
Budżety obywatelskie w Polsce jeszcze kilka lat temu przypominały wstydliwego dzieciaka nieśmiało wychylającego się zza kurtyny. Dzisiaj scena odsłonięta, a na niej indywidualistka – partycypacyjność – z roku na rok coraz popularniejsza.
Zaczęło się w 2011 r., w Sopocie. Wtedy niektórzy decyzję tamtejszych władz samorządowych mocno krytykowali. Bo przecież jak mieszkańcy, bez podstawowej wiedzy ekonomicznej, kierowani jedynie własną opinią, mogą decydować o jakiejkolwiek części budżetu gminnego?
Tymczasem na całym świecie, wzorem brazylijskiego Porto Alegre, które na partycypacyjność zdecydowało się już w 1989 r., ta metoda sprawdzała się. Niezależnie od ogromu uwarunkowań, charakterystycznych dla danego regionu. Sceptycy kolejny raz musieli uznać własną porażkę. Sopocki przykład podjęli inni – i też z sukcesami.
Mniej lub więcej pieniędzy
Jak podaje portal budzetyobywatelskie.pl w 2016 r. polskie samorządy planują przeznaczyć na budżety obywatelskie w sumie ponad 318,5 mln zł. Zdecydowana większość miast z roku na rok powiększa pulę, o której przeznaczeniu inwestycyjnym decydują sami mieszkańcy. Są wyjątki. Np. w Białymstoku na partycypacyjność w 2017 r. przeznaczono prawie dwa razy mniej niż rok wcześniej. Kwota budżetu obywatelskiego wynosi obecnie 10,1 mln zł, a było 20 mln zł.
W odwrotnym kierunku poszedł skarbnik miejski w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie najnowszy plan budżetu obywatelskiego jest dwukrotnie – z 2 mln na ponad 4 mln zł – wyższy niż ten w 2016 r. Projekty podzielono na grupę ogólnomiejską, oświatową oraz rejonową. Przyznano im odpowiednio 20, 40 i 60 proc. całej sumy. Dodatkowo projekty podzielono na „miękkie” i „twarde”.
Istotą zjawiska jest jego stale rosnąca popularność. Ludzie w kolejnych miastach przekonują się, że rzeczywiście mogą mieć wpływ na inwestycje w swoim otoczeniu. Dobrym przykładem jest stolica Górnego Śląska. Aż 30 tys. mieszkańców Katowic zagłosowało w tegorocznej edycji budżetu obywatelskiego, który jest tutaj praktykowany dopiero trzeci raz. To oznacza frekwencję na poziomie 12,12 proc. Rok wcześniej było to 6,77, a dwa lata temu 4,4 proc. – Dobrym posunięciem było umożliwienie mieszkańcom głosowania przez internet. O co zresztą sami wnioskowali – mówi Marcin Krupa, prezydent Katowic.
Niech żyje pomysłowość!
Ani kwota przeznaczanych przez władzę pieniędzy na tę formę współpracy z mieszkańcami ani frekwencja absolutnie nie są jedynym wyznacznikami. Zwłaszcza że beneficjenci, czyli mieszkańcy, szybko się przyzwyczajają.
I trzeba zmian. Samorządowcy, żyjąc jednak nade wszystko w czteroletnim interwale czasowym, doskonale to rozumieją. Dzięki temu budżety obywatelskie w Polsce stają się coraz ciekawsze, oryginalne i faktycznie jak najbardziej skierowane na społeczne oddziaływanie.
Warto znowu zaznaczyć aktywność mieszkańców, ale tym razem pod kątem zgłaszanych pomysłów. W pierwszych budżetach najczęściej dominowały chodniki, ulice, boiska. Teraz już niekoniecznie. Np. w Łomży jeden z tegorocznych wniosków dotyczył ulokowania na jednym z dachów kopuły obserwacyjnej z teleskopem słonecznym oraz specjalnej sali wykładowej. – Zgłoszono też m.in. budowę minitężni solankowej i wieży lęgowej dla jerzyka – informują łomżyńscy urzędnicy. We Włocławku, gdzie w tym roku czynny udział w głosowaniu nad budżetem obywatelskim wzięło udział 17,5 tys. mieszkańców, zgłoszono np. połączenie placu zabaw z letnią czytelnią. Okazało się to pomysłem, który uzyskał sporo głosów i przeszedł do realizacji.
Nie próżnują także sami samorządowcy, którzy robią, co mogą, by kolejne edycje ich lokalnej partycypacyjności były jeszcze oryginalniejsze. Aż strach pomyśleć, co będzie w roku wyborczym.
W Siemianowicach Śl. postanowiono w tym roku uruchomić Młodzieżowy Budżet Obywatelski, w którym udział mogli wziąć przedstawiciele najmłodszego pokolenia – do 18. roku życia. – Już od kilku lat funkcjonuje u nas z powodzeniem Młodzieżowa Rada Miasta. Staramy się też w innych sprawach wsłuchiwać w głos młodzieży. Spotyka się z nimi regularnie prezydent. Postawienie, oprócz tradycyjnego budżetu obywatelskiego, na młodzieżową wersję było tego wszystkiego rezultatem. Bardzo istotną rzeczą jest również uczenie w ten sposób najmłodszych postawy obywatelskiej – tłumaczy Jakub Nowak z siemianowickiego Biura Obsługi Inwestora, które brało udział w organizacji tamtejszego budżetu obywatelskiego.
Na jeszcze inne, też nowatorskie rozwiązanie zdecydowano się we Wrocławiu. Tam wniosek może złożyć każdy, nawet bez wpisu do wyborców i stałego zameldowania. Liczy się przede wszystkim pomysł. Dodatkowo uruchamiane przy tej okazji są terenowe centra informacyjne. W łódzkim z kolei zdecydowano się na aktywizację społeczności wiejskiej i zorganizowano konkursy dla sołectw. Jednym z głównych kryteriów było zaangażowanie mieszkańców. Złożono ponad 200 wniosków. – Pomysły były bardzo różne – mówi Witold Stępień, marszałek województwa łódzkiego. – Od modernizacji wsi, budowy skwerów i ławek, organizacji miejsca spotkań, po nieduże obiekty sportowe, np. siłownie na powietrzu, place zabaw. Inwestycje mają na celu aranżowanie społecznego życia wsi – dodaje.
Jeszcze krok dalej poszli w województwie dolnośląskim. Idąc zgodnie z rozumowaniem Unii Europejskiej, która w tej siedmiolatce (2014–2020) optuje za współpracą lokalną i regionalną, postanowili przenieść owe uwarunkowania właśnie na budżet obywatelski. I tak zrealizowano Regionalny Budżet Obywatelski w ramach inicjatywy „Aktywny Dolny Śląsk” (wcześniej z powodzeniem spróbowano podobnego mechanizmu w woj. małopolskim i podlaskim).
– Złożono ponad 120 projektów, z czego 18 otrzyma dofinansowanie. W głosowaniu wzięło udział ponad 110 tys. osób – informuje Cezary Przybylski, marszałek województwa dolnośląskiego, który już zapowiedział kontynuację takiego rozwiązania w następnych latach. W tej zwycięskiej osiemnastce znalazły się m.in. mobilna akademia przedszkolaka w Jeleniej Górze, cykl 12 imprez sportowo-turystycznych w Trzebnicy czy maraton MTB w Lubomierzu. Tutaj więc na pierwsze miejsce, przed zadaniami stricte inwestycyjnymi, wysunęły się formy organizacji czasu wolnego.
Po pierwszych latach budżety obywatelskie w polskich miastach nie są już tak ściśle związane z wyborami samorządowymi. To już bardziej staje się codziennością jednostek terytorialnych. Rosną pule pieniędzy przeznaczane na partycypacyjność, coraz większa frekwencja przy głosowaniu, nowatorskie pomysły – to się po prostu już dzieje.
Analizując naszą partycypacyjność, trzeba ją oceniać w perspektywie demokracji, która jednak w Polsce jest dosyć młoda. I tak jak zachodnie społeczeństwa przechodziły kolejne etapy, w tym społeczeństwa obywatelskiego (nie tylko z rozwiniętą partycypacyjnością, ale też np. instytucją referendum obywatelskiego), tak i my w pewien sposób ciągle demokratycznie „ewoluujemy”. Należy o to jak najbardziej dbać. Dzisiaj wszak bardzo trudno znaleźć rozwiązanie, z którego realizacji wszystkie strony są kontente, jednocześnie będąc jego beneficjentami.
Pod każdą szerokością geograficzną, w ustrojach demokratycznych, gdzie od lat praktykowany jest budżet obywatelski mechanizm jest ten sam. Prekursorzy zyskują społeczne poparcie. Trudno, żeby ludziom nie podobało się, że władza pyta ich o zdanie. Ich dobre samopoczucie najlepiej uwydatnia się przy urnach wyborczych. I kółko się zamyka, gdy wszyscy są zadowoleni.
Michał Tabaka
Tagi: „Aktywny Dolny Śląsk”, aktywność, budżet gminny, Budżety obywatelskie w Polsce, głosowanie przez internet, Michał Tabaka, mieszkańcy, partycypacyjność, plan budżetu obywatelskiego, pomysły, poprawa obecnej infrastruktury technicznej, portal budzetyobywatelskie.pl, Porto Alegre, projekt obywatelski, przeciwdziałanie bezrobociu, regionalna, Regionalny Budżet Obywatelski, samorządność, siedmiolatka (2014–2020), udział samorządów, władze samorządowe, współpraca lokalna, współpraca z organizacjami pozarządowymi, współpraca z podmiotami gospodarczymi
Dodaj komentarz