logo
logo
logo
logo

Edward Ley: Na prestiż pracuje się latami
Opublikowano: 20 listopada 2017

W pewnym momencie nie byliśmy w stanie robić wszystkiego sami, więc musieliśmy wdrożyć w tajniki sztuki introligatorskiej pracowników. Przyszedł czas, aby podzielić się swoją wiedzą. Niektórzy, których przysposobiliśmy do zawodu, wyjechali do innych miast i próbują sił w rzemiośle. W tej branży nie ma łatwego zarobku i nie ma mowy o pośpiechu – mówi Edward Ley, prezes Wydawnictwa Artystycznego Kurtiak i Ley

Reprezentuje pan prestiżową, ale niszową branżę. Proszę zdradzić, jak zrodził się pomysł na firmę i tak unikatowy produkt?

Edward Ley – Produkt jest istotnie niepowtarzalny, a praca do niego prowadząca jest mozolna i długotrwała, ale artystyczne książki przetrwają niezależnie od postępu technologicznego i rynkowych trendów. Schowają się w niszy luksusu i pozostaną produktem ekskluzywnym, a przez to pożądanym. Takie książki – numerowane, artystycznie zdobione, drukowane na papierze, który ma 1000 lat gwarancji – traktowane są jako lokata kapitału. Kiedy w 1989 roku można było założyć firmę, postawiliśmy na działalność wydawniczą. Polska poligrafia była wtedy bardzo zacofana, a my postanowiliśmy zrobić z tego siłę, sięgając do druku typograficznego. Zaczęliśmy wydawać książki typograficznie na ręcznie czerpanych papierach, jak przed setkami lat i okazało się, że ten powrót do korzeni spotyka się z dużym zainteresowaniem. Książki w jedwabiu, pachnące, ręcznie oprawiane były czymś zupełnie nowym. Wydawaliśmy kolejne tytuły i coraz częściej prezentowaliśmy nasze prace na światowych wystawach. Ku naszej radości wszędzie wzbudzały zainteresowanie jako produkt nieznany i wyjątkowy. Nigdzie nie widzieliśmy podobnych książek. Są kolekcjonerzy, którzy kupują nowe egzemplarze w ciemno. Do swych zbiorów kupują nasze książki również biblioteki narodowe, w tym polska Biblioteka Narodowa, która trzyma je w skarbcu.

Powrót do poligraficznych tradycji nie oznacza chyba ucieczki od nowości technologicznych i możliwości współczesnej techniki?

Edward Ley – Oczywiście, łączymy jedno z drugim. Książce, która jest tradycyjną formą, nadajemy nowatorskie, niespotykane dotąd kształty, stosujemy współczesne materiały, których dawniej nie było, takie jak pleksiglas czy metal napawany warstwami atomu.

Oprócz działalności wydawniczej angażują się państwo w różne inicjatywy. Jakie sfery wchodzą w obszar państwa zainteresowań?

Edward Ley – Prowadzimy szkołę, w której uczymy introligatorstwa artystycznego, a w naszym muzeum pokazujemy wycieczkom z całego świata wpływ książki na rozwój cywilizacji i kultury.

Nie obawia się pan, że sam kształci pan konkurencję?

Edward Ley – Miałem takie myśli i wątpliwości, czy warto iść w tym kierunku. W pewnym momencie nie byliśmy w stanie robić wszystkiego sami, więc musieliśmy wdrożyć w tajniki sztuki introligatorskiej pracowników. Przyszedł czas, aby podzielić się swoją wiedzą. Niektórzy, których przysposobiliśmy do zawodu, wyjechali do innych miast i próbują sił w rzemiośle. W tej branży nie ma łatwego zarobku i nie ma mowy o pośpiechu. Do wszystkiego dochodzi się stopniowo, ale efekt jest wart czekania. Cieszy również fakt, że jesteśmy doceniani przez gremia biznesowe, mimo że naszą domeną jest sztuka.

Czy państwa książki są również kupowane jako oryginalny prezent na wyjątkowe okazje?

Edward Ley – Jak najbardziej, nasze książki były kupowane dla prezydentów, głów koronowanych, papieży przy okazji wizyt państwowych. Wiem, że papież Jan Paweł II trzymał egzemplarz naszej książki na biurku do końca życia. Książki wydane przez Kurtiak i Ley dostali również królowa Elżbieta II, papież Franciszek, wielu dyplomatów, artystów. Egzemplarze te są przygotowywane na specjalne zamówienie. Zawsze staramy się dobrać zarówno tytuł, jak i formę książki do okoliczności, ale także kultury, języka, zainteresowań obdarowywanej osoby. Wiele książek wykonywaliśmy też na zlecenie firm, które chciały je sprezentować szczególnie cenionym kontrahentom i współpracownikom.

Rozmawiał Mariusz Gryżewski

Tagi: , , ,

Udostępnij ten post:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.