logo
logo
logo
logo

Echa polskie w zagranicznych komentarzach
Opublikowano: 19 listopada 2015

Do połowy października obserwatorzy zagraniczni cierpliwie czekali na wyniki wyborów parlamentarnych i pierwsze decyzje rządu, jaki w Polsce powstanie. W komentarzach nadal pobrzmiewały dawne tony, które stawiały na stabilność gospodarczą i zdolność władz do rozwiązywania kolejnych trudności, głównie zrodzonych na zewnątrz. Praktycznie – przynajmniej w autorytatywnych pismach ekonomicznych i finansowych oraz w raportach instytucji międzynarodowych – nie pojawiały się oznaki większych niepokojów o los polskiej gospodarki.

Do wyjątków należał jeszcze sierpniowy komentarz brytyjskiego tygodnika „The Economist”, który należy do obowiązkowych lektur w świecie finansów i gospodarki. Pisał on, że „Polska nigdy nie była tak bogata, bezpieczna i wolna”, jednakże „z Dudą u władzy jej dziedzictwo jest zagrożone”. Zdaniem tygodnika wiąże się to z niebezpieczeństwem dla Polski, która wyrzucając nijaki rząd (Ewy Kopacz), wpadnie w pułapkę populizmu, narażając się tym na utratę swoich imponujących osiągnięć ostatnich lat. Autor tego komentarza kończy stwierdzeniem, że rozumie chęć Polaków do przeprowadzenia zmian, ale demokracja wymaga dwóch odpowiedzialnych partii, a nie jednej.

Polityczne wątpliwości

Do rzadkich należy też opinia wyrażona 7 października przez portal Focus-Economics (przeprowadza on analizy gospodarcze w ponad 130 krajach i przedstawia dla nich swoje prognozy). Opisując sytuację Polski w lecie 2015 roku, raport poświęcony Europie Środkowej i Wschodniej wskazuje, że ówczesne wskaźniki rysują „mieszany obraz” gospodarki w drugiej połowie roku: „W sierpniu produkcja przemysłowa przyspieszyła, ale sprzedaż detaliczna spadła w stosunku do poprzednich 4 miesięcy, a zaufanie biznesu (co do swojej najbliższej przyszłości) spadło najniżej w ciągu poprzednich ośmiu miesięcy”. Odnosząc się do sytuacji politycznej i wyborów 25 października, analiza wyraża pogląd, że po wyborze Andrzeja Dudy na prezydenta „kolejne zwycięstwo PiS może doprowadzić do znaczących zmian w polityce Polski, ponieważ partia ta jest bardzo nacjonalistyczna i umiarkowanie eurosceptyczna. Może to się negatywnie odbić na deficycie budżetowym oraz postawie międzynarodowych inwestorów”.

Prawdopodobne zmiany w politycznym krajobrazie Polski
rodzą jednakże niepewność
w odniesieniu do przyszłej polityki ekonomicznej

Mimo tego zastrzeżenia analitycy Focus-Economics uważają, że „w nadchodzących latach wzrost polskiej gospodarki powinien pozostać solidny, jeśli będzie miała poparcie w silnej konsumpcji krajowej oraz w zdrowym rynku kredytowym”. Te dwa warunki wyraźnie nie wystarczają analitykom, bowiem dalej piszą: „Prawdopodobne zmiany w politycznym krajobrazie Polski rodzą jednakże niepewność w odniesieniu do przyszłej polityki ekonomicznej”. Mimo to paneliści uczestniczący w redagowaniu raportu Focus-Economics przewidują wzrost polskiej gospodarki w 2015 i 2016 roku po 3,5 proc., a więc w stopniu prognozowanym miesiąc wcześniej.

Do wątpliwości ukazanych w komentarzu „The Economist” i analizie Focus-Economics można zaliczyć otwarte ostrzeżenie grupy banków zagranicznych z początku września, że jeśli wejdzie w życie projekt ustawy sejmowej dotyczący „frankowiczów”, wystąpią z pozwami przeciw Polsce do międzynarodowego trybunału arbitrażowego. Jak wiadomo, ustawa ta nie została uchwalona, ale przyjęte tam rozwiązania bliskie są zapowiedziom polityków, którzy w najbliższym czasie mogą decydować w tej kwestii. Jest to sygnał, że zagraniczne grupy kapitałowe pilnie obserwują interesujące je wydarzenia w Polsce i mogą zadziałać, gdy coś uznają za szkodliwe dla ich interesów.

Co musimy zrobić

Poza różnymi obawami (i spekulacjami) związanym ze zmianami na mapie politycznej Polski coraz silniej powtarzają się – bezpośrednio lub pośrednio – opinie znane również z poglądów polskich ekonomistów, że dotychczasowe dźwignie rozwoju gospodarczego szybko stracą na znaczeniu i dlatego musimy postawić na rozwój technologii i innowacji. Podczas sopockiego Europejskiego Forum Nowych Idei 2015 mówił o tym amerykański ekonomista, dyrektor Instytutu Ziemi na Uniwersytecie Columbia, Jeffrey Sachs. Jest on ekspertem tym bardziej autorytatywnym, że w 1989 roku współtworzył program polskiej transformacji, a więc zna dobrze naszą gospodarkę. Ocenił, że zmiany w Polsce są „największym sukcesem w historii przekształceń w Europie Środkowo-Wschodniej po 1989 roku” i „polska gospodarka w dalszym ciągu zachowuje swą siłę”. Przypomniał, że „Polska radziła sobie po kryzysie finansowym w 2008 roku i również w ciągu ostatnich lat, kiedy w Europie szalała recesja. Polska w tym czasie miała dobre wyniki i wzrost gospodarczy”. Uznał jednak, że kluczową sprawą dla dalszego rozwoju jest skierowanie gospodarki w stronę zaawansowanych technologii, co pomoże też w integracji z gospodarką Niemiec i krajów skandynawskich. – Polska powinna postawić na konkurencyjność, którą można osiągnąć za pomocą technologii i innowacji, dlatego że nie da się już dłużej konkurować tylko niskimi płacami – podkreślił.

Dodał, że ważne jest też „podnoszenie zdolności technologicznych” i dlatego „w edukacji i na uczelniach potrzebne jest sprofilowanie rozwoju na nauki ścisłe i wydziały inżynierskie”. Zdaniem prof. Sachsa Polska powinna podwyższyć wydatki na badania i rozwój do 2 proc. PKB. Uważa on, że tylko spełnienie tych warunków sprawi, że w ciągu jednego pokolenia roczne zarobki Polaków będą miały szansę wzrosnąć z 15 do 40 tys. dol.

Zdaniem prof. Sachsa Polska powinna podwyższyć wydatki
na badania i rozwój do 2 proc. PKB.
Uważa on, że tylko spełnienie tych warunków sprawi,
że w ciągu jednego pokolenia roczne zarobki Polaków
będą miały szansę wzrosnąć z 15 do 40 tys. dol.

Tymczasem ranking konkurencyjności, opracowany przez Światowe Forum Gospodarcze WEEF, potwierdził, jak wiele mamy jeszcze do zrobienia na tym polu. W badaniu, które objęło około 14 tys. firm w 140 państwach, Polska znalazła się na 41. miejscu i awansowała o dwa miejsca, podczas gdy dotychczas spadała. W rezultacie w ciągu 10 lat poprawiliśmy pozycję w tym rankingu zaledwie o 6 miejsc. Trudno więc znaleźć powód do zadowolenia, choć autorzy raportu uważają, że polska gospodarka pozostaje jedną z najbardziej konkurencyjnych wśród krajów postkomunistycznych. Wyprzedzają nas tylko Estonia (30. miejsce), Czechy (31.), Litwa (36.).

Przedsiębiorcy, którzy wzięli udział w badaniu, podobnie jak w poprzednich latach jako największy problem dla konkurencyjności polskiej gospodarki wskazali prawo podatkowe, bariery prawa pracy i nieefektywną administrację publiczną. Mocnymi stronami Polski jest natomiast niski poziom przestępczości, stabilność cen oraz stabilna sytuacja ustrojowa czy odpowiednie przepisy dewizowe.

Niepokojący sygnał

Wspomniany w raporcie Focusa-Economics spadek zaufania polskiego biznesu w przemyśle ukazał w sierpniu wskaźnik Logistyki Markit PMI, który opiera się na anonimowych ankietach przeprowadzanych wśród menedżerów, którzy prognozują produkcję, zatrudnienie, zamówienia, zbyt wyrobów, ceny itd. PMI za wrzesień potwierdził sierpniową tendencję, bo spadł o dalsze 0,2 pkt. do 50,9 pkt. Tak niskiego poziomu nie notowano od września ubiegłego roku.

Co gorsza, wynik bliża się do 50 pkt., a więc do bariery, która oddziela wzrost przemysłu od jego kurczenia się. Komunikat Markit stwierdził, że odnotowano jeszcze wzrost produkcji sektora przemysłowego, ale we wrześniu był on najsłabszy od trzeciego kwartału ubiegłego roku. Odnotowano wprawdzie wyraźny wzrost zatrudnienia, ale dynamika zwiększania liczby miejsc pracy pozostała niezmieniona w stosunku do sierpnia, kiedy była najniższa od ośmiu 8 miesięcy. Spadek polskiego wskaźnika PMI niepokoi, bo choć spadł we wrześniu w strefie euro z 52,3 do 52 pkt., jest wyższy niż w Polsce, a ostatnio często było odwrotnie.

Atrakcyjny rynek

Pojawiające się niepokojące sygnały i pytania nie zmieniły dotąd przekonania, że Polska nadal jest obszarem, którym interesuje kapitał zagraniczny. W październiku poinformowano, że Ericsson zakończył wstępny etap przejęcia udziałów firmy Ericpol w Polsce i na Ukrainie. Spółka ta zajmuje się tworzeniem oprogramowania telekomunikacyjnego i od 20 lat współpracowała ze szwedzkim gigantem, od 111 lat m na polskich ziemiach (pierwsza centrala telefoniczna tej firmy uruchomiona była w Warszawie w 1904 roku). Po przejęcia Ericpolu Ericsson będzie zatrudniać w Polsce 2,5 tys. pracowników. Obecnie ponad 40 proc. światowego ruchu mobilnego przechodzi przez sieci tej firmy. Spółka działa w ponad 180 krajach i zatrudnia przeszło 110 tys. pracowników.

Z kolei kanadyjski koncern Bombardier, który ma już w Polsce kilka obiektów produkcyjnych, rozbuduje swój wałbrzyski zakład na terenie specjalnej strefy, gdzie zacznie produkować karoserie dla pociągów najnowszej generacji. Odpowiednio będzie zwiększone dotychczasowe zatrudnienie. Fakty te potwierdzają tendencje ukazane w ubiegłym i obecnym roku. W 2014 roku wzrost napływu spółek z udziałem obcego kapitału wyniósł 20 proc., a w pierwszej połowie 2015 roku w stosunku do roku poprzedniego aż o 50 proc. (zarejestrowano 6584 zagraniczne spółki). Oznacza to, że przynajmniej do czerwca br. obcy kapitał wierzył w utrzymanie naszej stabilizacji gospodarczej i nie niepokoił się rysującymi się zawirowaniami politycznymi.

Dwa bieguny

Na koniec dwie informacje, które mogą w Polsce zadowolić lub rozsierdzić. Pierwsza to wynik badań Eurostatu, które wykazały, że w Polsce maleje zagrożenie popadnięcia w ubóstwo – z 30,8 proc. mieszkańców w 2008 roku do 24,7 proc. obecnie. W tym samym czasie w aż 14 państwach UE odsetek ten wzrósł. Na liście znajdują się m.in. Hiszpania, Cypr, Malta, Węgry i Włochy. Niechlubnym rekordzistą stała się Grecja – 28,1 proc. w 2008 roku i 36 proc. obecnie. Spadki zanotowano natomiast w Rumunii i na Słowacji.

Jak ukazuje coroczny raport Credit Suisse,
Polska znalazła się wśród krajów z najmniejszą liczbą
dolarowych miliarderów. Zaledwie czterej Polacy
dysponują majątkiem wartym powyżej miliarda dolarów.

Druga informacja dotyczy przeciwnego bieguna społecznego. Jak ukazuje coroczny raport Credit Suisse, Polska znalazła się wśród krajów z najmniejszą liczbą dolarowych miliarderów. Zaledwie czterej Polacy dysponują majątkiem wartym powyżej miliarda dolarów. Więcej ich mają Czechy – 5, Argentyna – 6, RPA – 7. Natomiast co trzeci miliarder na świecie mieszka w USA – jest ich 513. Zdumieć może, że kraj, który 40 lat temu należał do biednych i miał gospodarkę wyłącznie państwową, „dorobił się” 218 miliarderów. Rosja, która przecież ledwo wyszła z gospodarczego monopolu państwa, ma 90 superbogaczy.

Skoro doszliśmy do biedy i bogactwa, jeszcze jedna informacja czy raczej fakt. Lubimy porównywać ceny w Polsce i w innych krajach Unii Europejskiej, ale z wynikami różnie bywa, choć w większości nasze koszyki zakupów mierzone w euro są niższe. Badania Komisji Europejskiej pokazały, że 28 września br. w Polsce płaciliśmy za benzynę niemal najmniej w UE – nieco droższa była tylko w Bułgarii i Rumunii. U nas litr E95 kosztował 1,064 euro, a w obu tych państwach o ułamek eurocenta mniej. Średnia cena w UE wyniosła 1,344 euro. Najwięcej płacili Włosi (1,478), Brytyjczycy (1,489) i Holendrzy (1,497). Oczywiście nie może to satysfakcjonować, bowiem dochody przeciętnego właściciela samochodu są w Polsce znacznie niższe niż w większości państw UE. To oznacza, że nawet tańsza benzyna bardziej odchudza nasze portfele niż Niemców, Brytyjczyków czy Holendrów.

Zygmunt Słomkowski

2015-11-19

Tagi: , , , ,

Udostępnij ten post:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.