
Nie wszyscy mogą cieszyć się długimi podróżami samochodem, samolotem, czy statkiem lub żaglówką bez zbytnich problemów. Według szacunkowych badań, około jednej trzeciej ludzi na świecie posiada tak zwaną naturalną odporność na chorobę lokomocyjną.
Pozostali odczuwają w różnym stopniu tę nieprzyjemną dolegliwość. Jest to choroba, której nie wyleczymy, ale możemy pozbyć się jej uciążliwych objawów, które zwykle pojawiają się podczas dalekich podróży.
Podczas jazdy samochodem centralny układ nerwowy otrzymuje sprzeczne informacje z oczu, ucha wewnętrznego oraz zakończeń nerwowych w stawach i ich prawidłowo nie interpretuje. – Taka jest medyczna przyczyna powstawania objawów choroby lokomocyjnej. W normalnych, typowych warunkach wszystkie te części ciała ze sobą współpracują w celu utrzymania równowagi. Gdy idziemy prostą drogą, nasze oko wraz z błędnikiem w uchu wewnętrznym uczestniczą w postrzeganiu ruchu, który wykonujemy, by przemieścić się dalej. Błędnik rejestruje każde przechylenie ciała w osi pionowej, w bok i przód lub tył.
Natomiast, kiedy siedzimy w jadącym samochodzie, błędnik stoi w miejscu. Zaś obraz za oknem cały czas porusza się w jedną stronę, tak jakbyśmy biegli. I z tym właśnie dysonansem mózg u niektórych osób nie potrafi sobie poradzić. Powstają nieprzyjemne objawy choroby lokomocyjnej. Jej oznakami podczas jazdy są głównie najbardziej nieprzyjemne nudności, ogólnie złe samopoczucie, ale nie tylko. U niektórych osób choroba lokomocyjna wywołuje ziewanie, senność, bladość skóry, zimne poty i wymioty – najbardziej uciążliwe dla chorej osoby i dla pozostałych towarzyszy podróży.
Jak wynika z opinii lekarzy, wymioty mają związek ze szczególnymi neurotransmiterami w organizmie, które docierają pod wpływem braku zgodności bodźców, do ośrodka wymiotnego. Wszyscy posiadamy taki ośrodek w mózgu, ale nie u wszystkich reakcje w nim zachodzące są takie same. Czasami szwankują. Wielu naukowców jest zdania, że odziedziczyliśmy ów system alarmowy po swoich przodkach, u których wytworzył się on do zapobiegania zatruciu pokarmowemu. Konkretnie rzecz ujmując – chodzi o zatrucie neurotoksynami.
W czasach pierwotnych, główną przyczyną dezorientacji i problemów z utrzymaniem równowagi było to, co mogliśmy znaleźć do jedzenia. Wówczas powodem zaburzeń mógł być jakikolwiek przedmiot lub owoc w lesie, które powodowały halucynacje stwarzające uczucie ruchu, podczas gdy faktycznie taki ruch w ogóle nie miał miejsca, a był tylko chwilowym urojeniem. W tym momencie mózg orientował się, że coś jest nie tak, więc najlepszym sposobem, jaki sprawdził się na drodze ewolucji było pozbycie się trucizny z żołądka najszybszą drogą – poprzez wymioty. Dopiero później człowiek zaczął podróżować lądem i morzem i do tego doszły jeszcze inne przyczyny.
Jedną z najprostszych rad, jak radzić sobie z chorobą lokomocyjną jest wybór przedniego, zamiast tylnego siedzenia w aucie. Metoda ta jest stosowana najczęściej podczas wycieczek szkolnych. Rodzice często o tym jednak zapominają albo zwyczajnie nie wiedzą. Dzięki zajęciu przedniego fotela, osoba skłonna do dolegliwości lokomocyjnych ma większą możliwość do przewidywanie ruchu obiektów, które są przed nią. Podczas siedzenia z tyłu, obiekty mijają szybko, bez wzrokowej percepcji, co wzmaga wrażenie pozornego ruchu ciała.
Osoby cierpiące na nudności podczas jazdy autem wiedzą, że bardzo wygodnie jest zamknąć oczy, by skoncentrować się na tym, by nie zwrócić treści żołądka. Zaleca się jednak, żeby trzymać oczy otwarte i skupiać wzrok na jakimś dalekim punkcie. Nie zawsze jest to możliwe, np. w samolocie lub na statku w nocy, ale w aucie najprostsze i wykonalne. Na wszelki wypadek, dobrze mieć przy sobie torebkę foliową oraz specjalny lek na chorobę lokomocyjną.
We neurotransmiterach, o których była wcześniej mowa, jakie działają na ośrodek wymiotny, znajduje się związek o nazwie histamina. Leki na chorobę lokomocyjną to najczęściej preparaty antyhistaminowe. Popularny od wielu lat Aviomarin, stosowany jest zarówno dla dzieci jak i dorosłych na przeciwdziałanie występowaniu objawów choroby lokomocyjnej. Zawiera on antyhistaminową substancję czynną – dimenhydraminę. Aviomarin to lek, który możemy kupić bez recepty. Jest ogólnie dostępny.
Musimy jednak, zwłaszcza gdy zastosować go chcemy po raz pierwszy, przeczytać ulotkę informacyjna dołączoną do leku. Warto dodatkowo zapoznać się z informacjami na stronie producenta leku: http://aviomarin.com.pl/o-chorobie-lokomocyjnej. Pełna informacją przed wyprawą nie zaszkodzi, a tylko może pomóc.
Tagi: choroba lokomocyjna, medycyna, motryzacja, zdrowieDużo lepszy jest Lokomotiv. Działa równie skutecznie co Aviomarin a nie zamula dziecka. Aż dziw że ani słowa nie ma o nim w powyższym artykule.
Dodaj komentarz