• Menu

    Województwa w jednych rękach?

    Po kilkunastu latach funkcjonowania reformy administracyjnej kraju politycy zaczęli przebąkiwać o konieczności uporządkowania sytuacji w województwach

    Reforma administracyjna kraju (1999 r.) jest zdecydowanie najlepiej ocenianą i to bez względu na barwy polityczne samych oceniających. Właśnie tym przepisem stworzono 16 rządowo-samorządowych województw i 315 samorządowych powiatów. I o ile w gminach wszystko jest jasne: rządzi prezydent, wójt, burmistrz – wybierani w wyborach bezpośrednich, a władzę uchwałodawczą stanowi rada miasta lub jej odpowiednik, to w przypadku województw mamy zdecydowanie trudniejszą sytuację. Orientują się w niej głównie urzędnicy, politycy i dziennikarze.

    Wystarczy jednak wyjść na ulicę i zadać kilka pytań przechodniom, żeby doświadczyć tego kłopotu jeszcze bardziej. Mieszkańcy w większości przypadków nie potrafią wskazać różnicy między wojewodą (administracja rządowa) a marszałkiem (administracja samorządowa). Często obie instytucje dzielą jeden budynek, co jeszcze bardziej pogłębia odczucie chaosu.

    – Samorząd tak naprawdę od początku powstania przechodzi ciągłe przemiany. Nasze małe ojczyzny, między innymi dzięki funduszom unijnym, cały czas się rozwijają. Potrzebna jest więc kolejna ewolucja, ale nie rewolucja – zastrzega Andrzej Dera, podsekretarz w Kancelarii Prezydenta RP.

    Większość przedstawicieli jednostek samorządu terytorialnego podobnie diagnozuje „pacjenta”, chociaż przepisuje mu zupełnie inne leki. Przekonują, że właśnie rewolucja na samorządach odbywa się od kilku miesięcy. – Bardzo ubolewam nad tym, że jest coraz więcej pokus na przerzucanie kompetencji, które do tej pory były w gestii samorządu terytorialnego na rzecz wojewody, a więc przedstawiciela rządu – twierdzi Adam Jarubas, marszałek województwa świętokrzyskiego.

    Pełzająca centralizacja?

    Tu faktycznie można wymienić jednym tchem zmiany w prawie rolnym i wodnym, planowanie sieci szpitali z systemem IOWISZ (tam podziałem środków unijnych na placówki medyczne zajmuje się wojewoda, a nie jak do tej pory marszałek danego województwa), odebranie kompetencji w sprawie wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej czy wreszcie zarządzanie Wojewódzkimi Ośrodkami Ruchu Drogowego.

    – Dlatego z całą stanowczością trzeba powiedzieć, że wbrew łagodnym zapowiedziom rządzących polityków właśnie mamy do czynienia z fundamentalnymi zmianami, zwłaszcza dotyczącymi samorządu wojewódzkiego – uważa Jarubas i sugeruje, że być może niechęć do wojewódzkich samorządów obecnej partii władzy bierze się z faktu, że na 16 aż w 15 rządzi koalicja PO-PSL.

    Reprezentanci JST widzą pełzającą – jak sami to określają – centralizację kraju, która stopniowo dodaje kompetencji agendom rządowym. Sprzeciwiają się temu, organizują debaty, kreślą po nich stanowiska, które ślą na ręce premier Beaty Szydło. Tyle tylko, że nie do końca cokolwiek się zmienia.

    – Pozostaje nam dalsze budowanie społeczeństwa obywatelskiego, by to mieszkaniec miał jednak najlepsze rozeznanie, co się dzieje w jego otoczeniu. Samorządy trzeba konsekwentnie ulepszać, ale nie niszczyć. To, co robią obecnie rządzący naszym państwem jest dążeniem do centralizacji na niespotykaną dotąd skalę – mówi Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego.

    Rozmowa o dwuwładzy

    Nie wszyscy chcą spokojnie czekać na rozwój wypadków. Są też samorządowcy robiący krok do przodu i namawiający rząd do dyskusji na temat przyszłości samorządu w Polsce.

    – Na razie nikt z nami nie rozmawia, nie zaprasza do żadnych dyskusji, tylko raczej stawia przed faktami dokonanymi – ubolewa Wojciech Saługa, marszałek województwa śląskiego. – Dzisiaj w województwach mamy do czynienia z dwugłosem wojewody i marszałka. Trzeba rozpocząć jak najszerszą dyskusję na ten temat i wybrać rozwiązanie najefektywniejsze, z myślą o mieszkańcach – dodaje.

    Już wcześniej w przestrzeni publicznej pojawiały się argumenty za rozwiązaniami, dzięki którym w województwach i władza, i odpowiedzialność spoczywać będzie w jednych rękach. Coraz głośniej mówi się o bezpośrednich wyborach marszałków województw, co powinno – zdaniem przynajmniej niektórych samorządowców – wzmocnić ich mandat.

    – Już teraz największą bolączką samorządu jest jego upolitycznienie. Są podstawy do obaw, że bezpośrednie wybory marszałków tylko ten proces pogłębią – uważa z kolei poseł Andrzej Maciejewski z Kukiz’15, przewodniczący sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej.

    Być może dlatego nie brakuje reprezentantów JST, dla których tak ukierunkowana rozmowa o przyszłości samorządu tak naprawdę jest tylko i wyłącznie zasłoną dymną. – Nam w tej chwili potrzeba dwóch rzeczy: nowej ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego, która zagwarantuje nam środki niezbędne do realizacji naszych zadań i standaryzacji zadań, które realizują samorządy. A to? To jest jakaś zasłona dymna. Efekt patrzenia na wszystko przez pryzmat wielkiej polityki – twierdzi z przekonaniem starosta bocheński Ludwik Węgrzyn.

    Innych plusów niż tylko ewentualnie mocniejszy mandat przy wyborach bezpośrednich marszałków nie widzi też Marek Woźniak, marszałek województwa wielkopolskiego. – Po pierwsze prowadzi to do zdecydowanej przewagi władzy wykonawczej, a ja jestem zwolennikiem jej sprawności, a nie dominacji. Zresztą organ wykonawczy i tak ma dziś dość instrumentów działania. Nie ma potrzeby jeszcze go wzmacniać – argumentuje.

     Czekając na konkrety

    Część uczestników dyskusji na razie odbywanej przez media uważa, że tak naprawdę trudno do czegokolwiek się odnosić. Była już wcześniej mowa o dwukadencyjności działającej wstecz (ostatecznie PiS z pomysłu zrezygnował; według najnowszych zapowiedzi ograniczenie kadencji do dwóch zaczęłoby funkcjonować począwszy od wyborów w 2018 r.), o przyspieszonych wyborach, o wydłużeniu jednej kadencji z 4 do 5 lat, wreszcie o bezpośrednim wybieraniu marszałków województw. To wszystko jednak same słowa, bez konkretów, rzucone w tym czy tamtym studio telewizyjnym. Nie ma żadnego dokumentu, żadnych planów na piśmie, do których można byłoby się szerzej odnieść.

    – Chciałbym poznać całą koncepcję funkcjonowania regionów według PiS. Bo pomysł z bezpośrednimi wyborami marszałków to wybiórcz– uważa Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego.

    – Pytanie, czy to nie jest działanie koniunkturalne. Bo dziś PiS jest mocny w sondażach i wie, że to może mu się opłacić. Takie sondowanie z jednej strony samych polityków, a z drugiej nastrojów społecznych w tej konkretnej sprawie – zastanawia się Wojciech Saługa.

     Polityka i pieniądze

    Sytuacja związana z przyszłością JST w Polsce jest dosyć dynamiczna. Widać jak na dłoni, że ewentualna aktywność polityków PiS w tym względzie mocno jest sprzężona z publikowanymi co najmniej parę razy sondażami wyborczymi. Im bardziej PiS rośnie słupek, tym więcej słyszymy o konieczności zmian w samorządzie, łącznie nawet z przyspieszonymi wyborami. Im zaś bardziej drugi słupek obok skutecznie goni ten PiS-owski, tym takich wypowiedzi jest znacznie mniej. Pamiętać należy, że atmosferę dodatkowo podgrzewają kontrole CBA w poszczególnych województwach, które trwały lub dalej trwają od wielu miesięcy.

    Oprócz stricte politycznego uwarunkowania jest jeszcze jedno dosyć solidne. Rzecz dotyczy finansów, a ściślej środków unijnych, które od 2007 r. stanowią bardzo mocny fundament rozwoju i inwestycji poszczególnych samorządów (tak powiatowych, jak i wojewódzkich). Obecna unijna siedmiolatka (budżet UE zwykle jest kreślony właśnie na taki okres) kończy się w 2020 r. Drugi raz z rzędu (po budżecie na lata 2007–2014) nasz kraj otrzymuje rekordowe fundusze, których głównymi beneficjentami będą właśnie samorządowcy. Jak będzie w kolejnej siedmiolatce na lata 2021–2027? Czy nadal możemy liczyć na taką pomoc ze strony Brukseli? Można już teraz w to wątpić, co będzie miało znaczny wpływ na finanse polskich JST.

    Dlatego nie brakuje opinii, że zmiany w samorządach trzeba przeprowadzić już po tym okresie, kiedy JST będą starały się zbilansować i nakładem własnych sił wskazywać dalsze kierunki rozwoju, już bez tak uporczywego oglądania się na Brukselę.

    Michał Tabaka 

    Udostępnij w sieci ....
    Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on Google+Share on VKShare on Tumblr

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *