Ani kwota przeznaczanych przez władzę pieniędzy na tę formę współpracy z mieszkańcami ani frekwencja absolutnie nie są jedynym wyznacznikami. Zwłaszcza że beneficjenci, czyli mieszkańcy, szybko się przyzwyczajają.

I trzeba zmian. Samorządowcy, żyjąc jednak nade wszystko w czteroletnim interwale czasowym, doskonale to rozumieją. Dzięki temu budżety obywatelskie w Polsce stają się coraz ciekawsze, oryginalne i faktycznie jak najbardziej skierowane na społeczne oddziaływanie.

Warto znowu zaznaczyć aktywność mieszkańców, ale tym razem pod kątem zgłaszanych pomysłów. W pierwszych budżetach najczęściej dominowały chodniki, ulice, boiska. Teraz już niekoniecznie. Np. w Łomży jeden z tegorocznych wniosków dotyczył ulokowania na jednym z dachów kopuły obserwacyjnej z teleskopem słonecznym oraz specjalnej sali wykładowej. – Zgłoszono też m.in. budowę minitężni solankowej i wieży lęgowej dla jerzyka – informują łomżyńscy urzędnicy. We Włocławku, gdzie w tym roku czynny udział w głosowaniu nad budżetem obywatelskim wzięło udział 17,5 tys. mieszkańców, zgłoszono np. połączenie placu zabaw z letnią czytelnią. Okazało się to pomysłem, który uzyskał sporo głosów i przeszedł do realizacji.

Nie próżnują także sami samorządowcy, którzy robią, co mogą, by kolejne edycje ich lokalnej partycypacyjności były jeszcze oryginalniejsze. Aż strach pomyśleć, co będzie w roku wyborczym.

W Siemianowicach Śl. postanowiono w tym roku uruchomić Młodzieżowy Budżet Obywatelski, w którym udział mogli wziąć przedstawiciele najmłodszego pokolenia – do 18. roku życia. – Już od kilku lat funkcjonuje u nas z powodzeniem Młodzieżowa Rada Miasta. Staramy się też w innych sprawach wsłuchiwać w głos młodzieży. Spotyka się z nimi regularnie prezydent. Postawienie, oprócz tradycyjnego budżetu obywatelskiego, na młodzieżową wersję było tego wszystkiego rezultatem. Bardzo istotną rzeczą jest również uczenie w ten sposób najmłodszych postawy obywatelskiej – tłumaczy Jakub Nowak z siemianowickiego Biura Obsługi Inwestora, które brało udział w organizacji tamtejszego budżetu obywatelskiego.

Na jeszcze inne, też nowatorskie rozwiązanie zdecydowano się we Wrocławiu. Tam wniosek może złożyć każdy, nawet bez wpisu do wyborców i stałego zameldowania. Liczy się przede wszystkim pomysł. Dodatkowo uruchamiane przy tej okazji są terenowe centra informacyjne. W łódzkim z kolei zdecydowano się na aktywizację społeczności wiejskiej i zorganizowano konkursy dla sołectw. Jednym z głównych kryteriów było zaangażowanie mieszkańców. Złożono ponad 200 wniosków. – Pomysły były bardzo różne – mówi Witold Stępień, marszałek województwa łódzkiego. – Od modernizacji wsi, budowy skwerów i ławek, organizacji miejsca spotkań, po nieduże obiekty sportowe, np. siłownie na powietrzu, place zabaw. Inwestycje mają na celu aranżowanie społecznego życia wsi – dodaje.

20150809_181710Jeszcze krok dalej poszli w województwie dolnośląskim. Idąc zgodnie z rozumowaniem Unii Europejskiej, która w tej siedmiolatce (2014–2020) optuje za współpracą lokalną i regionalną, postanowili przenieść owe uwarunkowania właśnie na budżet obywatelski. I tak zrealizowano Regionalny Budżet Obywatelski w ramach inicjatywy „Aktywny Dolny Śląsk” (wcześniej z powodzeniem spróbowano podobnego mechanizmu w woj. małopolskim i podlaskim).

– Złożono ponad 120 projektów, z czego 18 otrzyma dofinansowanie. W głosowaniu wzięło udział ponad 110 tys. osób – informuje Cezary Przybylski, marszałek województwa dolnośląskiego, który już zapowiedział kontynuację takiego rozwiązania w następnych latach. W tej zwycięskiej osiemnastce znalazły się m.in. mobilna akademia przedszkolaka w Jeleniej Górze, cykl 12 imprez sportowo-turystycznych w Trzebnicy czy maraton MTB w Lubomierzu. Tutaj więc na pierwsze miejsce, przed zadaniami stricte inwestycyjnymi, wysunęły się formy organizacji czasu wolnego.

Po pierwszych latach budżety obywatelskie w polskich miastach nie są już tak ściśle związane z wyborami samorządowymi. To już bardziej staje się codziennością jednostek terytorialnych. Rosną pule pieniędzy przeznaczane na partycypacyjność, coraz większa frekwencja przy głosowaniu, nowatorskie pomysły – to się po prostu już dzieje.

Analizując naszą partycypacyjność, trzeba ją oceniać w perspektywie demokracji, która jednak w Polsce jest dosyć młoda. I tak jak zachodnie społeczeństwa przechodziły kolejne etapy, w tym społeczeństwa obywatelskiego (nie tylko z rozwiniętą partycypacyjnością, ale też np. instytucją referendum obywatelskiego), tak i my w pewien sposób ciągle demokratycznie „ewoluujemy”. Należy o to jak najbardziej dbać. Dzisiaj wszak bardzo trudno znaleźć rozwiązanie, z którego realizacji wszystkie strony są kontente, jednocześnie będąc jego beneficjentami.

Pod każdą szerokością geograficzną, w ustrojach demokratycznych, gdzie od lat praktykowany jest budżet obywatelski mechanizm jest ten sam. Prekursorzy zyskują społeczne poparcie. Trudno, żeby ludziom nie podobało się, że władza pyta ich o zdanie. Ich dobre samopoczucie najlepiej uwydatnia się przy urnach wyborczych. I kółko się zamyka, gdy wszyscy są zadowoleni.

Michał Tabaka

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Udostępnij ten post:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


Powiązane treści

street workout

Street workout w twoim ogrodzie – jak u...

Coraz więcej osób szuka alternatywnych form treningu, które po...

Zdrój, czyli najpierw pieniądze...

  Konkurencja wśród uzdrowisk urosła do astronomicznyc...

Biznes czeka na swoją konstytucję...

Zaciągnięty do polityki z sektora bankowego wicepremier Ma...