logo
logo
logo
logo
Marcin Cabaj

Bezpieczeństwo nie kończy się na wyrzuceniu śmieci do kosza – to dopiero początek
Opublikowano: 7 maja 2026

Gospodarka o obiegu zamkniętym w praktyce oznacza maksymalne wykorzystanie powstających odpadów i ograniczenie ich negatywnego wpływu na środowisko. To właśnie w tym kierunku rozwijają się dziś wszystkie zakłady w naszej branży – mówi Marcin Cabaj, prezes firmy Zbiornica Skórzec Sp. z o.o.,  zajmującej się zbiórką, transportem i utylizacją odpadów pochodzenia zwierzęcego.

W kontekście rosnącego zagrożenia ptasią grypą – jak dziś wygląda realny poziom bezpieczeństwa sanitarnego w Polsce? Czy mamy powody do niepokoju?

Marcin Cabaj – Ptasia grypa to już nie jest „sezonowy problem”, który pojawia się i znika. To jedno z największych wyzwań epidemiologicznych ostatnich lat – w Polsce i na świecie. Od 2021 roku mamy do czynienia z sytuacją bez precedensu – wirus rozprzestrzenił się praktycznie na wszystkie kontynenty i regularnie pojawia się zarówno wśród dzikiego ptactwa, jak i w hodowlach. Na Mazowszu ogniska wykrywano m.in. w powiatach żuromińskim, mławskim, siedleckim, łosickim czy gostynińskim. A w całej Polsce – tylko od początku 2026 roku – mówimy o 84 ogniskach i blisko 6 milionach sztuk drobiu, które musiały zostać unieszkodliwione. To są liczby, które pokazują skalę problemu.

Z drugiej strony trzeba jasno powiedzieć: system działa. Polska – podobnie jak inne kraje UE – ma procedury, służby i doświadczenie, które pozwalają reagować szybko i skutecznie. Mamy wyspecjalizowane jednostki, służby sanitarne, weterynaryjne, policję – i firmy takie jak nasza, które odpowiadają za „ostatni etap”, czyli bezpieczne zagospodarowanie tego, co zostało dotknięte chorobą. To jest system naczyń połączonych – i działa tylko wtedy, gdy każdy element wykonuje swoją część.

Jaką rolę w zapobieganiu rozprzestrzeniania się chorób odzwierzęcych odgrywają zakłady zajmujące się utylizacją odpadów pochodzenia zwierzęcego? Czy przeciętny obywatel w ogóle zdaje sobie sprawę z ich znaczenia?

Marcin Cabaj – Nasza rola zaczyna się tam, gdzie pojawia się ognisko choroby. Trzeba szybko i bezpiecznie usunąć zwierzęta, jaja, paszę – wszystko, co mogło mieć kontakt z wirusem – i zrobić to tak, żeby choroba nie rozprzestrzeniała się dalej. Dlatego firmy takie jak nasza muszą dysponować odpowiednim zapleczem technicznym, przeszkolonym personelem oraz procedurami zgodnymi z zasadami bioasekuracji. Tu liczy się czas. Procedury. I doświadczenie. Bez tego po prostu się nie da.

Problem w tym, że większość ludzi tego nie widzi. Nie widzi skali, nie widzi tego, co dzieje się „na zapleczu”. Nie zastanawia się, co dzieje się z milionami padłych zwierząt po wykryciu ogniska choroby. A to nie jest magia – to ciężka, ryzykowna i niezwykle precyzyjna praca operacyjna.

Czy system zagospodarowania odpadów zwierzęcych w Polsce jest dziś wystarczająco przygotowany na sytuacje kryzysowe, takie jak ogniska ptasiej grypy? Gdzie widzi pan największe wyzwania?

Marcin Cabaj – System jest przygotowany – ale jego najsłabszym punktem nie jest dziś technologia. Największym wyzwaniem jest brak zrozumienia społecznego. Z jednej strony wszyscy chcemy bezpieczeństwa, sprawnych służb i działającego systemu. Z drugiej – nikt nie chce mieć w swojej okolicy zakładu utylizacyjnego czy biogazowni. To sprzeczność, która zaczyna być bardzo realnym problemem.

Właśnie dlatego społeczeństwo musi zdać sobie sprawę, że odpady pochodzenia zwierzęcego nie znikają same. Jeśli nie stworzymy infrastruktury, która je obsłuży, problem nie zniknie – tylko wróci w dużo gorszej formie.

Co mogłoby się wydarzyć, gdyby ten system zawiódł? Jakie byłyby konsekwencje dla zdrowia publicznego, rolnictwa i całej gospodarki?

Marcin Cabaj – Nie zakładamy takiego scenariusza. Jesteśmy przygotowani. Ale oczywiście warto powiedzieć wprost, co by to oznaczało. To byłby problem zdrowia publicznego, rolnictwa i całej gospodarki. Działamy w tle – razem z restauracjami, szpitalami i przemysłem spożywczym. To my codziennie „czyścimy” rzeczywistość z rzeczy potencjalnie niebezpiecznych. Bez nas każdy kolejny kryzys byłby po prostu dużo bardziej kosztowny – finansowo, środowiskowo i społecznie.

Gospodarka o obiegu zamkniętym coraz częściej pojawia się w debacie publicznej – jak ten model przekłada się w praktyce na branżę utylizacji i bezpieczeństwo sanitarne kraju?

Marcin Cabaj – Gospodarka o obiegu zamkniętym w praktyce oznacza maksymalne wykorzystanie powstających odpadów i ograniczenie ich negatywnego wpływu na środowisko. To właśnie w tym kierunku rozwijają się dziś wszystkie zakłady w naszej branży. Dzięki nowoczesnym technologiom możemy nie tylko przetwarzać i utylizować odpady, lecz także produkować z nich energię. To wszystko pozwala maksymalnie wykorzystać surowiec, jakim są dziś odpady.

Ale żeby to działało, potrzebna jest jedna rzecz: zrozumienie. Bo bezpieczeństwo nie kończy się na wyrzuceniu śmieci do kosza. To dopiero początek. Cały system działa tylko wtedy, gdy wszystkie jego elementy – od mieszkańca, przez firmy, po infrastrukturę – są ze sobą spójne. To, co wyrzucamy dziś, wraca do nas jutro – w jakości środowiska, zdrowiu i kosztach, które wszyscy ponosimy.

rozmawiał: Piotr Nowacki

 

Udostępnij ten post:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.