• Menu

    Smart: najpierw być, potem korzystać

    Hasła „smart” nie trzeba się bać. „Smart” jak najbardziej może pomóc. Trzeba tylko właściwych rozwiązań i odpowiedniego podejścia. Walka nie toczy się o to, kto wygra, tylko bardziej: kto zostanie w tyle. Dotyczy to przede wszystkim wielu miast Europy Środkowej i Wschodniej, które po transformacji gospodarczej i ustrojowej, później po globalnym kryzysie, ciągle szukają tożsamości

    Nikt nie ma wątpliwości, że dzisiaj kierunki rozwoju wyznaczają przede wszystkim nowe technologie. Dzięki nim tak naprawdę tworzy się nowa rzeczywistość. Szacuje się, że do 2025 roku głównie będą ją tworzyć połączenia między ludźmi i maszynami. Ma być ich w sumie 100 miliardów. Podczas IX edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach mocno akcentowano potrzebę przygotowania się do takiego świata.  Tylko wtedy jest szansa na poprawę jakości życia.

    Dzisiaj sformułowanie „smart” jest odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki. Wiadomo: jak coś jest właśnie „smart”, to już z definicji jest nowoczesne, przydatne i z pewnością warte posiadania. Dlatego określenie robi rewolucję w handlu. Możemy kupić „smart” zegarek, telewizor, lodówkę, odkurzacz, o telefonie komórkowym nie wspominając. Fachowcy powoli biją na alarm i zwracają uwagę, że dzięki temu „smart” bardzo się spłyciło i przyzwyczajając nas już teraz ciut uśpiło. Bo przecież „smart” to nie instrument propagandowy, który – jak prawie wszystko inne – ma zwiększyć nasz zysk. „Smart” ma pomóc w rozwoju, niejako nas uzupełnić.

    Mocno wybrzmiało to podczas IX Europejskiego Kongresu Gospodarczego, który tradycyjnie zorganizowano w Katowicach. Fachowcy z różnych dziedzin zastanawiali się, czym naprawdę jest „smart”, jak takie rozwiązania najlepiej wykorzystać i wreszcie: jak na kanwie takich właśnie instrumentów budować przyszłość?

    Użyteczność na pierwszym miejscu

    – Przed nami spore wyzwanie. Liczba połączeń między samymi ludźmi, maszynami a ludźmi i maszynami rośnie w postępie geometrycznym. Szacuje się, że do 2025 r. ma być ich już ponad 100 miliardów. Ujarzmienie, a raczej zaprzyjaźnienie się z nowymi technologiami wydaje się koniecznością – uważa Stanisław Wang, dyrektor sprzedaży dla sektora publicznego i transportowego w Huawei Enterprise Polska.

    Od stałego, co jednak nie znaczy trwałego, związku między człowiekiem a technologią już uciec się nie da. Widzimy to już dzisiaj, wystarczy się rozejrzeć. Technologiczne rozwiązania – właśnie z bardzo szerokiej rodziny „smart” zarządzają szpitalami, sieciami wodociągowymi czy oświetleniem drogowym na skrzyżowaniach. I to tutaj u nas – w kraju nad Wisłą. Świat zaś gna w tym kierunku jeszcze szybciej.

    W Stanach Zjednoczonych projektowane są już drogi dedykowane dla samochodów elektrycznych, które będą się ładować nawet podczas jazdy. Innym przykładem są zaprezentowane nowe koła do naszych aut. Za parę lat te przypominające pączki Dunkin’ Donuts mielibyśmy zamienić na sferyczne. Jazda na czterech kulach ma być jeszcze większą rewolucją niż ta dotycząca napędu.

    W tej pogoni człowiek nie może zostać w tyle. A tak już teraz niekiedy bywa, bo „smart” traktuje nieco pobłażliwie i bardziej propagandowo.

    – Podstawowym priorytetem jest użyteczność najnowszych technologii – uważa Michał Gramatyka, wicemarszałek województwa śląskiego. – Można wydać ogromne pieniądze na to, żeby być „smart” i dalej nie być „smart”. Niekiedy nie trzeba cudów. Wystarczy inne spojrzenie – dodaje i jako przykład podaje kosze na śmieci rozlokowane na ulicach Barcelony. Takie rozwiązanie miało, wedle jego pomysłodawców, znacznie poprawić czystość na ulicach katalońskiej stolicy, którą chętnie odwiedzają turyści z całego świata. Tymczasem miasto staje się coraz bardziej zanieczyszczone.

    – Te specjalne kosze na śmieci monitorowały proces gnicia. Jeżeli  temperatura niebezpiecznie wzrasta, kosz „daje znać” centrali. Tam informacja dociera do dyspozytora, który wysyła we wskazane miejsce pracowników i już po zagrożeniu. Turyści, którzy o tym wszystkim słyszeli od przewodnika chcieli to wyjątkowe „smart” rozwiązanie sprawdzić i wrzucili do kosza niedopałek papierosa. Kosz, ku ich zdziwieniu, zaczął się palić. Czujniki wszak monitorowały proces gnicia, a nie palenia. Dlatego w pierwszej kolejności samemu trzeba być „smart”, żeby korzystać z takich technologii  – tłumaczy wicemarszałek Gramatyka.

    Zdecydowanie najlepiej zależność między człowiekiem a technologią zarysowuje się w rozwiązaniach idących w kierunku „smart city”, czyli miasta, które umili i ułatwi życie swoim mieszkańcom.

    – Ludzie dostosowują przestrzeń do swoich potrzeb. To jest dla nas wszystkich nadrzędny cel i nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Jeżeli w najnowszej perspektywie, to właśnie miasta mają dbać o jak największą jakość życia mieszkańców, to trzeba o tym rozmawiać tu i teraz. Już nie ma czasu na marudzenie – nie ma cienia wątpliwości Pete Kercher, założyciel, członek Europejskiego Instytutu Projektowania i Niepełnosprawności.

    Parkowanie, czyli na razie tracą wszyscy

    Jedną z rzeczy do absolutnego przedefiniowania wydaje się ruch samochodów w miastach. Już teraz, w Polsce, mamy dosyć szeroki wybór firm, które proponują zintegrowane systemy zarządzania ruchem aut, pojazdów komunikacji publicznej czy poszczególnymi systemami parkowania. Stąd coraz więcej zamykanych dla czterech (ale też niekiedy dwóch) kół stref centrów miejskich.

    Znowu jednak nie brakuje przykładów, że w pierwszej kolejności nie powinniśmy zapominać o własnych szarych komórkach i jak najbardziej ich mocno używać. Na przykład w Hongkongu nie kupi się nowego samochodu, jeżeli wcześniej nie udowodni się, że posiadamy prywatne miejsce do parkowania.

    Pod różną szerokością geograficzną wreszcie zrozumiano, że to system naczyń połączonych i inaczej się nie da. Czyli najpierw faktycznie sami musimy wykazać się inteligencją i mądrością, a dopiero potem ewentualnie wspomagać się nowymi technologiami i tylko tak mamy realne szanse na tworzenie przyjaznych, pomagających przestrzeni.

    W Niemczech swoje badania opublikował Siemens. Te nie napawają optymizmem, a raczej jednoznacznie wskazują, że zmiana myślenia to nie jedna z możliwości, ale oczywista konieczność. Okazuje się, jak przekonuje Siemens, że poszukujący miejsc parkingowych odpowiadają aż za 1/3 korków w centrach europejskich aglomeracji. W samych Niemczech ok. 30 procent kierowców poszukuje miejsc parkingowych, krążąc dookoła centrum. W skali roku pokonują w ten sposób dystans, który pozwoliłby na zorganizowanie 14 podróży wokół Ziemi.

    – Dla miast coraz ważniejsze jest zredukowanie liczby kierowców poszukujących miejsc do parkowania. A zmniejszając liczbę samochodów poszukujących wolnych miejsc, ograniczamy hałas oraz emisję CO2 – mówi Marcus Zwick z Siemensa.

    Polska nie zostaje w tyle

    Nie brakuje też na świecie przykładów rozwiązań jak najbardziej globalnych, które tworzą spójne przestrzenie, gdzie przenikają i uzupełniają się interesy ludzi i samej technologii. Takim projektem jest chociażby King Abdullah Economic City, gospodarcze i handlowe centrum Arabii Saudyjskiej, skoncentrowane na przemyśle lekkim, finansach i usługach, dające zatrudnienie 1 mln osób. Szacunkowy koszt całej inwestycji to 27 mld dolarów.

    Na szczęście w Polsce jest sporo inicjatyw, które pozwalają wierzyć, że tym razem nie będziemy ciągle gonić. To np. cyfrowa platforma InteligentneMiasta.pl czy projekt Polskie Miasto Przyszłości. Warto w tym miejscu wspomnieć o takich perełkach znad Wisły jak opracowany przez gliwicką firmę Future Processing, inteligentny monitoring sieci wodociągowych, pomagający oszczędzać wodę, a także zdolny do przewidywania i wykrywania awarii. Pomysł na tyle spodobał się Microsoftowi, że gigant rekomenduje go dla poprawy jakości życia mieszkańców.

    – Firma Future Processing stała się partnerem globalnej inicjatywy CityNext, która w praktyce zmienia oblicze miast. Pilotażowe wdrożenie związane z oszczędzaniem wody to rozwiązanie unikalne w skali europejskiej i – co ważne – powtarzalne, czyli możliwe do zastosowania gdzie indziej – przekonuje Wojciech Życzyński, senior business development manager w Microsoft Polska.

    PPP pasuje do „smart”

    Są więc możliwości. Chęci też. Czego brakuje? Jak zwykle: najczęściej pieniędzy, ale też w niektórych obszarach przepisy prawa mogłyby jednak być bardziej pomocne. Pewną receptą na finansową bolączkę mogą być fundusze unijne. Według danych Integrated Solutions, 73 proc. samorządów deklaruje, że chce sięgnąć po środki unijne w celu wdrożenia rozwiązań smart city. Praktycznie wszystkie programy krajowe i regionalne w ramach perspektywy 2014–2020 tego typu wsparcie przewidują. To w sumie może być ok. 20 mld zł.

    Druga kwestia, związana z przepisami prawa, jest też jak najbardziej do rozwiązania. Kamieniem milowym musi być , co jest sprawdzone przez lata na Zachodzie, czyli realna i efektywna współpraca właśnie między miastami – podmiotami państwowymi, administracyjnymi a prywatnymi firmami, które posiadają często wiedzę, wykwalifikowanych pracowników i sprawdzone standardy.

    – Budowa infrastruktury w przestrzeni publicznej, służąca rozwojowi „smart city” wymaga wiedzy, znajomości nowoczesnych technologii, umiejętności i doświadczenia w zarządzaniu takimi projektami. To wyzwanie dla polskich miast i gmin. Tymczasem niezbędne know-how i możliwość zaangażowania odpowiedniego kapitału mają podmioty prywatne. Zatem, aby te ambitne plany nie pozostały jedynie w świecie idei, potrzebna jest zaawansowana współpraca sektorów publicznego i prywatnego. Główną cechą projektów Partnerstwa Publiczno-Prywatnego (PPP), oprócz tego, że są często kosztowne, jest też bardzo długi okres życia inwestycji.

    Przykładem takiego PPP zrealizowanego we współpracy z Bankiem Pekao S.A. jest modernizacja akademików Colegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Możliwe jest wykorzystanie przy tego typu projektach funduszy unijnych – nazywamy to finansowaniem hybrydowym. Zaletą takiej konstrukcji jest znaczące obniżenie kosztu realizacji przedsięwzięcia – przekonuje w „Rzeczpospolitej” Rafał Petsch, członek zarządu Pekao Investment Banking, dyrektor zarządzający departamentem instytucji finansowych i sektora publicznego Pekao SA.

    Tory miejskiej ewolucji, wspieranej najnowszą technologią, są więc wyraźnie zaznaczone, także w Polsce. Nie brakuje stosownych rozwiązań prawnych, które z pewnością nie będą przeszkadzać, a nuż pomogą. Przynajmniej do końca tej unijnej siedmiolatki można być w miarę spokojnym o finanse.

    Najważniejsze jednak, żeby zmienić myślenie. Że „smart” nie jest tylko przedrostkiem, który ma nam przysporzyć więcej sympatyków, a ściślej większy zysk, ale że jest to nasza droga rozwoju, sposób myślenia. By najnowsze technologie miały wreszcie szansę stać się naprawdę pomocnikiem człowieka. Wtedy wprowadzane rozwiązania będą się stopniowo wtapiać w nasze otoczenie. Stanie się dla nas rok po roku oczywistością, że tym procesem steruje taki mechanizm, a tamtym – tamten. I tylko wtedy rewolucja „smart” ma faktycznie szanse na osiągniecie swoich celów: realną poprawę jakości życia mieszkańców poszczególnych miast.

    Michał Tabaka

    Udostępnij w sieci ....
    Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on Google+Share on VKShare on Tumblr

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *