• Menu

    Przygaszony wzrost gospodarki

    okl tlo duzePrognozy dotyczące wzrostu gospodarczego na świecie – twierdzą eksperci Euler Hermes – nie napawają optymizmem. Nie jest wykluczone, że wiele krajów znajdzie się w recesji. „Przygaszony wzrost” odnotują Chiny, Arabia Saudyjska, Turcja, USA oraz Wielka Brytania. Na minusie pozostaną Argentyna, Brazylia oraz Rosja.

    W zaktualizowanej analizie ryzyka dla poszczególnych krajów prognozy wskazują, że w 2016 roku można spodziewać się zaledwie 2,5 proc. wzrostu światowego PKB (w 2015 było 2,6 proc.). Już w I kw. 2016 r. wzrost gospodarczym był poniżej oczekiwań, czyli na poziomie mniejszym niż 3 proc. Słabszy wzrost dotknie większość krajów – zarówno wysoko rozwiniętych, jak i rynki wschodzące. Za głównego winowajcę niższego wzrostu Euler Hernes uznał m.in. handel globalny, który skurczy się w 2016 r. i zanotuje 2 proc. spadek.

    Skromny i nierówny

    W 2016 r. powróci ryzyko nieregulowania należności między firmami. Po sześciu kolejnych latach spadków globalna liczba upadłości wzrośnie w tym roku o 2 proc., głównie z powodu zawirowań w gospodarkach wschodzących.

    Ministrowie finansów i gubernatorzy banków centralnych grupy G20 wyrazili po spotkaniu w Waszyngtonie zadowolenie z powodu pewnej poprawy, jaka nastąpiła na rynkach finansowych, ale ostrzegli, że wzrost gospodarki światowej jest skromny i nierówny.

    Uczestnicy spotkania zadeklarowali w opublikowanym oświadczeniu, że powstrzymają się od szkodliwych, konkurencyjnych dewaluacji walut i będą prowadzić elastyczną politykę fiskalną, aby wzmocnić wzrost gospodarczy, powstawanie nowych miejsc pracy i zaufanie. Nie zaproponowali jednak nowych inicjatyw, które mogłyby przezwyciężyć obecny zastój.

    Odnotowano pewien postęp, jaki nastąpił na rynkach finansowych, które wyszły już z okresu masowych wyprzedaży z początku br. Oceniono, że rynki te są obecnie w lepszej kondycji niż podczas poprzedniego spotkania G20 w Szanghaju w lutym br. Jednakże zagrożenia i niepewności w wymiarze globalnym utrzymują się. Wśród tych zagrożeń wymieniono też możliwe wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, konflikty geopolityczne, terroryzm i masowy napływ uchodźców.
    Spotkanie przedstawicieli grupy G20 było końcowym akcentem serii wiosennych narad członków Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego w Waszyngtonie.

    Dwa oblicza rynku ropy

    W związku z dłuższym utrzymywaniem się niskich cen ropy zaczynają być dostrzegalne negatywne tego skutki. Kraje, których przychody znacząco opierają się na eksporcie ropy, zwykle bywały rozrzutne, kiedy ceny za baryłkę osiągała rekordowe poziomy. Lista obejmuje kraje Zatoki Perskiej oraz Arabię Saudyjską, a także Angolę, Azerbejdżan, Gwineę Równikową, Gabon czy Wenezuelę. Jeżeli rządy tych krajów będą dalej prowadzić politykę cięć subsydiów lub podwyżek podatków, mających na celu zrekompensowanie spadku przychodów, dojść może do eskalacji napięć społecznych.

    Chociaż niskie ceny paliw są dla konsumentów korzystne, a wynikający z tego spadek cen innych produktów także przyjmowany jest z zadowoleniem, trzeba widzieć także drugą stronę medalu. Analitykom, myślącym w kategoriach globalnych, wizja krachu w krajach producentach ropy naftowej spędza sen z powiek.

    Gospodarka jako system naczyń połączonych zareaguje na to poważnym kryzysem. Z niebezpieczeństw, jakie stwarza spadek dochodów z eksportu paliw kopalnych, zdają sobie także sprawę przynajmniej niektórzy ich producenci. Koncerny samochodowe coraz ekspansywniej wprowadzają na rynek samochody o napędzie elektrycznym, wodorowym czy hybrydowym. Ten proces będzie przyspieszał. Nic więc dziwnego, że np. w Arabii Saudyjskiej myśli się już dzisiaj o przekierowaniu gospodarki na inne tory. Kraj ten zamierza być w niedalekiej przyszłości centrum finansowym dla Bliskiego Wschodu.

    Rząd Federacji Rosyjskiej też próbuje się przygotować do nowych wyzwań. Premier Rosji Dmitrij Miedwiediew ocenił, że gospodarka kraju „adaptuje się do współczesnych warunków” oraz że zaczęła się w niej dokonywać dywersyfikacja.

    Miedwiediew przyznał, że możliwości państwa w sferze finansowania gospodarki, sfery socjalnej czy wsparcia systemu bankowego w znacznym stopniu zależą od eksportu surowców i od dostępu do kredytów zagranicznych. Dlatego w obecnych warunkach zaczęto tworzyć prototyp rosyjskiej gospodarki na najbliższe dziesięciolecie. Rząd, jego zdaniem, rozumie konieczność głębokich strukturalnych reform w gospodarce. Dodał jednak, że teraz intensywne przeobrażenia przedłużyłyby o kolejnych kilka lat zjawiska kryzysowe. Prawdopodobnie więc Rosja nie zdecyduje się na głębokie zmiany, mimo że zdaje sobie sprawę z konieczności ich przeprowadzenia.

    Chiny w kłopotach

    Nie widać końca spowolnienia chińskiej gospodarki. Co prawda twardego lądowania w tym roku nie będzie, to jednak gorszych wyników Państwo Środka nie uniknie. Bo tak silnego wzrostu jak dotychczas, opartego przede wszystkim o inwestycje infrastrukturalne, czy to chodzi o drogi, koleje czy budownictwo mieszkaniowe, nie da się prowadzić w nieskończoność. Zmiana modelu chińskiej gospodarki musi nastąpić, a rynki będą musiały się do tego dostosować.

    – Jednak tempo zmian powinno być na tyle bezpieczne i na tyle stabilne, aby nie wprowadzać szoku – uważa Konrad Białas, główny Ekonomista Domu Maklerskiego TMS Brokers. – Trzeba brać pod uwagę, że w przypadku chińskiego banku centralnego, na pewno nie zabraknie drzew w Chinach, aby wydrukować taką ilość juanów, żeby gospodarkę stabilizować.

    Najnowsze dane z chińskiej gospodarki, wskazujące na ożywienie w eksporcie, wzbudzają nadzieję wśród inwestorów, że druga co do wielkości gospodarka na świecie nie jest aż w tak złej kondycji, jak wielu przypuszczało.

    Wędrówka zdesperowanych

    Fala emigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej do Unii Europejskiej stworzyła wiele problemów ekonomicznych, społecznych i politycznych. Nie jest to jednak w dziejach świata nic nowego. Można by powiedzieć bez przesady, że wszyscy jesteśmy emigrantami. Milion lat temu na terenie Afryki było ok. 20 tys. istot człowiekowatych. Zmieściliby się więc na pierwszoligowym stadionie. Obecnie jest nas 7 mld i znajdujemy się na wszystkich kontynentach. Dlaczego? Bo wędrowaliśmy w poszukiwaniu lepszych warunków życia.

    Ten proces trwa i będzie narastał. To, co widzimy dzisiaj to zaledwie preludium do opery o wędrówce zdesperowanych. W wyniku zmian klimatycznych strefa suszy będzie się przesuwać na północ. Polska będzie przypominała pod względem klimatycznym dzisiejsze Bałkany, a tereny nad Morzem Śródziemnym przekształcą się w stepy i pustynie.

    Miliony ludzi będą uciekać przed żarem słońca, niszczycielskimi tajfunami i bratobójczymi wojnami o wodę oraz pożywienie. Niektóre miasta zostaną pochłonięte przez ocean. To nie scenariusz filmu science fiction, ale realna groźba tego, jak za kilkadziesiąt lat może wyglądać życie na Ziemi. Może – jeśli niczego nie zrobimy.

    Tegoroczny luty był najcieplejszym miesiącem w historii pomiarów. Odnotowano najwyższą globalną średnią temperatury od 1880 r., czyli od 136 lat. Wyniosła ona 12,1 st. C, czyli aż o 1,2 st. więcej od każdej średniej dla lutego od momentu rozpoczęcia pomiarów. Co więcej, ten luty był dziesiątym miesiącem z rzędu, w którym notowano nowy rekord ciepła.

    Zdaniem fizyka atmosfery dr Aleksandry Kardaś w najbliższych miesiącach możemy spodziewać się nowych rekordów ciepła. Badaczka wyjaśnia, że przyczyną tego zjawiska jest zaburzenie bilansu energetycznego Ziemi. Ludzkość wypuszcza do atmosfery potężne ilości dwutlenku węgla. A to gaz cieplarniany, utrudniający naszej planecie wypromieniowanie energii w kosmos.

    Naukowcy niemal na całym świecie są zgodni, że globalny wzrost temperatur wynika głównie z działalności człowieka, czyli emisji gazów cieplarnianych.– To niestety stały trend, który powoli prowadzi nas ku katastrofie – uważa Katarzyna Guzek, rzeczniczka organizacji proekologicznej Greenpace. Jej zdaniem, niebagatelną rolę w procesie globalnego ocieplenia odgrywa też masowa wycinka lasów deszczowych. – Drzewa pochłaniały dwutlenek węgla, utrzymując nasz klimat w równowadze – uważa.

    Eksperci nie mają wątpliwości, że ocieplenie klimatu jest niezwykle niebezpiecznym zjawiskiem, które w przyszłości będzie zagrażać życiu milionów ludzi. Prof. Piotr Skubała z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego podkreśla, że temat bywa lekceważony. Przyznaje, że często spotyka się z głosami, że w Polsce nie ma co przejmować się globalnym ociepleniem, bo jak będzie u nas kilka stopni więcej, to nawet lepiej.

    – Jednak w skali globalnej wzrost temperatur będzie ogromną tragedią, bo jeśli u nas będzie cieplej, to miliardy ludzi na naszej planecie będą cierpieć i uciekać z regionów, gdzie nie będzie dawało się żyć – powiedział.

    Prof. Skubała podkreśla, że przez zmiany klimatu oraz coraz częstsze i silniejsze ekstremalne zjawiska pogodowe, czyli np. powodzie i huragany, wiele rejonów świata stanie się nieprzyjazne dla życia. – Efektem będą migracje ludzi – uważa prof. Skubała. A to zmieni wszystkie relacje ekonomiczne, polityczne i społeczne na naszym globie.

    Czesław Rychlewski

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Artykuły powiązane

  • Subskrybuj Nasz Biuletyn

  • Kategorie

  • Subskrybuj Nasz Biuletyn

  • Polecane