
Nadszedł czas, żeby i w Polsce zacząć głośno mówić o tym, że każdy może w swoim życiu wszystko zmienić. To nie jest demagogia ani magia – mówi Zofia Nieścior, certyfikowany coach ICC, wieloletni menedżer, dyrektor HR w korporacjach z kapitałem zagranicznym, właścicielka firmy doradczo-szkoleniowej Wehter Personnel Consulting

Zofia Nieścior – Istnieje mnóstwo książek napisanych na temat wypalenia zawodowego. Pisane są również ciekawe artykuły. Duże korporacje, które inwestują w rozwój swoich pracowników, organizują nawet szkolenia, jak przeciwdziałać wypaleniu zawodowemu. Temat jest zatem znany. Co więcej można o tym opowiedzieć? Spróbujemy? Zaczynamy nową pracę. Na początku jesteśmy zachwyceni tym, co robimy, zachwycamy się atmosferą, fajnymi ludźmi, wspaniałym szefem, którego nigdy nie mieliśmy, zarabiamy więcej, dostaliśmy własnego laptopa, komórkę, często samochód służbowy, bywa, że zostajemy menedżerami.
Chwalimy się na prawo i lewo. Podjeżdżamy nową bryką z fasonem pod dom, jesteśmy elegancko ubrani, zabieramy rodzinę na weekendy – oczywiście służbowym autem, zabieramy rodzinę na obiad – płaconym z funduszu, który nam przysługuje. Co tu dużo mówić: udało nam się. Czujemy się wybrańcami. Jesteśmy dumni i szczęśliwi. I te miny sąsiadów i rodziny – bezcenne. A wisienką na torcie jest nasz służbowy telefon. Nie chodzi o to, że go mamy –w końcu teraz wszyscy mają, ale o to, że cały czas przez ten telefon rozmawiamy – głośno i z przejęciem, omawiamy przecież niecierpiące zwłoki sprawy służbowe. Jedziemy samochodem i rozmawiamy.
Mamy zestaw głośnomówiący – to standard w naszej firmie. Jadąc samochodem, możemy, a nawet musimy podejmować decyzje służbowe, chcemy i potrzebujemy mieć ciągły kontakt z naszym szefem – przecież on koniecznie powinien wiedzieć, ile ważnych spraw dzisiaj załatwiliśmy. Zmierzcha, pada deszcz ze śniegiem, przed nami jeszcze wiele kilometrów, jesteśmy zmęczeni – ale to nic, my jesteśmy przecież bardzo potrzebni, ważni, nie do zastąpienia. Gadamy, gadamy, gadamy… Telefon służbowy zaczyna odgrywać w naszym życiu niebagatelna rolę. Mamy go zawsze przy sobie, nawet w łazience, nawet gdy kładziemy się do łóżka.
Jest z nami również na urlopie lub gdy jesteśmy chorzy. Jesteśmy tacy potrzebni. Co by było, gdyby ktoś z pracy zadzwonił, a my nie odebralibyśmy natychmiast połączenia? Sytuacja nie do wyobrażenia. Cóż – powoli telefon przykleja nam się do twarzy. Już nikt nas bez niego nie widzi. Mało tego, my sami źle się bez niego czujemy. Staliśmy się uzależnieni. Nie? A co robimy przy wigilijnym stole? Sprawdzamy przychodzące sms-y, czy nie? Zaczynamy dostawać pochwały i extra premie.
Dostajemy również większe plany, większą odpowiedzialność. Dostajemy umowę na czas nieokreślony, potem pierwszą podwyżkę! Mało tego – zespół pracowników, którymi zarządzamy, jest coraz liczniejszy. Jesteśmy tacy dumni z siebie, szczęśliwi. Podlegli nam pracownicy wypełniają bez szemrania nasze polecenia. Dzwonią do nas bez przerwy, żeby pochwalić się wykonanymi zadaniami. O każdej porze. Tak im nakazaliśmy, więc o co chodzi? Przychodzimy do pracy coraz wcześniej. Wychodzimy z pracy coraz później. Telefon przy twarzy, laptop na kolanach. Nieważne czy to sobota, czy niedziela, nieważne, że są święta. Nie mamy czasu dla rodziny. Nie mamy czasu, żeby wpaść do rodziców.
Bliscy zaczynają mieć do nas pretensję. Ale o co chodzi? Przecież my się tak dla nich poświęcamy. My dla nich tak ciężko pracujemy. Ciągłe narady, wideokonferencje albo telekonferencje, wyjazdy integracyjne, delegacje służbowe, hotele, jazda samochodem, często nocami. Nagle, nie wiadomo dlaczego szef zaczyna nas się czepiać, że plany za słabo zrobione, że nasi ludzie jacyś tacy źle zmotywowani. Dowiadujemy się, że powinniśmy więcej czasu poświęcać na rozmowy z pracownikami. Najlepiej, żeby były to rozmowy prowadzone w formie coachingu. Czego? Coachingu?
Nie znamy tego, nie potrafimy. No to zostajemy skierowani na kurs certyfikowanego coacha. Bardzo drogi kurs – kilkanaście tysięcy. Trzy tygodnie. Egzaminy końcowe – idziemy i znowu jesteśmy tacy dumni, bo szefowie nas doceniają i tyle kasy wykładają na nasz rozwój! Jesteśmy coachami – teraz to już na pewno szefowie będą z nas zadowoleni. Dlaczego jednak psują się relacje z naszymi pracownikami? Ludzie zaczynają nas unikać, nie mówią prawdy, telefony nadal dzwonią, ale już nie czujemy w swoim zespole tego entuzjazmu, który kiedyś – wydawało nam się – był. Już nic z tego nie rozumiemy, a szef znowu się czepia. Nagle przestaje nam się to podobać? Tak to się właśnie zaczyna.
Coraz mniej chętnie idziemy do pracy. Coraz mniej mamy satysfakcji, mniej cierpliwości, wszystko nas drażni, zaczynami unikać ludzi, zaczyna nam się zdarzać, że nie odbieramy telefonów, nawet od szefa. A może właśnie szczególnie od niego? Może jakiś proszek na sen, rano coś na pobudzenie energii, a wieczorem znowu proszek na sen, może dwa, bo przecież nie możemy zasnąć. Bierzemy zwolnienie lekarskie. Jesteśmy notorycznie przemęczeni. Nie wiemy, co się dzieje. Grunt usuwa nam się spod nóg. Wszyscy ciągle czegoś od nas chcą. Wszystko nas drażni. Wszyscy są winni. Tylko nie my. My cały czas chcieliśmy i chcemy dobrze. Zaczynamy widzieć wszystko inaczej, szef jest beznadziejny, atmosfera w pracy nie do wytrzymania, kasa wcale nie taka duża – za tyle pracy należy mi się więcej, współpracownicy okropni, samochód stary, ta komórka to zaraz się rozleci, mogliby już nam dać laptop nowszej generacji.
Tak zaczyna się wypalenie zawodowe, następny krok to depresja. A teraz niespodzianka – to my na to zapracowaliśmy. Nikt nie jest winien – tylko my sami. Sami narzuciliśmy sobie takie tempo, to nam wydawało się, że jesteśmy nie do zastąpienia. Nikt nam tego nie wmówił. To my sami słyszeliśmy jedynie to, co chcieliśmy słyszeć. To my sami się nakręcaliśmy. To my sami przestaliśmy się sobą przejmować. To była nasza decyzja, żeby podwyższać sobie ciągle poprzeczkę. To sobie zawdzięczamy brak snu i brak umiejętności wypoczywania.
Zofia Nieścior –Pracowałam w korporacjach przez wiele lat, praktycznie zawsze na stanowiskach menedżerskich, po kilkanaście godzin dziennie. Byłam dumnym z siebie pracoholikiem. Widziałam obok siebie ludzi podobnych do mnie, jakby skopiowanych do pewnego stopnia. Zaganianych, przepracowanych, tracących swoje marzenia lub wręcz swoją osobowość. Pracoholizm, ukryty alkoholizm, leki nasenne, leki psychotropowe, leki energetyzujące, nerwy, duży stres, depresja – ogromne tempo życia.
Nie było czasu na nic innego: na rodzinę, na zainteresowania, na odpoczynek, na zabawę. Nic nie było ważne – tylko praca. Efekt – najpierw wypalenie zawodowe, a potem głęboka depresja. Pytasz, czy jest na to jakaś rada – jest, jak najbardziej! Któregoś dnia czytając artykuł w prasie, natrafiłam na pojęcie fizyki kwantowej, technik kwantowych, a konkretnie na technikę kwantową zwaną „metodą dwupunktową”. Najogólniej jest to metoda uwalniania emocji, wyciszania umysłu, zmiany sposobu myślenia i ograniczających przekonań.
Metoda dwupunktowa opiera się na odkryciach znakomitych lekarzy: dr. Richarda Bartletta – ojca matrycy energetycznej, dr. Franka Kinslowa – ojca synchronizacji kwantowej, i dr Erica Pearla – ojca technik rekonektywnych, którzy niezależnie od siebie, niemal w tym samym czasie, otworzyli drzwi do zupełnie nowych wymiarów w rozwiązywaniu problemów w sferze fizycznej i psychicznej.
Metoda sama w sobie nie jest nowa, jednak dopiero teraz nadszedł czas, kiedy jesteśmy gotowi na poszerzanie wiedzy o coraz doskonalsze narzędzia i techniki do pracy z podświadomością. Ich skuteczność wpłynęła na obserwowany od kilku lat ciągły wzrost zainteresowania różnych środowisk tymi warsztatami oraz sukcesy ośrodków zajmujących się ich propagowaniem w USA, Niemczech, Szwajcarii, Austrii i Francji.
Zofia Nieścior –Wszystko się wydarzyło. Odeszłam z pracy w korporacji. Założyłam własną firmę doradczo-szkoleniową, która może pochwalić się czterokrotną nominacją do Godła Liderów Firm Szkoleniowych w Polsce za oryginalne programy. W tym roku przygotowałam program dla osób indywidualnych i dla biznesu: „Osiąganie sukcesu osobistego i finansowego z zastosowaniem technik kwantowych”. Nadszedł czas, żeby i w Polsce zacząć głośno mówić o tym, że każdy może w swoim życiu wszystko zmienić.
To nie jest demagogia ani magia. Żadne czary-mary. Mówiąc najprościej, to umiejętność wykorzystywania własnego mózgu. Naukowcy twierdzą, że wykorzystujemy tylko 5 proc. naszych możliwości. Wykorzystujmy bardziej nasz potencjał! Warsztaty, które prowadzę, skutecznie pokazują, jak wyciszyć nasz mózg, jak sięgnąć po to, co do tej pory wydawało się nie do zdobycia, jak sprawić, by życie stało się lepsze, jak zmienić złą pracę na dobrą, a nawet jak znaleźć idealnego partnera, poprawić zdrowie, po prostu jak osiągać sukcesy na różnych polach. Zostały tak przygotowane, aby zaspokoić naszą ludzką ciekawość i jednocześnie pokazać, że istnieje coś więcej.
– W gruncie rzeczy sprawa jest prosta, ale pod jednym warunkiem – trzeba otworzyć się na zmiany. To jest dla odważnych ludzi, którzy nie boją się myśleć inaczej. Tego procesu nie da się już zatrzymać. To idzie na cały świat. Jako ciekawostkę mogę jeszcze dodać, że jak informuje dziennik „Kommiersant”, do 2035 roku Rosja planuje opracować technologię całkowicie bezpiecznej komunikacji opartej na technologiach kwantowych. W projekcie przewidziano również badania m.in. nad inteligentnymi budynkami, implantami medycznymi i teleportacją. Jak wskazuje dziennik, w ciągu najbliższych dwóch lat naukowcy otrzymają wsparcie w wysokości 10 mld rubli. Krótko mówiąc, nie my pierwsi i nie ostatni.
Tagi: Frank Kinslow, matryca energetyczna, Metoda dwupunktowa, Richard Bartlett, synchronizacja kwantowa, Wehter Personnel Consulting, wypalenie zawodowe, Zofia Nieścior
Dodaj komentarz