
Do połowy grudnia ub. roku zagraniczni obserwatorzy i analitycy gospodarki i finansów Polski nadal zachowywali ostrożność w ocenach ewentualnych skutków zmian politycznych w wyniku wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Poza drobnymi wyjątkami utrzymują się natomiast prognozy, według których w 2016 r. tempo wzrostu PKB nie zmieni się w porównaniu z poprzednimi przewidywaniami.
Nie znaczy to, że nie pojawiały się pytania i wątpliwości wyrażające pewien niepokój przede wszystkim co do utrzymania stabilności rynku finansowego. Znamiennym przejawem był gwałtowny spadek wartości akcji na giełdzie warszawskiej (choć poważną przyczyną były również spadki cen surowców w wyniku spowolnienia tempa rozwoju Chin).
Giełdowe zawirowanie od listopada do pierwszej dekady grudnia ukazało niepewność dysponentów kapitałami, wywołaną zapowiedziami nowych podatków, jakie mają być nałożone na banki i towarzystwa ubezpieczeniowe oraz sklepy wielkopowierzchniowe, a także sygnały zwiększenia przez rząd deficytu budżetowego.
Pytania i niepokoje
Centra finansowe i rankingowe, które dotąd często przedstawiały swe oceny raczej pozostały milczące. Więcej opinii pojawiło się w prasie. Na przykład w listopadowym komentarzu dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pytał: „Czy dojście do władzy PiS oznacza koniec stabilnej gospodarki rynkowej w Polsce, która przestanie być bezpiecznym portem w regionie, czy Polska zmierza w kierunku dyrygowanego przez państwo modelu (gospodarki) tak jak Węgry?”.
Autor tego artykułu Sven Alstheimer zastrzega jednak, że z kilku powodów nie należy przedwcześnie spisywać Polski na straty. Zauważył, że PiS potrzebuje pieniędzy na realizację przynajmniej części drogich obietnic wyborczych, nie może więc odstraszyć inwestorów z zagranicy nadmierną biurokracją i podważaniem prawnych warunków ramowych działania przedsiębiorstw. Ze względu na miliardową pomoc z Brukseli Polska nie może sobie także pozwolić na zejście na boczny tor w Europie. Dodał, że pomimo rozczarowania Polacy nadal cenią sobie dobre strony wolnej gospodarki; polscy przedsiębiorcy są aktywni na światowych rynkach, a gospodarka polska jest mocno „zazębiona” z niemiecką.
Wbrew tym racjonalnym argumentom istnieje jednak co najmniej tyle samo powodów, aby sądzić, że polityka nowego polskiego rządu stanie się dostrzegalnie „bardziej nieobliczalna i mniej solidna, bardziej krytyczna wobec Europy i bardziej egoistyczna”. W konkluzji stwierdził: „Inwestorzy będą w przyszłości oceniać przy podejmowaniu decyzji, czy ich pieniądze są lepiej ulokowane w Polsce, czy w innych krajach. Wyborcy zaprezentują swoją ocenę najpóźniej za cztery lata”.
Prestiżowy w świecie finansów brytyjski tygodnik „The Economist” krytykując zamierzenia gospodarcze PiS stwierdził, że „podobnie jak wiele innych partii populistycznych, miesza nieliberalną zagraniczną oraz kulturalną politykę z krótkowzrocznymi pomysłami ekonomicznymi” i jako przykład przytoczył obniżenie wieku emerytalnego.
Obawy powstały też w Komisji Europejskiej. Jej wiceprzewodniczący Valdis Dombrovskis oświadczył, że Polska powinna kontynuować odpowiedzialną politykę fiskalną i utrzymać deficyt sektora finansów poniżej 3 proc. PKB.
Szczypta optymizmu
Mimo tych dość częstych pytań i wątpliwości nieliczne prognozy gospodarcze są raczej optymistyczne. W swym raporcie z początku grudnia ekonomiści banku inwestycyjnego Goldman Sachs przewidują, że wzrost PKB Polski w 2015 r. to 3,6% , ale spowolnienie nastąpi w 2016 roku – do 3,4%. Szacują też, że tempo to wyniesie po 3,2% – 3,1 % w 2017 i 2018 r.
Według portalu Focus Economics, który analizuje aktualną sytuację i perspektywy gospodarki światowej, stopniowe uzdrawianie gospodarek strefy euro w 2015 r. wpłynęło korzystnie na kraje Europy Środkowej i Wschodniej, a więc i Polski. Jednakże geopolityczne zagrożenia pozostały. W raporcie z 1 grudnia 2015 r. portal stwierdził, że w mijającym roku kraje te skorzystały na spadku cen towarów powszechnego użytku, szczególnie produktów naftowych. Jeśli ten trend utrzyma się w 2016 r., gospodarki tej strefy odczują wpływ ekonomicznego uzdrowienia. Jednakże ryzyko stwarza silniejszy niż przewidywano wpływ uściślenia monetarnej polityki USA, która może doprowadzić do niespodziewanych przepływów kapitału. Ponadto nadal pozostają wysokie ryzyka geopolityczne.
Mimo wspomnianych zastrzeżeń, zdaniem ekonomistów tworzących opinie portalu Focus Ecomics, perspektywa gospodarcza dla krajów Europy Środkowej i Wschodniej pozostaje stabilna. Dlatego nie zmienili oni prognoz na cały rok 2015 (3,2% i na 2016 r. przewidują wzrost PKB rzędu 3,0%. Oznacza to, że pozostają aktualne wcześniejsze prognozy dla siedmiu spośród jedenastu krajów (w tym Polski). Niższe prognozy dotyczą tylko Estonii i Łotwy, zaś nieco wyższe – Chorwacji i Słowacji.
Przejawy gospodarczego optymizmu ilustrują także pozytywne zmiany wskaźnika PMI. Po chwilowym letnim załamaniu pokazał w październiku poprawę nastrojów polskich menedżerów w sektorze przemysłowym, co oznacza perspektywę wzrostu produkcji i eksportu. W październiku wskaźnik ten doszedł do 52,2 pkt (najwyższy poziom od trzech miesięcy) z 50,9 pkt we wrześniu. W listopadzie wartość tego indeksu wyniosła 52,1 pkt., ale choć była niższa o 0,1 pkt, świadczy pozytywnie o koniunkturze gospodarki.
Komunikat Markit Economics, który przeprowadza te badania, stwierdził w komentarzu do listopadowego wyniku: „Tempo wzrostu w polskim sektorze przemysłowym ustabilizowało się. Tempo wzrostu wielkości produkcji i liczby nowych zamówień przyspieszyło odrobinę, osiągając czteromiesięczne maksimum, a tempo tworzenia nowych miejsc pracy nie uległo zmianie. Najnowsze wyniki naszych badań sygnalizują, że w ciągu najbliższych miesięcy oficjalne dane dotyczące wzrostu produkcji przemysłowej odnotują stabilizację na poziomie lub poniżej 5 %”.
Miesiąc wcześniej Markit oceniał sytuację następująco: „Zarówno wielkość produkcji, jak i liczba nowych zamówień wzrosły w szybszym tempie. Liczba nowych zamówień została ożywiona wyraźnym napływem zamówień eksportowych. Zatrudnienie w sektorze wzrosło 27. miesiąc z rzędu. Jest to rekordowy okres nieprzerwanego wzrostu liczby miejsc pracy w historii badań. Z kolei firmy pozostały stosunkowo ostrożne, jeśli chodzi o aktywność zakupową, która nieznacznie zmalała”. Starszy ekonomista Markit, Trevor Balchin ocenił, że październikowy wzrost wskaźnika PMI był dobrą wiadomością, a najnowszy odczyt indeksu wyrównał średnią za trzeci kwartał tego roku. „Był to najniższy kwartalny odczyt od roku, niemniej jednak pozytywny z perspektywy danych historycznych. Rynek pracy pozostał jasnym punktem w gospodarce. Obecny nieprzerwany 27-miesięczny okres wzrostu poziomu zatrudnienia jest najdłuższym w historii zbierania danych, które rozpoczęto w połowie 1998 roku. Jeśli chodzi o koszty produkcji, polscy producenci zarejestrowali ich największy spadek od dwóch i pół roku” – zauważył Balchin
Dla oceny polskiej gospodarki spore znaczenie ma ostatni ranking Banku Światowego „Doing Business 2016”, bowiem czyta go światowy biznes i śledzi warunki – udogodnienia i trudności – w robieniu interesów w danym kraju. Polska awansowała na 25. miejsce, gdy w 2006 r. byliśmy na 54. miejscu – między Wyspami Salomona a Nepalem. 10 lat temu od Szwecji dzieliło nas 40 miejsc, a obecnie 17.
Z takimi ocenami bardzo często nie zgadzają się polscy biznesmeni. Bank Światowy analizuje obowiązujące i wprowadzane przepisy. Natomiast nasi menedżerowie zwracają uwagę na ich realizację, do której mają wiele pretensji. Dotyczy to także złożoności niektórych regulacji, m.in. podatkowych.
Głosy pełne nadziei
Pozytywne prognozy dla polskiej gospodarki przedstawiają dyrektorzy finansowi zrzeszeni w ACCA (międzynarodowa organizacja skupiająca specjalistów z zakresu finansów, rachunkowości i zarządzania ). Ocenili, oni że to nie jest dobry czas na rozwijanie firm i inwestowanie. Daniel Thorniley, ekspert analizujący koniunkturę gospodarczą dla największych globalnych koncernów i współpracujący z 300 korporacyjnymi klientami, jest jednak znacznie bardziej optymistycznie nastawiony do naszego regionu. – Na tle gospodarki globalnej sytuacja w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech będzie wyraźnie lepsza niż w innych gospodarkach rozwijających się – stwierdził na listopadowej konferencji ACCA w Warszawie. – Z biznesowego punktu widzenia zarządzania ryzykiem, rynki Europy Środkowej są bardzo ciekawe. Polska to wprawdzie duży rynek, ale najlepszym rozwiązaniem byłoby połączenie tych pięciu rynków w klaster. Mogłoby to zrekompensować skutki kryzysu, który ma miejsce w Rosji, na Ukrainie, a nawet w Turcji. Polski sektor bankowy działa lepiej niż wiele innych. Polskie firmy inwestują nieco więcej niż inne na całym świecie, a z zagranicy płyną przekazy pieniężne od Polaków pracujących w zachodniej Europie i w innych częściach świata. To również są pozytywne czynniki dla gospodarki – mówił dr Daniel Thorniley. Zastrzegł jednak, że oczywiście nie znaczy to, iż Polska jest łatwym rynkiem i że nie ma tu żadnych problemów. Ponieważ jest to rynek atrakcyjny, staje się również brutalnie konkurencyjny, co wpływa na walkę cenową.
W lustrze rankingów
Na zakończenie warto przedstawić rankingi międzynarodowe z miejscem Polski w dwóch dziedzinach naszego życia. Może nie tylko zdziwić, ale i zaskoczyć raport tygodnika „The Economist”, który głosi, że jednym z najlepszych miejsc do pracy dla kobiet na świecie jest… Polska. Indeks „szklanego sufitu” („The glass-ceiling index”) porównuje warunki pracy kobiet i mężczyzn w 28 państwach należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Uwzględniono takie kryteria jak wysokość pensji kobiet, ich liczba na wyższych uczelniach, kierowniczych stanowiskach i w parlamencie, a także prawa macierzyńskie oraz koszt opieki nad dziećmi. Polska zdobyła 73,1 punktów na 100 możliwych, gdy średnia krajów OECD wynosi 60,3 pkt. W tym rankingu nasz kraj znajduje się w czołówce przede wszystkim dzięki płatnym urlopom macierzyńskim, co nie wszędzie jest standardem (np. Stanach Zjednoczonych), obecności kobiet w parlamencie, a także prawom macierzyńskim oraz kosztom opieki nad dziećmi.
Gorzej, a nawet wręcz źle wyglądamy w raporcie Eurostatu o mieszkaniach w UE. Według niego aż 44 proc. mieszkańców Polski żyje w przeludnionych mieszkaniach. Pod tym względem w Europie wyprzedzają nas tylko dwa państwa. I jest tak, mimo że aż 83,5% osób mieszka we własnym „M”, bo są to małe lokale. Dla porównania najrzadziej kupują domy i mieszkania Niemcy i Austriacy. 47,5%. Niemców żyje w wynajętych domach i mieszkaniach, a w Austrii odsetek ten sięga 42,8 proc.
Tak więc potwierdza się, że posiadanie mieszkania czy domu nie decyduje o warunkach życiowych własnego dachu nad głową.
Zygmunt Słomkowski
Tagi: „The glass-ceiling index”, Daniel Thorniley, Polski sektor bankowy, tempo PKB, tempo wzrostu PKB, The Economist, wysokość pensji kobiet, Zygmunt Słomkowski
Dodaj komentarz