• Menu

    Przyszłość już jest [felieton]

    Gdy oglądam współczesne filmy kryminalne, dochodzę do wniosku, że nastał ciężki czas dla przestępców

    Dajmy na to, że skradziono komuś rower. Co robi policja? Przegląda nagrania z monitoringów, zarejestrowane przez kamery zainstalowane w pobliżu miejsca przestępstwa, i już wie, jak wyglądał złodziej i dokąd pojechał skradzionym rowerem. W przypadku poważniejszych przestępstw bierze się do analizy telefon komórkowy ofiary. Operator dostarcza bilingi, a technicy odtwarzają nawet skasowane wcześniej SMS-y i nagrania poczty głosowej. Na podstawie bilingów wiemy, kto i kiedy dzwonił do ofiary, a później ustalamy, gdzie się logował jej telefon. Znaczenie mają także najdrobniejsze dowody znalezione na miejscu przestępstwa. Zabrany do analizy włos pozwoli ustalić DNA przestępcy. Odciski palców wrzuca się do bazy i po chwili wiadomo, czy ten, który je zostawił, był już kiedyś notowany przez policję. Nie ma też problemu z identyfikacją twarzy przestępcy. Gdy w bazie policji znajduje się jego fotografia, natychmiast zostanie zlokalizowana.

    Wypada się tylko cieszyć, że organy ścigania dysponują takimi narzędziami. Gdy pomyślę jednak, że na tych nagraniach mogę być także ja, ciarki przechodzą mi po plecach. Wielki Brat czuwa. Śledzi każdy mój krok. Sprawdza, czego szukam w Internecie. Może prawie bez ograniczeń podsłuchiwać moje rozmowy i gdy dowie się z nich, że aktualna władza nie za bardzo mi się podoba, mogę mieć kłopoty np. ze znalezieniem pracy.

    Władza twierdzi, że, aby skutecznie zwalczać terroryzm, musi nas pozbawić części prywatności. Zazwyczaj chętnie się na to godzimy. Ale co będzie, gdy ostatni terrorysta będzie siedział w odosobnieniu, a władzy zostanie ta cała maszyneria z przebogatą bazą danych? Nie zwolni przecież setek tysięcy informatyków, którzy tak ofiarnie dla niej pracują. Znajdzie im jakieś zajęcie. Będą jeszcze skuteczniej inwigilować nas, zwykłych obywateli, którym tylko czasami zdarzają się jakieś grzeszki.

    Sieć informatyczna wykorzystywana jest nie tylko przez organy ścigania, lecz także przez świat przestępczy. Tak zwane Państwo Islamskie od dawna wykorzystuje Internet do szerzenia swojej ideologii i werbowania ochotników. Przeprowadza też w sieci transakcje finansowe. Zorganizowane grupy przestępcze też mają zapewne umówione metody powiadamiania bossów o skutkach podjętych działań i zleceń następnych. Rajem przestępców jest tzw. Darknet. Jest to zaszyfrowana sieć, zapewniająca anonimowość. Wystarczy pobrać przeglądarkę Tor, która uniemożliwia ustalenie adresu IP. W tej sieci działa w najlepsze handel narkotykami i bronią, rozpowszechniana jest pornografia dziecięca. A co będzie, jeżeli uruchomi się handel innymi towarami? Powstanie równoległa gospodarka globalna, do której rządy nie będą miały wglądu. Transakcje będzie się opłacać wirtualnymi walutami, np. bitcoinami. Przepadną podatki ściągane od sprzedaży towarów i państwa znajdą się na krawędzi bankructwa. Załamie się system opieki socjalnej i zdrowotnej. Zabraknie pieniędzy na bezpieczeństwo, wymiar sprawiedliwości, edukację, kulturę.

    W sieci grasują też wszelkie tajne służby. Jedne, żeby wyłapać przestępców, inne, żeby szachować nieprzyjaciół. Celuje w tym Rosja. Do perfekcji opanowała sztukę dezinformacji w czasie wyborów w innych państwach. Upokorzyła tym nawet największe mocarstwo świata, czyli Stany Zjednoczone.

    Podobno w Sankt Petersburgu jest okazały budynek, w którego wnętrzu znika codziennie tysiąc osób, które nie wiadomo czym się zajmują. Prawdopodobnie siedzą przy komputerach i rozsyłają po świecie fałszywe wiadomości.

    Następna wojna będzie wojną cybernetyczną. Istnieje pokusa, żeby włamać się do sieci w innych państwach i np. sparaliżować system energetyczny. O tym, co się wtedy dzieje, mieszkańcy Stanów Zjednoczonych i Kanady mieli okazję przekonać się w 1965 roku, gdy wysiadł system energetyczny na Niagarze. Prądu pozbawionych zostało 30 mln ludzi. Setki tysięcy utknęło w windach i wagonach metra. Wysiadła sygnalizacja świetlna, co sparaliżowało ruch uliczny. A gdy po usunięciu awarii przyszło wypłacać pensje pracownikom, okazało się to niemożliwe, bo komputery się rozregulowały. Trzeba było ściągnąć pieniądze z emerytur wszystkich byłych księgowych, żeby uporządkować sytuację.

    W jakiej epoce żyjemy i czy ona przetrwa? Sytuacja przypomina bajkę „Uczeń Czarnoksiężnika”, w której uwolniona tajemna siła czyni spustoszenie. Internet najpierw ujawnił nam swoje korzystne strony. Teraz demonstruje groźne oblicze. Co nas czeka w przyszłości? Przyszłość już jest.

    Czesław Rychlewski

    Jedna odpowiedź do “Przyszłość już jest [felieton]”

    1. inconnu napisał(a):

      Artykuł ciekawo-nieciekawy , czy dużo wnoszący w rozwojowość?? niewiele….Po pierwsze kłania się system kształtowania postaw a ten wykoślawia to co w dynamice naturalne…powiedziałbym ustucznia…obraz zatem taki jaki jest czyli przemian technologicznych z całym arsenałem, nie tylko tego co ma służyć postępowi , pomocy prosukcesowej dla jednostki..ale także z tym co negatywne…wartościach i zasadach bardzo niskich…Można powiedzieć że bardzo dużo rzeczy jest otwieraniem się nowych możliwości, okno Windows służy ku temu , lecz jest tu potrzebą świadomość która selektywnie dąży do poprawy statusu życia…pozytywnym materializowaniem i tworzeniem ku temu co godne….To wszystko co obserwuję to chaos, czas marnowany nie na to co ważne, węzłowe i przynoszące sens,urealniające cel.Jest to oderwanie od rzeczywistości,ustawiczne błądzenie, zwymiarowania o dochodzeniu szybkim łączą sią z fazą wnikania coraz większej agresywności… Nie jest winnym prześciganie się we wdrażaniu algorytmów, lecz to jak ludzie dostrzegają wszystko jednoprzestrzennie, końce doświadczeń nadal nie pod ich kontrolą…

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *