• Menu

    Łatwego wzrostu nie będzie

    Po raz pierwszy od 6 lat tempo wzrostu gospodarki chińskiej spadło w III kwartale br. poniżej 7 proc. i wyniosło 6,9 proc. Takiego wzrostu życzyłyby sobie wszystkie gospodarki świata. W przypadku Chin sytuacja wygląda jednak niepokojąco. Każdy punkt procentowy spadku dynamiki rozwoju oznacza bowiem ogromne zmniejszenie zapotrzebowania na surowce, zawirowania na rynkach finansowych i spadek obrotów w handlu zagranicznym

    Analitycy z banku Goldman Sachs twierdzą, że świat wszedł w trzecią falę kryzysu. Najbardziej ucierpią na tym gospodarki wschodzące, gdyż ucieknie od nich kapitał. Inwestorzy poszukają bardziej bezpiecznych i atrakcyjnych przystani dla swoich pieniędzy. Taką może być na przykład amerykański dolar.

    Czy grozi nam trzecia fala?

    Bank napisał jednak w swoim raporcie, że ta trzecia fala kryzysu nie oznacza, że świat popadnie w długotrwałą stagnację czy recesję. Takie obawy są jego zdaniem przesadne. Prawdopodobnie zmiany, które zachodzą w gospodarkach krajów wschodzących, choć są bolesne, to jednak doprowadzą do bardziej zrównoważonego i stabilnego rozwoju. W tej grupie państw jest Polska. Trudność naszej sytuacji polega na tym, że znajdujemy się w jednym koszyku z krajami na dorobku, które radzą sobie o wiele gorzej. Inwestorzy myślą bowiem według schematów i nie wdają się w szczegółowe analizy.

    Bardziej optymistyczne prognozy dotyczące bliższej i nieco dalszej przyszłości świata są na szczęście słyszalne w analizach innych dużych instytucji finansowych. I tak Peter Garnry, dyrektor ds. strategii rynków akcji w Saxo Banku, uważa, że gospodarki rynków wschodzących ulegają przekształceniu. Coraz większa część wzrostu generowana jest w miarę rozwoju klasy średniej przez konsumpcję krajową. Według niego ta transformacja już się dokonuje. Co za tym idzie, na rynki wschodzące powróci kapitał.

    Na raport banku Goldman Sachs należy patrzeć przede wszystkim jako na dokument przygotowany dla inwestorów giełdowych. Akcentowanie aktualnej słabości gospodarek krajów wschodzących przy równoczesnym spostrzeżeniu, że proces ich przebudowy trwa, jest wskazówką, gdzie warto szukać teraz nowych okazji inwestycyjnych. Kupuj, bo później zdrożeje.

    Powrót do normalności

    Era łatwego wzrostu w światowej gospodarce, napędzanego odbiciem w Chinach, minęła – uważa profesor socjologii i polityki społecznej na Uniwersytecie w Sydney Salvatore Babones. Jak podkreśla, gospodarka Chin nie skurczyła się, ale wróciła do normalności. Jego zdaniem wzrost gospodarki chińskiej był skutkiem odbicia od 200 lat kolonializmu, wojny domowej, japońskiej okupacji i komunizmu. Jak mówi, chińska gospodarka pod względem prawie wszystkich głównych wskaźników społecznych i ekonomicznych przypomina gospodarki Brazylii, Meksyku, Rosji i innych krajów o średnich dochodach. – Sądzę, że nie ma powodów, by oczekiwać odbicia do wzrostu gospodarczego na poziomie 8–10 proc. Z drugiej strony nie ma powodów obawiać się jakiegoś ogromnego załamania – komentuje.

    Chiny wciąż mają ogromny potencjał. By go wykorzystać, muszą jednak zmienić charakter swojej gospodarki w sposób, w jaki uczyniły to Japonia, Korea czy Tajwan po II wojnie światowej. To jest jednak trudne do wykonania, wymaga polityki w zakresie edukacji społeczeństwa, zapewnienia opieki zdrowotnej, kontynuacji inwestycji w infrastrukturę i zdaje się, że Chiny nie podążają w tym kierunku.

    Problem polega na tym, że rozwój gospodarczy Chin jest motorem wzrostu w Azji Południowo-Wschodniej, w Afryce i nawet do pewnego stopnia w Europie. Nasz kontynent jest głównym rynkiem eksportowym dla Chin, ale także Chiny są kluczowym rynkiem eksportowym dla Europy. W przypadku towarów, jakie Chiny kupują od Europy, tj. samochodów, produktów luksusowych, samolotów, zaobserwujemy mniejszy popyt. Gospodarcze kłopoty Chin są naprawdę gospodarczymi problemami świata. Trzeba pamiętać, że w ciągu ostatnich 50 lat, gdy amerykańska gospodarka miała trudności, ciągnęło to w dół cały świat. Dziś są dwa miejsca, które wpływają na resztę świata. Pierwsze to Stany Zjednoczone, a drugie – Chiny.

    Gorsze prognozy

    Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył prognozy wzrostu gospodarczego na świecie, wskazując na spadające ceny surowców oraz chwiejne rynki finansowe. Gospodarka światowa ma się zwiększyć o 3,1 proc. PKB w br., czyli o 0,2 pkt. proc. mniej niż Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozował w lipcu i najwolniej od czasu recesji w 2009 roku. „Zagrożenia dla światowej gospodarki wydają się wyraźniejsze niż były kilka miesięcy temu” – napisano w raporcie MFW. Zdaniem tej instytucji umiarkowane ożywienie w strefie euro jest wspierane m.in. przez niskie ceny ropy naftowej oraz deprecjację euro, ale potencjał wzrostu pozostaje na niskim poziomie.

    Bank Światowy obniżył natomiast prognozy wzrostu dla Azji Wschodniej i Pacyfiku na 2015 i 2016 rok, wskazując na ryzyko gwałtownego spowolnienia w Chinach i ewentualne skutki uboczne oczekiwanych podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Waszyngtoński bank oczekuje teraz, że wzrost w obejmującym Chiny regionie Azji Wschodniej i Pacyfiku wyniesie 6,5 proc. w 2015 roku i 6,4 proc. w 2016 roku. Poprzednia prognoza z kwietnia mówiła o 6,7 proc. wzroście, zarówno w 2015, jak i 2016 roku.

    Bank Światowy stwierdził, że korekta prognoz odzwierciedla głównie umiarkowane spowolnienie gospodarcze w Państwie Środka. Zgodnie z prognozami banku wzrost gospodarczy wyniesie tam 6,9 proc. w 2015 roku i 6,7 proc. rok później. Bodźcem rozwojowym dla tego regionu ma być transgraniczny układ o partnerstwie. USA i 11 państw Azji i Pacyfiku zakończyły negocjacje w tej sprawie. Umowa o wolnym handlu między USA a Azją jest zagrożeniem dla gospodarki europejskiej.

    Rosja w opałach

    Z powodu niższych cen ropy naftowej istotnie spadają rosyjskie przychody. Część rosyjskich kontraktów gazowych jest indeksowana do cen ropy naftowej, więc ceny gazu też spadają. Ponadto, sankcje nałożone na Rosję sprawiają, że dla tego kraju rozbudowa mocy wydobywczych – rozwój infrastruktury i rozpoczęcie eksploatacji nowych pól – będzie coraz trudniejsza. Rosyjska gospodarka jest więc jednym z największych przegranych jeśli chodzi o ceny ropy, ich wpływ na ceny gazu i kwestię sankcji, które pogarszają sytuację.

    Ropa, produkty ropopochodne i gaz stanowią ok. dwie trzecie rosyjskiego eksportu. Spadek cen czarnego złota na globalnych rynkach oznacza więc dla borykającej się z trudnościami rosyjskiej gospodarki miliardowe straty.

    OPEC opublikował raport, z którego wynika, że Rosja, drugi co do wielkości eksporter ropy na świecie, może stracić w bieżącym roku około 135 mld dolarów z powodu spadku cen surowca.
    Około 40 proc. rosyjskiego eksportu ropy – czyli 100 mln ton rocznie – trafia na północ Europy, co czyni z tego regionu najważniejszego odbiorcę surowca gatunku Urals.

    Rosyjska ropa zaczęła jednak tracić pozycje na europejskim rynku z powodu napływu tańszych gatunków z innych źródeł. Na rynku europejskim niedawno pojawiła się ropa z Arabii Saudyjskiej, co grozi zaostrzeniem konkurencji i dalszym spadkiem cen.

    W październiku agencja Reutera przekazała wypowiedź prezesa koncernu naftowego Rosnieft Igora Sieczyna, który oznajmił, że Arabia Saudyjska, największy producent ropy naftowej na świecie, rozpoczęła dostawy surowca do Polski przez port w Gdańsku. Sieczyn, jeden z najbardziej zaufanych współpracowników prezydenta Rosji Władimira Putina, zarzucił Saudyjczykom stosowanie dumpingu cenowego.

    Następnie minister energetyki Federacji Rosyjskiej Aleksandr Nowak oświadczył, że Rosja uważa wejście Arabii Saudyjskiej na rynek naftowy Europy za wyzwanie. Problemy w handlu ropą i gazem Rosja ma na własne życzenie. Nie należało straszyć klientów odcięciem dostaw. Z takim partnerem nie da się prowadzić stabilnego biznesu.

    Cezary Rybski

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Artykuły powiązane

  • Kategorie