• Menu

    Zmiany w ochronie zdrowia bez finansowania i konsultacji społecznych

    O strategii zmian w systemie ochrony zdrowia, m.in. w zakresie sieci szpitali, rozmawiamy z Zenonem Wasilewskim, ekspertem BCC ds. prawa medycznego

    Rząd premier Beaty Szydło deklaruje słowami Ministra Zdrowia Konstantego Radziwiłła , że w roku 2017 priorytetem będzie reforma ochrony zdrowia w Polsce. Zapowiada się jak zawsze dobrze. Jaka jest pana ocena tej przedstawionej „Strategii zmian w systemie ochrony zdrowia w Polsce”?

    – Wiele propozycji ministra zdrowia zawartych w „Strategii zmian w systemie ochrony zdrowia w Polsce ma nawet merytoryczne uzasadnienie i kierunkowo są słuszne. Martwi mnie jednak, że w wielu przypadkach zapowiadane zmiany dokonują się bez uwzględnienia głosu strony społecznej. Ta „Strategia” wymaga dopracowania i powinna być poddana szerokiej społecznej debacie. Niestety, wynikające z niej konkretne projekty ustaw nie zawsze są korzystne dla systemu ochrony zdrowia i pacjentów. Przykładowo te dotyczące„sieci szpitali” czy państwowego ratownictwa medycznego stanowią zagrożenie dla dalszego istnienia na polskim rynku wielu podmiotów prywatnych, świadczących usługi medyczne na najwyższym poziomie. Ich inwestycje w nasz system ochrony zdrowia sięgają ponad 7 mld zł. Proponowane przez Ministerstwo Zdrowia rozwiązania dotyczące „sieci szpitali”, m.in. ryczałtowe finansowanie, nie będą stanowiły wystarczającej motywacji do podnoszenia jakości świadczeń zdrowotnych i konkurencyjności na rynku szpitalnym, co w konsekwencji nie poprawi sytuacji pacjentów i całego systemu zdrowia.

    Dlaczego uważa pan dekomercjalizację szpitali za krok w tył? Co przemawiało za ich dalszą prywatyzacją?

    – Wypada przypomnieć, że na podstawie art. 70-82 ustawy z dnia 1 lipca 2011 roku o działalności leczniczej w okresie rządów koalicji PO-PSL ponad 200 szpitali przeszło proces urynkowienia swej działalności czyli komercjalizacji. W mojej ocenie był to niewątpliwie pragmatyczny i rozsądny proces restrukturyzacji szpitali podległych samorządom. Nie brakuje przykładów, że w jego rezultacie wiele wcześniej zadłużonych szpitali, np. powiatowych, zaczęło funkcjonować bez ponoszenia strat. Nie brakuje też przykładów negatywnych, na co wskazuje raport NIK z marca 2015 r.: „część szpitali skorzystała jedynie z chwilowego oddłużenia,choć później sytuacja finansowa niektórych wróciła do normy, czyli do generowania strat”. Po przekształceniu szpitali w kapitałowe spółki handlowe – z o.o. lub akcyjne – działające w oparciu o przepisy kodeksu prawa handlowego okazało się, że nie brakuje przykładów nawet publicznych szpitali funkcjonujących bez strat.

    Moim zdaniem zahamowanie tych procesów jest spełnieniem obietnic wyborczych ze strony obecnie rządzącej partii. I raczej propagandowym sukcesem przesadzonymi znacznie wyolbrzymionym. Oceniam ,że dekomercjalizacja szpitali stanowi zdecydowany krok wstecz w zakresie reformowania systemu ochrony zdrowia w Polsce i nie służy pacjentom. Przy podejmowaniu decyzji „dekomercjalizacji”zabrakło racjonalnego wyważenia plusów i minusów „komercjalizacji”.

    W jaki sposób owa dekomercjalizacja się odbywała? Jakie przepisy temu celowi służyły?

    – Obecny Minister Zdrowia wielokrotnie wskazywał na konieczność zatrzymania przez państwo procesu zbywania podmiotom prywatnym udziałów i akcji w szpitalach. Wprowadzona dekomercjalizacja szpitali odbywa się na podstawie znowelizowanej ustawy o działalności leczniczej, która weszła w życie15 lipca 2016 r.Głównym celem tej ustawy jest zahamowanie komercjalizacji szpitali i umożliwienie samorządom, co jest przez nie krytykowane, wykupywania świadczeń zdrowotnych dla swoich mieszkańców. W ustawie zapisano także zakaz wypłaty dywidendy w spółkach kapitałowych, w których Skarb Państwa lub jednostka samorządu terytorialnego bądź uczelnia medyczna mają ponad 51 proc. akcji lub udziałów. Takie regulacje budzą szereg wątpliwości natury konstytucyjnej, przede wszystkim w zakresie gwarancji swobody działalności gospodarczej. Ograniczają prawa właścicielskie jednostek samorządu terytorialnego co do ich samodzielności i prawa do decydowania o własnym majątku. W konsekwencji spowoduje to ograniczenie udziału sektora prywatnego w finansowanie systemu ochrony zdrowia.

    Czy samorządy mogą spodziewać się teraz większych obciążeń? Kto na tej zmianie ministerialnej strategii najbardziej zyska, a kto straci?

    – Błędem jest przerzucenie obowiązku pokrywania strat finansowych zakładów opieki zdrowotnej na jednostki samorządu terytorialnego bez zagwarantowania im wsparcia z budżetu państwa. Zgodnie ze znowelizowaną ustawą o działalności leczniczej w przypadku wystąpienia ujemnego wyniku finansowego w samodzielnym publicznym zakładzie opieki zdrowotnej (SPZOZ) ma on pokryć stratę netto we własnym zakresie. Jeśli to nie wystarczy, wówczas podmiot tworzący będzie zobowiązany do pokrycia pozostałej części, jednak nie więcej niż do wysokości wynikającej z sumy straty netto i kosztów amortyzacji. Gdy szpital nie będzie w stanie samodzielnie pokryć straty netto, wówczas możliwa będzie jego likwidacja. Przyjęcie takiej regulacji może skutkować przeniesieniem niestabilności finansowej z konkretnego podmiotu leczniczego na jego organ założycielski (JST).

    Błędem jest przerzucenie obowiązku pokrywania strat finansowych zakładów opieki zdrowotnej na jednostki samorządu terytorialnego bez zagwarantowania im wsparcia z budżetu państwa.

    Pragnę przy okazji zwrócić uwagę, że jednostki samorządu terytorialnego w rozwiązywaniu problemów finansowania podległych im placówek ochrony zdrowia w bardziej zdecydowany sposób powinny wykorzystywać partnerstwo publiczno-prywatne (PPP). Niestety, przy wprowadzonych zasadach dekomercjalizacji staje się to w zasadzie niemożliwe.

    Obywatele polscy przeważnie boją się prywatyzowania szpitali, bo wydaje im się, że stracą dostęp do służb zdrowia. Czy częściowo pokrywa to się z prawdą?

    – To częściowo pokrywa się z prawdą. Po prostu Polacy nie do końca rozumieją na czym polega prywatyzacja szpitali. I dlatego jej się boją. A często nawet nie wiedzą, kto jest właścicielem szpitali publicznych. Wiedza pacjentów o prywatyzacji szpitali, jak potwierdzają badania jest wciąż znikoma. Stąd ten lęk.Funkcjonowanie opieki zdrowotnej wciąż oceniane jest przez pacjentów przeważnie źle. W ciągu ostatnich lat oceny te nie uległy zmianie na korzyść. I nie jest to bezpośrednio związane z problemem prywatyzacji szpitali. Pacjenci narzekają przede wszystkim na ceny leków i ich dostępność oraz kolejki do lekarzy specjalistów i długi okres wyczekiwania na przyjęcie do szpitali. Blisko dwie trzecie Polaków jest niezadowolona z publicznej służby zdrowia.Najlepsze zdanie mają o dostępie do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej.

    I tu odniosę się do działań Ministra Zdrowia w tym zakresie, które oceniam pozytywnie. Szczególnie powszechny dostęp do POZ oraz fakt skierowania projektu ustawy o POZ do konsultacji społecznych zasługuje na poparcie. Jest to bardzo ważny projekt systemowy. Jego wadą jest, że nie zapewnia spójności rozwiązań dotyczących projektowanego systemu podstawowej opieki zdrowotnej z innymi obszarami systemu opieki zdrowotnej, w szczególności ambulatoryjną opieką specjalistyczną oraz opieką szpitalną. Również temat opieki nad pacjentem geriatrycznym został potraktowany marginalnie.

    O jakich propozycjach mówił pan w stanowisku BCC, że ograniczają ekonomiczne prawa równości świadczeniodawców niepublicznych? Czemu w tej sytuacji podmioty prywatne są zagrożone?

    – Jako przykład podam proponowane zmiany np. w ustawie o państwowym ratownictwie medycznym. Ograniczą one podmiotom niepublicznym możliwości kontraktowania świadczeń zdrowotnych z zakresu ratownictwa medycznego.Pozostaje to w sprzeczności z zasadą konstytucyjnej równości oraz swobody działalności gospodarczej.

    Dlaczego te propozycje miałyby być niezgodne z Konstytucją?

    – Podam to na przykładzie ustawy „dekomercjalizacyjnej oraz projektów ustawy o „sieci szpitali”,a także o państwowym ratownictwie medycznym. Niektóre regulacje budzą moje wątpliwości natury konstytucyjnej wynikające zart. 2. Konstytucji RP: naruszenie zasady zaufania obywateli do demokratycznego państwa prawa oraz z art. 30(w zw. z art.68 ) Konstytucji RP: o godnym dostępie do świadczeń medycznych. Powtórzę jeszcze raz jak wyżej. Przedstawione propozycje dotyczące „sieci szpitali”, a także ratownictwa medycznego ograniczają ekonomiczne prawa równości świadczeniodawców niepublicznych.Będą bez szans w rywalizacji o pieniądze z NFZ z publicznymi placówkami. Jestem krytyczny wobec tych projektów. Na te ustawy trzeba także spojrzeć nie tylko pod katem medycznym, ale również ekonomicznym i prawnym, ocenić ich zgodność z konstytucyjną zasadą swobody działalności gospodarczej.

    Czy obecna sytuacja w ochronie zdrowia jest zachęcająca dla inwestorów w branży?

    – Niestety, nie. I to nie dotyczy tylko obszaru ochrony zdrowia. W Polsce dominuje tendencja rozwiązania zaistniałych problemów za pomocą nadmiernie szczegółowych procedur i często zmienianych aktów prawnych przy niedoborze finansowania i niedocenianiu roli partnerów z różnych grup zawodowych.Stosowana jest nagminnie praktyka legislacyjna „ustawy o zmianie ustawy”. Ustawa o działalności leczniczej jest tego potwierdzeniem.Niestabilność prawa jest poważną barierą przedsiębiorczości. Częste zmiany otoczenia prawnego skutkują brakiem przejrzystości, błędnymi decyzjami biznesowymi, zwiększonymi kosztami, a nawet zaniechanymi inwestycjami.To częsta zraża poważnych inwestorów. Proponowane rozwiązania dotyczące sieci szpitali i podmiotów ratownictwa medycznego nie gwarantują równego traktowania świadczeniodawców z sektorem publicznym. To zagraża istnieniu wielu prywatnych podmiotów świadczących opiekę specjalistyczną.Poza siecią mogą pozostać szpitale dysponujące nowoczesnym sprzętem i wysoko wykwalifikowaną kadrą medyczną.

    Powtórzę ponownie. W ochronie zdrowia rozumianej jako obszar usług publicznych nie wykorzystywana jest w pełni formuła PPP, czyli partnerstwa publiczno-prywatnego, jako sprawdzonej formy współpracy pomiędzy jednostkami administracji rządowej i jednostek samorządu terytorialnego(rozumianej jako administracji publicznej ) a podmiotami prywatnymi w zakresie usług publicznych, a takimi jest ochrona zdrowia.

    Jak można by doprecyzować przepisy, również pomysły w „Strategii odpowiedzialnego rozwoju”, aby stały się skuteczniejsze? Co powinno się pana zdaniem znaleźć na pierwszym miejscu w konstruowaniu przepisów dotyczących ochrony zdrowia w Polsce?

    – „Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju” dotyczy również całego obszaru ochrony zdrowia. Jest to dobry dokument. Niestety,szereg propozycji Ministra Zdrowia, na które wskazuję w dalszej perspektywie, może spowodować negatywny wpływ na realizację strategicznych celów w niej opisanych.W efekcie może zniechęcić także inwestorów zagranicznych oraz prywatne podmioty medyczne, nie tylko szpitale,do dalszego inwestowania na rzecz polskiego rynku ochrony zdrowia. Koniecznym jest doprecyzowanie przepisów gwarantujących równe kryteria dla wszystkich świadczeniodawców obecnych na polskim rynku ochrony zdrowia bez względu na formę własności.

    Jeśli chodzi o Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju, chciałbym zwrócić uwagę nie tylko na świadczeniodawców medycznych. Przedsiębiorcy wciąż oczekują konkretnych rozwiązań oraz zapewnienia spójnych i stabilnych warunków dla przemysłu farmaceutycznego i wyrobów medycznych. Największe oczekiwania wiążą się z innowacyjnością. Polskie firmy farmaceutyczne i wyrobów medycznych są coraz bardziej innowacyjne. Stanowią jedną z głównych branż innowacyjnych w polskiej gospodarce. Ale głównym problemem pozostaje pozyskiwanie środków na badanie i rozwój. Rozważenia wymaga zgłaszany przez branżę postulat opracowania rządowego programu rozwoju przemysłu farmaceutycznego i wyrobów medycznych. Konieczne jest przygotowanie takiego programu określającego jego znaczenie w realizacji „Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju”. Powinien to być strategiczny dokument rządowy – zbiór regulacji , wspierający niezależnie od źródła pochodzenia zainwestowanego kapitału polskiego lub zagranicznego rozwój, krajowych producentów leków oraz centrów badawczo-rozwojowych i stanowić element Polityki Lekowej Państwa, nad którą wciąż trwają prace.

    Koniecznością jest rozwiązanie problemu znacznego niedoboru środków finansowych przeznaczonych na lecznictwo.

    – To jest podstawa powodzenia reformy ochrony zdrowia. Wspomniałem o tym na wstępie. W projektach ustaw, m.in. dotyczących„sieci szpitali” czy państwowego ratownictwa medycznego,oraz ustawie o POZ brakuje mi przede wszystkim gwarancji finansowania. Brak jest koordynacji pomiędzy planowanymi zmianami przy braku dostatecznej ilości środków finansowych na ich wdrożenie, co w perspektywie prowadzi do realnego zagrożenia bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli.

    Rząd zapowiada podwyższenie nakładów na publiczną ochronę zdrowia. Chwała mu za to. Wzrost nakładów na ochronę zdrowia jest konieczny. I to dobrze, że Minister Zdrowia o tym mówi. Jednakże zapowiadane tempo wzrostu nakładów jest zbyt wolne. Pułap 6 proc. PKB osiągniemy dopiero w 2025 r. Przy tak planowanym tempie wzrostu finansowania nie należy oczekiwać nie tylko w 2017 r., ale także w trakcie dalszej kadencji tego rządu żadnych realnych podwyżek nakładów w ochronie zdrowia nie będzie. Opowiadam się za przeprowadzeniem publicznej i poważnej debaty na temat wzrostu nakładów na ochronę zdrowia i odważne podjecie przez obecny rząd i stronę społeczną wrażliwego tematu dotyczącego wzrostu składki lub wprowadzenia współpłacenia.

    Wszelkie zmiany zapowiadane przez resort zdrowia, by były skuteczne, wymagają społecznej akceptacji. Mój podstawowy zarzut to nieuwzględnianie uwag zgłaszanych w procesie konsultacji społecznych.Problemem wciąż pozostaje znaczny niedobór środków przeznaczonych na lecznictwo w stosunku do„koszyka” świadczeń gwarantowanych. Na mój krytycyzm zasługuje także brak kontynuacji regulacji dotyczących m.in. równego traktowania podmiotów na rynku ochrony zdrowia bez względu na ich formę własności.

    Czy czeka nas coś dobrego w 2017 r. w ochronie zdrowia?

    – Jestem pesymistą. Będzie to kolejny rok braku zauważalnego wzrostu nakładów na ochronę zdrowia. Narodowy Fundusz Zdrowia nie będzie miał więcej pieniędzy, ale mimo wszystko stawiam pod znakiem zapytania sens likwidacji tej instytucji. Zmiany organizacyjne połączone ze zmianami sposobu rozliczania świadczeń to nie najlepszy czas na likwidowanie instytucji obecnego płatnika.

    Z przykrością dodam, że kolejki do lekarzy się nie skrócą. Podobnie do szpitali. Leki nie stanieją. W wielu zawodach medycznych pogłębi się deficyt kadrowy. Będzie to rok dalszych konfliktów dotyczących najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych.

    Rozmawiała Agnieszka Żądło

    Jedna odpowiedź do “Zmiany w ochronie zdrowia bez finansowania i konsultacji społecznych”

    1. WERT pisze:

      jak glupia musi byc Szydlo ze zaufala Idiocie Radziwillowi ?

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *