• Menu

    Ekonomista ZPP: „potrzebujemy nowego ładu podatkowego”

    O pomysłach podatkowych PiS-u   i niepewności inwestycyjnej rozmawiamy z głównym ekonomistą Związku Przedsiębiorców
    i Pracodawców, Mariuszem Pawlakiem

    Czy był pan zwolennikiem wprowadzenia jednolitego podatku dla przedsiębiorców?

    – Trudno skomentować, czy był to dobry pomysł, bo nigdy tak naprawdę nie został przedstawiony. Funkcjonowały jedynie hasła dotyczące stawek i zamierzeń, ale nigdy nie poznaliśmy szczegółów tej koncepcji.

    A może jego niewprowadzenie to efekt sprzeciwu środowisk biznesowych, lub tego, że PiS przestraszył się skutków politycznych tej decyzji?

    – Zakładam, że być może odezwał się w politykach partii rządzącej wewnętrzny głos rozsądku. Oczywiście bazując na deklaracjach ministra Kowalczyka i mając w pamięci ogłoszoną przez wicepremiera Morawieckiego „Konstytucję dla biznesu” mam nadzieję, ze prace miały na celu uproszczenie systemu podatkowego, a przez to stworzenie przyjaznych warunków prowadzenia działalności gospodarczej. Na pewno wprowadzenie jednolitego podatku od pracy likwidującego niepotrzebne płatności było dobrym pomysłem.

    Czyli jednak czegoś dobrego można było się tam doszukać?

    – Obecnie potrzebujemy zupełnie nowego ładu podatkowego, obecnego nie da się już uratować. Wprowadzanie zmian jedynie w poszczególnych obszarach spowoduje, że w innych będzie dochodziło do nowych patologii. Wierzę, że w niedługim czasie rząd przedstawi nową, pełną i spójną koncepcję zmian prawa podatkowego. Mam też nadzieję, że za inspirację posłuży koncepcja Nowego Ładu Podatkowego wypracowana w ramach Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego, kierowanego przez posła Adama Abramowicza, a przy współudziale Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, Centrum im. A. Smitha oraz Forum dla Wolności i Rozwoju. Czyli powszechnego i prostego podatku przychodowego uwzględniającego rozmiar i przedmiot prowadzonej działalności gospodarczej.

    Jakie są te „patologie” systemu podatkowego, o których pan wspomniał?

    – Dzisiejszy system podatkowy jest skrajnie nieprzyjazny dla prowadzenia działalności gospodarczej, szczególnie małej i średniej, która generuje 60 proc. PKB i zatrudnia na co dzień 70 proc. pracowników. Natomiast podatek CIT jest w rzeczywistości podatkiem dobrowolnym, gdyż płaci go zaledwie 1/3 podatników, zdecydowana większość dużych podmiotów od dawna go nie uiszcza. Prawo podatkowe jest dzisiaj w pewnym sensie narzędziem opresji wobec przedsiębiorców, którzy, nawet chcąc się do niego stosować, ze względu na jego zawiłość nie są w stanie, a dodatkowo często padają ofiarą zmienności poglądów administracji skarbowej. Dlatego rzeczywiście nasz system podatkowy wymaga zmian, ale radykalnych, należy wprowadzić nowy system opodatkowania, chociażby oparty na koncepcji podatku przychodowego.

    Byłoby wtedy lepiej?

    – Taki system spełnia wszystkie akceptowalne funkcje podatku: jest powszechny, tani w poborze i nie do uniknięcia, a więc nie daje możliwości stosowania nieuczciwej konkurencji podatkowej. Dodatkowo kładzie kres odwiecznej grze operacyjnej pomiędzy przedsiębiorcami a urzędami skarbowymi co do np. kwalifikacji podatkowych kosztów uzyskania przychodu. Cytując Jean Baptiste Say, nie ma dobrych podatków, wszystkie są złe, ale niektóre są gorsze od innych.

    Usatysfakcjonował Pana zabieg PiS-u z kwotą wolną od podatku, która de facto została podniesiona, ale tylko najuboższym? Wiadomo, jaka jest skala tej obniżki?

    – To oczywiście niczego nie rozwiązuje, bo w rzeczywistości pozbawiono ulgi tych, co zarabiają więcej, aby symbolicznie ulżyć biedniejszym. Rachunek wyszedł prawie na zero. Kwota wolna od podatku powinna być powszechna i taka sama dla każdego, a jej wysokość powinna zapewniać samodzielne utrzymanie się pracownika. Kwota wolna wyznacza poziom, do którego państwo nie ingeruje w dochód obywatela, gdyż służy on mu do przetrwania. Dopiero dochody ponad ten poziom powinny podlegać opodatkowaniu, w innym przypadku państwo świadomie wypycha część osób z rynku pracy, aby następnie płacić im zasiłki socjalne. Dzisiaj powodem niskich zarobków jest wysokie, prawie 40-proc. opodatkowanie pracy, które zniechęca do wzrostu zatrudnienia przez pracodawców. Powoduje to, że obciążenia podatkowe w gospodarce są postawione na głowie, najmniej zarabiający płacą 18 proc. stawkę podatku, podczas gdy najbogatsze, globalne korporacje nie płacą podatków w ogóle i to od wielu lat.

    Nie jest więc pan zwolennikiem podwyższania podatków dla przedsiębiorców?

    Henryk Kowalczyk, przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów, autor pomysłu wprowadzenia jednolitego podatku dla przedsiębiorców, fot. ADRIAN GRYCUK / WIKIPEDIA

    – Gdyby rząd wprowadził większe obciążania podatkowe dla przedsiębiorców, to i tak nie wzrosłyby dochody budżetowe. Spowodowałoby to jedynie, że jeszcze większa liczba przedsiębiorczych Polaków wybrałaby bardziej przyjazne systemy podatkowe, jakimi są chociażby Wielka Brytania czy Irlandia, a optymalizacja podatkowa byłaby codziennością. Przedsiębiorcy chcą płacić podatki, ale muszą wiedzieć, jakie są reguły i wówczas podatek wliczą jako jeden z elementów kosztu działalności. Polska powinna dzisiaj wprowadzić takie warunki prawno-podatkowe, aby była gospodarką konkurencyjną wobec innych państw europejskich. Jeżeli cały kraj stanie się specjalną strefą ekonomiczną, to nie tylko wrócą nasi przedsiębiorcy, ale także i zagraniczny biznes przeniesie się do nas i to bez żadnych subwencji.

    Mówi się o pięciu progach dochodowych. Popiera pan taki pomysł, czy jednak dodatkowo skomplikuje już i tak skomplikowaną sytuację podatnikom?

    – To nie ma znaczenia, ile będzie progów, przecież tak naprawdę nikt nie płaci podatków ponad stawkę ok. 22 proc. Nawet gdyby wprowadzono w najwyższym przedziale stawkę 80 proc., to nikt tego nie zapłaci. Podatek nie może powodować, że pracownik czy przedsiębiorca nie ma motywacji do wzrostu przychodu, bo i tak powyżej jakiejś kwoty zdecydowana jego część zostanie mu zabrana w formie podatku. Jeżeli chcemy, żeby rosły dochody budżetowe państwa, to należy zwiększyć bazę do naliczania podatków. Przecież jeżeli będzie rosła liczba przedsiębiorców, to wzrośnie zatrudnienie, będą rosły wynagrodzenia, w konsekwencji zwiększy się wartość generowanego przychodu i konsumpcji, a wówczas przy tych samych stawkach podatkowych dochody budżetowe będą znacznie większe. Jak to uzyskać? Zwrócić obywatelom wolność prowadzenia działalności gospodarczej poprzez proste i przyjazne otoczenie prawno-podatkowe, resztę już zrobią razem pracodawcy i pracobiorcy.

    Jakich innych zmian oczekiwałby pan ze strony rządzących? Czy wszelkie udogodnienia w formie ulg będą jeszcze bardziej negatywnie wpływały na przedsiębiorczość Polaków?

    – Recepta na rozwój przedsiębiorczości w Polsce jest bardzo prosta. Uproszczenie prawa podatkowego, w taki sposób, żeby podatki były płacone przez wszystkie podmioty gospodarcze, ich naliczanie było proste, a wysokość umożliwiałaby wkalkulowanie ich jako akceptowalnych kosztów prowadzenia działalności gospodarczej. Uporządkowanie tego bałaganu prawnego, który na co dzień utrudnia  prowadzenie działalności gospodarczej, przyczyniłoby się do powstawania nowych firm, dających zatrudnienie i godziwe wynagrodzenie pracownikom. W konsekwencji byłaby możliwość obniżenia klina podatkowego dla dochodów z pracy. Wówczas nikt nie oczekiwałby żadnego wsparcia w postaci ulg czy innych preferencji od państwa, gdyż polscy przedsiębiorcy doskonale sami radzą sobie w konkurencyjnej gospodarce. Rolą państwa i administracji skarbowej powinna być eliminacja patologii i działalności przestępczej, takich jak „karuzele VAT” kosztujące 50 mld zł rocznie czy trwałe unikanie płacenia podatku CIT, szacowane na 46 mld zł rocznie. Dla porównania budżet obronny to 36 mld zł rocznie. Jeżeli udałoby się także usprawnić działanie sądów odnośnie sporów gospodarczych i wyeliminować nadmierną biurokrację, to w końcu temat rozwoju przedsiębiorczości rozwiązalibyśmy na zawsze.

    – Nie ma sprawiedliwości społecznej w ekonomii, przecież to właśnie nierówności są motorem rozwoju. Nie można z jednej strony karać zdolniejszych, zaradnych czy bardziej pracowitych, a z drugiej strony nadmiernie nagradzać tych, którzy uchylają się od aktywności zawodowej – mówi Mariusz Pawlak z ZPP

    Jak ocenia pan koncepcję podatkową PiS-u z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej? W którą stronę partia rządząca bardziej zmierza – uprzywilejowania mniej zamożnych czy bogatszych?

    – Nie ma sprawiedliwości społecznej w ekonomii, przecież to właśnie nierówności są motorem rozwoju. Nie można z jednej strony karać zdolniejszych, zaradnych czy bardziej pracowitych, a z drugiej strony nadmiernie nagradzać tych, którzy uchylają się od aktywności zawodowej. Wszelkie patologie w rozkładzie dochodów powstają wtedy, kiedy państwo nie zapewnia powszechnych reguł i nie eliminuje tych, co łamiąc prawo bogacą się kosztem innych uczciwych podatników. Mamy tu do czynienia także z pewnym paradoksem.

    Jakim?

    – Jeżeli partia rządząca zajmuje się jedynie wspieraniem uboższych kosztem zamożniejszych, to tak jakby wskazywała, że jej wyborcy na stałe mają być biedni! Ja rozumiem, że celem jest, aby ci, co dzisiaj są biedniejsi, jutro byli zamożni. I co wtedy – będą musieli za karę płacić większe podatki! Sprawiedliwość oznacza, że każdy ma takie same szanse być zamożnym i nie będzie za to nadmiernie karany.

    Czy przestój inwestycyjny w tym roku był kwestią naturalną, wynikającą z pewnej cykliczności gospodarczej, czy jednak wiązał się z „atmosferą” polityczną w naszym kraju?

    – Tu mogę stwierdzić zdecydowanie: przedsiębiorcy zawsze kierują się rachunkiem ekonomicznym. Nigdy nie zrezygnują z możliwości zarobku, jeżeli powstaje taka możliwość, ale i nie podejmą dodatkowego ryzyka, żeby się jedynie przypodobać władzy. Fundamentem przedsiębiorczości jest racjonalne działanie, także jeżeli podejmuje się ryzyko, którego poziom jest wynikiem chłodnej analizy. W tym roku z pewnością negatywny wpływ miał niski poziom wykorzystanych środków z UE.

    A może to rzeczywiście, jak mówi rząd, nie brak prywatnych inwestorów, ale obawy samorządowców, którzy wolą budować w okresie bliżej wyborów, a nie w niepewnym politycznie czasie? Czy widzi pan szansę na poprawę wskaźników inwestycyjnych w przyszłym roku?

    – Główną przyczyną ograniczenia inwestycji jest wzrost niepewności co do przyszłej kondycji gospodarki. Przecież inwestycja to nic innego jak poniesienie kosztów dzisiaj, często na kredyt, w oczekiwaniu na zyski w przyszłości. Otoczenie makroekonomiczne i geopolityczne zmusza do zwiększonej ostrożności. Przed Europą jest jeszcze wiele problemów do rozwiązania, np. program naprawczy w Grecji, tragiczna kondycja włoskich banków i możliwość kryzysu bankowego, Brexit i kolejne potencjalne wyjścia państw z UE, deflacja i ciągle niski popyt konsumpcyjny. Jeżeli do tego dodamy agresję Rosji na Ukrainę i protekcjonistyczne zapowiedzi prezydenta-elekta USA, to pomimo niskich stóp procentowych, a w więc i tanich kredytów, nie powinna nas dziwić powściągliwość przedsiębiorców odnośnie planów inwestycyjnych. Dlatego w przyszłym roku nie spodziewałbym się znaczącego wzrostu inwestycyjnego.

    Rozmawiała Agnieszka Żądło

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Artykuły powiązane

  • Kategorie