

Trzeba na samym początku uczciwie stwierdzić, że od wielu lat faktycznie polskie prawo niezbyt przychylnym okiem zerkało na rodzimego przedsiębiorcę. Kolejne ekipy rządzące – z lewej i z prawej strony – poza przedwyborczą retoryką nie miały zbyt wiele do zaoferowania właścicielom firm. I bardziej w tym, a nie w niechęci do nurzania się w polityczne spory, należy upatrywać dosyć sceptycznej postawy przedsiębiorców. Nic dziwnego, że po wcześniejszych doświadczeniach słowa Morawieckiego traktowali jak dziesiątki innych, wcześniejszych zapowiedzi.
Owszem, już kilka miesięcy temu pojawiały się eksperckie głosy wskazujące, że tym razem biznesmeni mogą się mylić i wicepremier Morawiecki faktycznie przedstawi realne rozwiązania. Swoje zdanie argumentowali koniecznością zbilansowania sporych wydatków na politykę socjalną, na czele ze słynnym Programem 500+.
Wreszcie w połowie listopada, podczas „Kongresu 590” w Jasionce, Mateusz Morawiecki przedstawił pakiet projektów ustaw, które zbiorczo nazwano „Konstytucją dla Biznesu”. O takim otwarciu dla przedsiębiorców ostatni raz mogliśmy mówić przy okazji tzw. ustaw Wilczka, które przyjęto pod koniec 1988 r., a które na kilka następnych lat wyznaczyły liberalny kierunek rozwoju działalności gospodarczej.
„Państwo to nie jest krwiopijca, a przedsiębiorca nie jest krętaczem” – powiedział do uczestników Kongresu Morawiecki, prezentując swoje propozycje. Tym samym dał do zrozumienia, że rząd chce przedsiębiorcy pomagać, a nie przeszkadzać i gorąco liczy przy tym na rewanż. Zaraz potem obecni usłyszeli, że rząd będzie im organizował jak najbardziej przychylną z każdej strony przestrzeń, do ich zadań z kolei będzie należeć tworzenie nowych miejsc pracy.
Morawiecki pokaźny wór nowych przepisów zawiesił na głównym haku, który nie bez przyczyny przypomina nam przepisy Wilczka – wprowadzone jeszcze przez gabinet Rakowskiego. Otóż od teraz podstawową regułą, która powinna scalać cały system, jest zasada, że co nie jest prawem zabronione – jest dozwolone.
Co więcej, „Konstytucja dla Biznesu” zakłada tzw. interpretację indywidualną. Prowadzący działalność gospodarczą będzie miał prawo prosić administrację publiczną o dokładne wyjaśnienie obowiązujących przepisów prawa na przykładzie jego konkretnej sytuacji. Propozycja legislacyjna zakłada, że owa czynność byłaby prowadzona nie tylko dla spraw faktycznie już istniejących, ale też dla tych możliwych, przy założeniu takich, a nie innych działań przedsiębiorcy. Dany urząd, do którego trafi wniosek o „interpretację indywidualną”, będzie miał na nią 30 dni. Jeżeli jednak ów termin będzie przekroczony, to już następnego dnia zostaje „wydana interpretacja indywidualna stwierdzająca prawidłowość stanowiska przedsiębiorcy przedstawionego we wniosku”.
Innym, mocnym zapisem w zaprezentowanym pakiecie projektów ustaw jest ten mówiący o domniemanej uczciwości przedsiębiorcy. Przez ostatnie lata bywało, że nie dość, że musiał udowadniać działania zgodne z prawem, to dodatkowo jeszcze swoją uczciwość. Konstytucja Morawieckiego ma to zmienić. Jak tylko nad propozycjami wicepremiera pochyli się Sejm i Senat oraz podpis złoży prezydent (co przy obecnym układzie sił powinno być zwykłą formalnością), to wszelkie wątpliwości co do okoliczności konkretnej sprawy sądy mają już rozstrzygać na korzyść przedsiębiorców. To urzędnik będzie musiał udowodnić ewentualną winę biznesmena, a nie – jak bywało w ostatnich latach i to na potęgę – na odwrót.
Kolejna propozycja dotyczy zasady proporcjonalności, wedle której kary powinny być zdecydowanie lepiej przystosowane do przewinień. Przepisy z „Konstytucji…” mają zlikwidować „cwaniactwo” urzędników, którzy do tej pory, zasłaniając się setką przepisów, byli w uprzywilejowanej pozycji, wysnuwając kolejne żądania. Po wejściu w życie propozycji Morawieckiego nie będziemy mieli już do czynienia z sytuacją, gdy np. urzędnik zwróci się do przedsiębiorcy o dokumenty, którymi już dysponuje. Role nieco się zamienią, co zepchnie sporą część odpowiedzialności właśnie na barki administracji publicznej. Przesada? Nie do końca. Udowadnia to inny fundament „Konstytucji dla Biznesu”, czyli zasada milczącej zgody. Według niej, jeżeli prowadzący daną działalność gospodarczą nie otrzyma z urzędu informacji o sprawie, której termin już się zakończył, może sam zakładać, że ma ona pozytywny finał.
„Pracownicy administracji powinni postępować profesjonalnie i poczuwać się do odpowiedzialności za działania podejmowane w wykonaniu obowiązków służbowych. Urealnieniu takiej postawy urzędników służy zasada ich odpowiedzialności za naruszenie prawa” – czytamy w pakiecie przepisów zaprezentowanych przez Morawieckiego, co jest kolejnym dowodem na zdecydowane zmiany w relacji urzędnik-przedsiębiorca.
Zgodnie z nowym pakietem legislacyjnym, osoby stawiające pierwsze kroki w działalności gospodarczej przez pół roku mają być zwolnieni z obowiązku uiszczania składek na ubezpieczenie społeczne. O ile biznesmen wyrazi zgodę, wszelkie czynności będą mogły być prowadzone przez telefon, e-mail lub inny, wybrany sposób komunikacji. Powołany będzie Rzecznik Przedsiębiorców, do którego kompetencji ma należeć np. wstrzymywanie kontroli urzędniczej, o ile wystąpi zasadne podejrzenie, że urzędnicy naruszyli prawo. Na wniosek Rzecznika urzędy będą miały obowiązek przedstawić swoją interpretację nawet najbardziej skomplikowanych przepisów prawa. Będzie on też swoistym mediatorem między przedsiębiorcami a urzędnikami. W końcu ma dojść do likwidacji numeru REGON (ma być stopniowo wycofywany z obrotu). Zadanie to przejmie numer NIP, który stanie się też oficjalnym identyfikatorem danego przedsiębiorcy w całym systemie REGON.
Zupełną nowością w polskich warunkach ma być tzw. działalność nierejestrowana. To propozycja rządu dla tych, którzy ze swojej działalności mają nie więcej jak połowę minimalnego wynagrodzenia, czyli tysiąc złotych miesięcznie. W ten sposób ci najdrobniejsi i początkujący biznesmeni będą mogli, przynajmniej na starcie, ominąć biurokratyczną górę. Bo ta, prawdopodobnie nawet po zmianach, dalej będzie straszyć.
„Konstytucja” ma swoich oponentów. Ci przypominają np. że domniemanie niewinności przedsiębiorcy we wszelkich możliwych postępowaniach skarbowych obowiązuje już od 2013 r. Niektórzy czekają na wynik konfrontacji proponowanych rozwiązań chociażby z pomysłem zakazu handlu w niedziele.
Większość głosów oceniających zaprezentowane projekty niestety wpisała się w ciągnący się już zbyt długo i angażujący zbyt wielu Polaków spór, gdzie główną rolę odgrywają emocje, spychając merytoryczność na dalszy plan. Będący w mniejszości, a starający się obiektywnie analizować plan wicepremiera, podkreślali, że najważniejsze, że jakieś pomysły są. Zaraz potem jednak szybko sami tłumili swój zapał i przypominali, że samych propozycji dla przedsiębiorców na przestrzeni ostatnich 20 lat było bez liku. Szkopuł w tym, że żadna z nich nie przebiła się do głównego nurtu legislacyjnego, który skutecznie rok w rok obrastał biurokratyczną warstwą przyprawiającą przedsiębiorców o ból głowy. – Czekamy na pojawienie się konkretnych ustaw z tożsamymi zapisami, co w samej Konstytucji. Kolejnym, niezbędnym krokiem jest zmuszenie samej administracji do stosowania nowych przepisów – przekonuje Marcin Nowicki, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.
Strona rządowa twierdzi, że to nie jest ostateczna wersja dokumentu, że czekają go modyfikacje. Ogólnie przez większość zmiany oceniane są pozytywnie. Na faktyczne odczucie ulgi przyjdzie czas, gdy propozycje znajdą się w zapisach ustawowych. Tylko wtedy biznesmeni realnie odczują, że nie są kolejny raz „robieni w balona” i rzeczywiście stają się dla władzy pełnoprawnym partnerem.
Michał Tabaka
Tagi: „Konstytucja dla Biznesu”, działalność nierejestrowana, Interpretacja na korzyść przedsiębiorcy, Mateusz Morawiecki, Michał Tabaka, zasada milczącej zgody, zasada proporcjonalności, zmiany dla przedsiębiorców
Dodaj komentarz