• Menu

    Wojsko na targach, czyli slalom między tajemnicą a sukcesem

    Jeżeli chcemy szczegółowo dowiedzieć się o planach handlowych tych największych koncernów, ale też mniejszych firm z branży obronnej musimy nastawić się na odmienianie w każdym możliwym przypadku słowa „tajne”

    Michał Tabaka

    Jeszcze 15 lat temu targi i w ogóle rynek wystawienniczy był najpopularniejszą i najefektywniejszą formą kontaktu z klientem. Zwłaszcza gdy przedsiębiorstwo strategicznie ów kontakt rozpisywało i kalkulowało na lata. Potem nastała era Internetu, który także w tym względzie sytuację mocno zmienił. Mimo to liczba organizowanych na całym świecie targów zwiększa się. Nie dziwi to między innymi reprezentantów branży zbrojeniowej. Dalej sprzęt wojskowy, niekiedy w otoczce tajemnicy, sprzedawany jest na tego typu imprezach. A przynajmniej jest na nich mocno zachwalany i szeroko prezentowany.

    Chociaż czasy zimnej wojny już dawno za nami, to jednak handel sprzętem wojskowym kwitnie jak dawno nie miał okazji. W nawale informacyjnego przekazu, kiedy musimy poświęcić coraz więcej energii, by odplewić te prawdziwe wiadomości od fałszywych – umyka nam fakt, że świat tak naprawdę zbroi się na potęgę.

    Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań Nad Pokojem (SIPRI) w raporcie opublikowanym w lutym br. zwraca uwagę, że światowy handel bronią i sprzętem wojskowym w ciągu ostatnich pięciu lat osiągnął rekordowy poziom właśnie z czasów zimnej wojny. Analizując sytuację globalną w tym czasie, trudno takim wynikom się dziwić. To chociażby kwestia Ukrainy i niekontrolowanego zachowania Rosji, to też ciągle dynamiczna sytuacja na Bliskim Wschodzie, „doprawiona” ostatnio odchodzącą od demokracji Turcją. W końcu w tym kontekście trzeba powiedzieć o niebezpiecznych dla całego świata zapędach Korei Północnej. A wszystko to dzieje się w czasach, kiedy już nawet dwa, trzy tygodnie bez mniejszego lub większego zamachu terrorystycznego stają się dziwne. Już niestety do czerwonych i żółtych pasków, wstrząsających zdjęć i nagrań powoli się przyzwyczajamy. Owszem, dalej widok ofiar na ulicach europejskich i nie tylko miast przeraża, zasmuca i zmusza do refleksji. Ale miejsce szoku w głowie zastępuje puste, retoryczne pytanie: znowu?!

    Szeroko płyną miliardy

    O tym wszystkim wiedzą przecież też najważniejsi decydenci. Ciągle wiodącą zaś myślą jest to, że tylko wtedy zdołamy efektywnie zadbać o pokój, jeśli będziemy uzbrojeni „po zęby”. Dlatego handel bronią ma się tak dobrze. Kwitnie import i eksport. Z miliardami dolarów w tle.

    Jak wskazuje raport SIPRI, zdecydowanie największym eksporterem w obszarze zbrojeniowym są Stany Zjednoczone, na które przypada aż 33 proc. udziału w rynku. Na drugim stopniu podium lokuje się Rosja z wynikiem 23 proc. Dalsze miejsca zajmują Chiny (6,2 proc.); Francja (6 proc.) i Niemcy (5,6 proc.)

    – Udział USA w światowym eksporcie, porównując pięciolatki, wzrósł w latach 2012–2016 aż o 21 proc. USA sprzedają swój sprzęt wojskowy do ponad stu państw na całym świecie. Chociażby w tym względzie nie mają z kim konkurować – przekonuje w swojej analizie Aude Fleurant, dyrektor programu SIPRI ds. Światowych Wydatków Militarnych.

    Głównymi importerami z kolei są kraje z Azji, Bliskiego Wschodu i Oceanii. Bezsprzecznym liderem są Indie z 13-procentowym udziałem w rynku. Tu zakupy sprzętu wojskowego w porównaniu do lat 2012–2016 wzrosły bardzo wyraźnie, o 43 procent. Największego skoku dokonała Arabia Saudyjska, która – porównując okres 2007–2011 – zwiększyła swoje wydatki na broń aż o 212 proc. W czołówce krajów wydających najwięcej na zakupy dla swoich armii są: Zjednoczone Emiraty Arabskie, Chiny, Algieria czy Wietnam.

    W samej Europie stabilność i strategiczne podejście w wydatkach na broń najlepiej widać w kraju nad Wisłą. Tak naprawdę tylko Polska na Starym Kontynencie, jako reprezentant NATO, zwiększała sukcesywnie swoje wydatki na armię.

    – Motorem wzrostu tych wydatków było wpisanie ustawowego obowiązku przeznaczania na obronność najpierw 1,95 proc. PKB, a obecnie 2 proc. PKB. Jako że nie doświadczyliśmy recesji, co roku przeznaczamy coraz więcej pieniędzy na armię. Takimi danymi nie mogą się poszczycić we Francji, Niemczech, Włoszech, Wielkiej Brytanii, czy nawet USA – przekonuje w rozmowie z serwisem money.pl dr Marcin Terlikowski, ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Polska przeznacza na zbrojenie 9,34 mld dol. To lokuje nas na 24. miejscu na świecie.

    Targowa mapa coraz gęstsza

    Jeżeli chcemy szczegółowo dowiedzieć się o planach handlowych tych największych koncernów, ale też mniejszych firm musimy nastawić się na odmienianie w każdym możliwym przypadku słowa „tajne”. Zazwyczaj w odpowiedzi dostaniemy garść ogólników. Nieco łatwiej jest z identyfikacją najpopularniejszych targów, na których poszczególne firmy zjawiają się najchętniej.

    W pierwszej kolejności jednak musimy sobie uzmysłowić, że, i owszem, Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego w Kielcach to trzecia (po Londynie i Paryżu) tego typu impreza wystawiennicza w Europie. To wcale jednak nie oznacza, że lista zaczyna się właśnie na Kielcach i zaraz po nich kończy. Targi zbrojeniowe to wydarzenia bardzo prestiżowe, na których najczęściej sprawy stricte handlowe ściśle wiążą się z tymi politycznymi i gospodarczymi. Nie brakuje więc tych, którzy właśnie przez organizację targów zbrojeniowych, a potem budowania odpowiedniej marki chcą wyznaczyć drogę marketingowego rozwoju.

    Na chwilę zapominając o targach kieleckich, rozejrzyjmy się uważnie po wszystkich innych imprezach o podobnym chakaterze. Szybko zauważymy, że już w październiku (10–13) odbędą się XIV Międzynarodowe Targi Zbrojeniowe „Arms and Security 2017” w Kijowie, które – jak zgodnie wskazują znawcy tematu – po mocno zapowiadanych ćwiczeniach „Zapad 2017” wojsk rosyjskich i białoruskich mogą nabrać dodatkowego, nowego znaczenia. Mamy tam zobaczyć m.in. broń i sprzęt wojskowy dla armii oraz organów ścigania, uzbrojenie i osobiste wyposażenie żołnierzy na polu bitwy, sprzęt i uzbrojenie wojsk lądowych czy samoloty wojskowe.

    Na targowej mapie warto zaznaczyć też Międzynarodowe Targi Obronności i Technik Ochrony IDET w Brnie organizowane na przełomie maja i czerwca. Brneński IDET zyskał stałe miejsce wśród najlepszych światowych wystaw technologii obronnych. Wystawcy z około 40 krajów prezentują tu swoje produkty zagranicznym delegacjom wojskowym i specjalistom z całego świata.

    Wśród rodzimych imprez wystawienniczych nie sposób nie wspomnieć o targach Pro-Defence w Ostródzie. Partnerem strategicznym tegorocznej edycji (1–4 czerwca) była Polska Grupa Zbrojeniowa. Grzechem byłoby nie wspomnieć o targach militarnych Balt Military Expo (20–22 czerwca) w Gdańsku, które organizowane są od 1998 r.

    – Te targi nie są dedykowane przeciętnemu Kowalskiemu, choć oczywiście nie zamykamy się przed takim gościem. Zależy nam chociażby na wszystkich firmach zaopatrujących wojsko. Na frekwencję absolutnie nie mamy powodu narzekać. To od 6 do 8 tys. gości w ciągu trzech dni – mówi Marek Buczkowski, dyrektor projektu Balt Military Expo.

    Z kolei jak krążący po mapie w poszukiwaniu targów palec „zawędruje” za ocean, wskaże z pewnością targi Shot Show w Las Vegas – pozycja obowiązkowa w kalendarzu dla wszystkich zajmujących się handlem bronią strzelecką i amunicją. W światowym kalendarzu nie ma większej tego typu imprezy.

    Co pokazać, co ukryć

    Większe i mniejsze firmy zbrojeniowe, by efektywnie wystawiać się na całym świecie potrzebują odpowiednio skrojonej na tę miarę strategii. Koszty obecności, ale też transportu, całej logistyki na niektórych targach są niekiedy naprawdę spore. Dlatego ważna jest znajomość tego rynku i celowanie w imprezy, po których faktycznie mogą być konstruowane jakieś kontrakty.

    – Bez wcześniejszej analizy nie ma szans. I tak trzeba liczyć się z ryzykiem, że wytypowane miejsce tym razem nie spełnił oczekiwań. Handel sprzętem wojskowym jest jednak specyficzny. Tutaj wszystko dzieje się w swoim tempie. Targi są elementem całości. Ważnym, ale jednak tylko elementem, który „zagra”, jeśli inne też będą dobrze „nucić” – mówią przedstawiciele siemianowickiej spółki „Rosomak”, której flagowy produkt: Kołowy Transporter Opancerzony „Rosomak” był i jest bardzo popularny w Indiach czy Malezji. W zeszłym roku Rosomak podpisał swój pierwszy kontrakt eksportowy. 40 pojazdów trafiło na Bliski Wschód za ok. 170 mln zł.

    Targowego rytmu bardzo pilnuje Polska Grupa Zbrojeniowa SA, w skład której wchodzi przeszło 60 przedsiębiorstw z branży zbrojeniowej, stoczniowej oraz nowych technologii, osiągającą roczne przychody na poziomie 5 mld zł.

    – Rynek wystawienniczy to nasz priorytet. Plan zawsze konstruowany jest na cały rok. Przygotowania do niektórych imprez to tygodnie, a nawet miesiące. Bez wcześniejszego zaplanowania to wszystko nie mogłoby się udać – słyszymy w biurze prasowym PGZ.

    Faktycznie logistyka w przypadku nawet kilkunastu kooperujących ze sobą podmiotów prosta nie jest i potrzebuje stosownej koordynacji. Jest to jak najbardziej możliwe. A co ważniejsze: efektywne.

    PGZ SA zadbało o stosowne stoisko broni palnej na targach Shot Show w Las Vegas. Wypełniły je swoimi produktami polskie przedsiębiorstwa Fabryka Broni „Łucznik” w Radomiu, ZM Tarnów oraz Mesko SA. Eksperci bardzo wysoko ocenili zaprezentowane w tym roku automatyczne karabinki MSBS w dwóch wersjach kalibrowych tj. 5.56×45 oraz 7.62×39 wraz z wersją samopowtarzalną tego karabinka. Pokazano również pistolet PR-15 Ragun, pełną gamę karabinków BERYL i Mini Beryl. Nie zabrakło pistoletów z rodziny GLAUBERYT, dedykowanych na rynek Ameryki Północnej, a także wznowionej edycji pistoletu VIS wz.35.

    Z kolei we wspomnianej Ostródzie PGZ SA zaprezentowało m.in. karabiny MSBS i Beryl, przeciwlotnicze zestawy rakietowe Grom i Piorun, bezzałogowe samoloty „Neox”, „Atrax M” i „Drozd”, moździerze 98 i 120 mm, granatniki i miny przeciwpancerne, modernizowane na potrzeby polskiej armii czołgi Leopard 2, komplet indywidualnego wyposażenia żołnierza przygotowany dla Wojsk Obrony Terytorialnej czy systemy optoelektroniczne oraz radary.

    Nie tylko handel

    Targi stają się doskonałą okazją nie tylko do stricte handlowych, związanych z kontraktami wojskowymi pertraktacji. Ważne jest tak zwane oddziaływanie społeczne. Konkretnie chodzi o nową formację w polskiej armii – Wojskową Obronę Terytorialną.

    Na pewno warto zajrzeć na stoisko przygotowane przez żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. Tu można sprawdzić, jakie warunki trzeba spełnić, by wstąpić w szeregi nowego rodzaju wojsk. Ci, którzy są już zdecydowani, od razu mogą złożyć wypełniony wniosek o przyjęcie do OT. To pierwszy krok do rozpoczęcia służby – zachęcał do odwiedzenia targów „Pro-Defence” ppłk Robert Więtrowicz z WOT.

    Przy takiej okazji można było samemu sprawdzić swoją formę fizyczną, nie tylko robiąc wskazaną liczbę przysiadów i pompek, skrywając przyspieszony oddech. W Ostródzie dokonywano pomiarów m.in. masy mięśniowej, tłuszczu czy wody w organizmie.

    Na innym stoisku, także zgodnie ze strategią przybliżania wojska i wojskowości obywatelowi, Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych i Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej zorganizowały szkolenie z podstaw przetrwania. Można było dowiedzieć się, jak zbudować schronienie, rozpalić ognisko w trudnych warunkach, konstruować pułapki na zwierzynę czy uzdatnić wodę do picia. Jak wygląda polowy szpital medyczny i pomoc rannym, można było zobaczyć dzięki inicjatywie Wojskowego Centrum Kształcenia Medycznego w Łodzi i „Rosomaka” z Siemianowic Śląskich.

    Wystawiennicze imprezy to również możliwość podpisania wiążących umów z korzyścią dla całej branży, tak jak w przypadku zawiązanej współpracy między PGZ SA i Inspektoratem Implementacji Innowacyjnych Technologii Obronnych w zakresie innowacyjnych rozwiązań technologicznych, które mogą zostać wykorzystane w produkcji sprzętu i uzbrojenia dla Sił Zbrojnych, a także już opracowanych produktów spełniających kryteria innowacyjności.

    Handel sprzętem wojskowym nie jest łatwym zadaniem. W gąszczu politycznych i ekonomicznych relacji trzeba z jednej strony dbać o tajemnicę swoich planów, z drugiej o znajomość swoich produktów na międzynarodowym rynku. W czasach szalejącej globalizacji zamykanie się w branży sprzętu wojskowego byłoby po prostu biznesowym samobójstwem.

    Tutaj nie ma jednak miejsca na szybki i niebezpieczny zjazd. Trzeba bardziej przygotować się na trudny technicznie, wymagający i pewnie rozgrywany w fatalnych warunkach atmosferycznych slalom. Tak jeżdżą wszyscy, którym w głowie sukces: i polityczny, i ekonomiczny. I chociaż trasy w ostatnich latach wyraźnie zapełnione, to nie ma co siedzieć w schronisku. Trzeba też jeździć, bo można sporo stracić. W czasach tak niepewnych siedzenie tylko w siedzibie firmy byłoby co najmniej nieroztropne.

    Paryż i Londyn na czele

    Największymi targami zbrojeniowymi na świecie są paryskie Eurosatory, które obywają się co 2 lata w czerwcu. Te z 2016 r. zgromadziły 1.572 wystawców z 56 krajów, przyjęły 57.108 zwiedzających ze 151 krajów, 213 oficjalnych delegacji z 94 krajów, 13 ministrów obrony narodowej i 23 wiceministrów tego resortu. Podczas tej edycji akcentowano m.in. nowoczesne drony oraz środki przeciwko atakom cyberterrorystycznym. Drugie miejsce przypada organizowanym (w lata nieparzyste) w Londynie Defence & Security Equipment International. Podczas edycji w 2015 r. było 1500 wystawców z 61 państw. W 2017 r. targi odbędą się w dniach 12–15 września.

     

    Podpis do zdjęcia:

    Fot. EUROSATORY

    Udostępnij w sieci ....
    Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on Google+Share on VKShare on Tumblr

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *