• Menu

    „Jesteśmy grupą producentów nastawionych na eksport jabłek”

    IMG_8722Sytuacja na rynku sprzedaży owoców paradoksalnie jest naszym sprzymierzeńcem, bo przedsiębiorcy są bardziej skłonni do współdziałania. Mają większą świadomość, że tylko przyszłościowe, długofalowe spojrzenie na sukces może przynieść wymierne efekty. Współpraca jest szczególnie wskazana, jeśli weźmiemy pod uwagę systematyczny wzrost produkcji jabłek w Polsce – co roku o 500 tys. ton – mówi Jerzy Żółcik, prezes zarządu firmy Fruit Family Sp. z o. o.

    O sprzedaży jabłek krążą różne, niekiedy skrajne, opinie. Jakie są fakty na temat rodzimej produkcji, wyników i eksportu?

    – Na pewno rynek jest rozchwiany, w zależności od koniunktury. Potwierdzeniem tego może być obowiązujące od 2 lat embargo, które całkowicie zmieniło myślenie o handlu polskim jabłkiem. Do tej pory 90 proc. produkcji kierowaliśmy do Rosji, zwłaszcza że nasza firma zasadniczo nastawiona jest na eksport. Po wprowadzeniu restrykcji, trzeba było nieco zmienić strategię. W pierwszej chwili embargo było dla nas szokiem, ale z drugiej strony po części jesteśmy zadowoleni z obrotu spraw, bo udało nam się pozyskać nowe rynki. Z perspektywy może się okazać, że była to dla nas wielka szansa. Owszem, musieliśmy zaryzykować, a do tej pory realizowaliśmy zlecenia w sposób wygodny i opłacalny, ale okazało się, że w innych państwach też są perspektywiczni odbiorcy zainteresowani naszą ofertą. Nawet jeśli wrócimy na rynek rosyjski, to nie będziemy od niego całkiem zależni. To, czego dokonaliśmy przez ostatnie 2 lata, na pewno pozostawi trwały ślad w postaci dalszych zamówień. Nasi główni konkurenci z Europy: Belgowie i Włosi są rozczarowani naszą obecnością na nowych rynkach, bo teraz zagrażamy ich pozycji.

    Czym polskie jabłka wygrywają z konkurencją?

    – Na pewno najlepiej wypadamy w zestawieniu ceny i jakości. Może pod względem jakości nieco odbiegamy od Zachodu, ale nie na tyle, by nasza oferta nie była zadowalająca dla mniej wymagających rynków, np. północnej Afryki, gdzie mamy już swoje stałe miejsce. Bardziej wysublimowane rynki, jak Arabia Saudyjska, mają większe wymagania co do jakości, ale jednocześnie nie są tak chłonne i tam przyjdzie nam jeszcze poczekać na sukces.

    Jaki jest państwa asortyment i jakie kanały dystrybucji najlepiej się sprawdzają?

    – Jesteśmy grupą producentów nastawionych na eksport. W kraju dostarczamy produkty do jednej sieci – tylko po to, żeby mieć bezpośrednie informacje na temat rynku wewnętrznego. W zakresie eksportu dostarczamy nasze produkty do około 30 krajów. Ponad 90 proc. naszego obrotu stanowią jabłka. Marginalnie do oferty włączamy gruszki i czarną porzeczkę przeznaczoną do przetwórstwa.

    Czy kryzys wymusił modę na soki z jabłek i tłocznie?

    – W naszej firmie pomysł na tłoczenie soku zrodził się 8 lat temu, kiedy cena za surowiec do przetwórstwa była absurdalnie niska.

    Jak ważne dla przedstawicieli sektora są inwestycje w nowoczesną produkcję?

    – Inwestycje poczynione przez pierwsze 5 lat działalności były konieczne, by prowadzić nowoczesną produkcję przez kolejne 10 lat. Biorąc pod uwagę dynamiczny postęp technologiczny, postawiliśmy na sprzęt najwyższej klasy. Niekiedy przyjmujemy delegacje z Zachodu, które przyglądają się naszemu wyposażeniu, bo u nich nie ma aż tak nowoczesnej produkcji. W tym miejscu chciałbym podkreślić ogromną rolę Unii Europejskiej, bez której wkładu nie bylibyśmy w stanie dojść do takich wyników. Dzięki wyposażeniu zakładu jesteśmy przygotowani praktycznie do każdej formy pakowania: od torebek, przez tacki, po kartony, jak również do woskowania.

    Otrzymali państwo nagrodę w konkursie „Sposób na sukces” jako dowód uznania za pracę zespołową. Co złożyło się na to wyróżnienie?

    – Grupa producencka to w naszym przypadku spółka z ograniczoną odpowiedzialnością zrzeszająca 86 członków. Nie jest możliwe, żeby w 100 proc. zadowolić tyle podmiotów, ale robimy co w naszej mocy Myślę, że nasi członkowie też mają świadomość, że interes grupowy trzeba przedłożyć nad prywatny. Sytuacja na rynku sprzedaży owoców paradoksalnie jest naszym sprzymierzeńcem, bo przedsiębiorcy są bardziej skłonni do współdziałania. Mają większą świadomość, że tylko przyszłościowe, długofalowe spojrzenie na sukces może przynieść wymierne efekty. Współpraca jest szczególnie wskazana, jeśli weźmiemy pod uwagę systematyczny wzrost produkcji jabłek w Polsce – co roku o 500 tys. ton. Obawiam się, że w kolejnych latach kłopoty ze zbytem będą jeszcze większe, dlatego tylko kooperacja może pomóc zagospodarować taką ilość owoców. Cieszy nas, że choć minął okres pierwszych 5 lat działalności grupy, dający największe szanse na rozwój i dofinansowanie, wciąż przybywa nam członków, którym zależy na korzystnej, bezpiecznej sprzedaży owoców, co również potwierdza, że nasza praca ma sens.

    IMG_8714

    Jak radzi pan sobie z zarządzaniem ponad 80 właścicielami?

    – To nieustająca wojna, zwłaszcza że mam żywiołowy temperament. (śmiech) Ludzie z mojego otoczenia wiedzą, że jestem wymagający i kiedy trzeba, potrafię krzyczeć. Wiceprezes zarządu jest z kolei moim zaprzeczeniem, dzięki czemu dobrze się uzupełniamy. Mimo różnych charakterów obaj staramy się dawać z siebie jak najwięcej. Miło nam, że osoby z zewnątrz doceniły nasze starania, przyznając nam nagrodę, jednak nie nam oceniać efekty naszych starań. Nie przypisuję sobie sukcesu, bo ten jest wynikiem zbiorowego wysiłku całego zespołu, któremu ja tylko wskazuję właściwy kierunek i podpowiadam metody działania. Początkowo sam byłem sceptycznie nastawiony do całego przedsięwzięcia, którego skala mnie przerażała. Poza tym obawiałem się, że sadownicy są zbyt autonomiczni, żeby działać wspólnie. Na szczęście się myliłem. Jesteśmy też członkiem Unii Owocowej, która zrzesza wszystkie większe podmioty branży i na przykładzie tej platformy widzę, że nie ma w branży agresywnej konkurencji, która ma za zadanie wyeliminować inne firmy.

    Gdyby miał pan okazję podpowiedzieć coś ministrowi rolnictwa, co zasugerowałby pan jako najpilniejszą propozycję zmiany dla branży?

    – Nie jestem zwolennikiem szybkich zmian. Uważam, że lepsza jest powolna, stopniowa ewolucja. Życzyłbym sobie, żeby drobne sukcesy nas nie usypiały. Myślmy przyszłościowo o 5 mln ton jabłek, które niedługo się pokażą. To, co się z nimi stanie leży w gestii sadowników i rządu. Sukces producentów musi być efektem zbieżnego myślenia i wspólnego wysiłku.

    Na ile polskie jabłka wpisują się w tendencje ekologicznej produkcji?

    – Od 3 lat prowadzimy doświadczenia związane z produkcja ekologiczną. Na jesieni będziemy dysponować jabłkami, które przeszły proces certyfikacji. W zeszłym roku założyliśmy profesjonalną plantację, której się przyglądamy, by cały czas doskonalić produkcję. Niestety w Polsce jest bardzo ograniczona lista środków, które są dopuszczone do stosowania w tego typu uprawie, a ich zakup wiąże się z dużymi kosztami.

    Jak pan sobie wyobraża firmę za kilka lat?

    – To, co dotychczas osiągnęliśmy na pewno nie jest szczytem naszych możliwości. Wysoko stawiamy sobie poprzeczkę i zakładamy dalszą poprawę wyników. W ciągu najbliższych 5 lat zamierzam podwoić obroty – kiedy osiągniemy poziom 60 tys. ton rocznie, będę zadowolony. Myślimy o rozszerzeniu zakresu działalności o nieduży zakład przetwórczy, a także o realizacji projektu badawczego. Już teraz złożyliśmy wnioski o dotacje unijne.

    Polskie produkty od lat były uważane za kiepskiej jakości, dziś są coraz bardziej doceniane. Czy jest to zauważalne w sadownictwie?

    – Za granicą polskie produkty są bardziej doceniane przez handlowców, natomiast konsumenci chętniej wybierają wyroby lokalne. W Polsce do niedawna panowała odwrotna tendencja, bazująca na przekonaniu, że to, co pochodzi z importu, jest lepsze. Na szczęście to nastawienie się zmienia. W Niemczech właśnie ze względu na przywiązanie do tradycji i własnej produkcji wciąż nie możemy się przebić z naszymi owocami.

    Rozmawiali Agnieszka Rowicka i Mariusz Gryżewski

    Udostępnij w sieci ....
    Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on Google+Share on VKShare on Tumblr

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *