• Menu

    Prezes nie ma wolnego

    Praktycznie całą dobę jestem w pracy, nawet na spacery wybieram osiedlowe trasy, więc znam tu każdy kamień i bacznie obserwuję, co jeszcze trzeba udoskonalić i co warto zmienić – mówi Kazimierz Okińczyc, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Przylesie” w Koszalinie

    Wielu postrzega spółdzielnie jako przeżytek. SM „Przylesie” od lat działa na rynku, generując zyski, a tym samym zadając kłam czarnemu PR-owi. Jak to jest tak naprawdę ze spółdzielniami z punktu widzenia praktyka?

    Na rynku spółdzielczym jest dokładnie tak samo jak w każdej branży – jednemu  się udaje, a drugi jest skazany na porażkę. Opinia, z jaką zmaga się spółdzielczość, wywodzi się z okresu komunistycznego. Ci, którzy nie potrafili wejść w gospodarkę wolnorynkową i zrzucić z siebie ociężałości czasów, niejako na własne życzenie doprowadzili do pogarszającej się sytuacji finansowej  w spółdzielniach.  W spółdzielczości powinna obowiązywać zasada solidarności, dotycząca zarówno ponoszonych kosztów, jak i uzyskiwanych przychodów.

    Nasza spółdzielnia skupiła się na efektywnej obsłudze zasobów i optymalnym zabezpieczeniu interesów członków. Część spółdzielni skupiła się na zasobach wspólnych i na tym, co wnoszą członkowie. My od 1990 roku postawiliśmy na rozbudowę majątku spółdzielczego, żeby przynosił jak największe dochody. Dzięki wypracowanym zyskom wspieramy członków, pozostawiając część na systematyczny rozwój. Nie dość, że nie sprzedaliśmy żadnego lokalu użytkowego, to z własnych środków wybudowaliśmy klub osiedlowy i kilka pawilonów, kupiliśmy udziały w telewizji kablowej i przedsiębiorstwie gospodarki komunalnej, własny zakład remontowy przekształciliśmy w spółkę prawa handlowego, żeby wszelkie prace były wykonywane zgodnie z rachunkiem ekonomicznym. W ciągu ostatnich 10 lat zainwestowane udziały w spółkach zwróciły nam się kilkakrotnie.

    Mało tego, zyski pracują dalej. Dzięki tym wszystkim czynnikom spółdzielnia cieszy się poparciem ze strony członków, co potwierdzają Walne Zgromadzenia i wyniki w tajnych głosowaniach. Nasi członkowie mają do nas zaufanie, bo wiedzą, że działania, które podejmujemy, są w ich interesie.

    Uczymy ich, że żeby jutro było lepiej, dziś trzeba zainwestować. Mieszkania, które wynajmujemy, mają takie ceny, że chętni sami się zgłaszają. Zarówno ceną, jak i jakością budownictwa z powodzeniem konkurujemy z deweloperami. Fakt, że budujemy na własnym gruncie, sprawia, że koszty użytkowania są naprawdę niskie, a dodatkowo budynki są energooszczędne. Poza tym odciążeniem dla lokatorów jest szeroka działalność gospodarcza, która obniża koszt eksploatacji mieszkań. Kto poszedł tą drogą, dziś zbiera plony, kto pozostał bierny, będzie miał pod górkę, ale to nie dotyczy tylko przedsiębiorczości – z zasady ludzie zaradni mają w życiu łatwiej.

    Czy przejmując spółdzielnię 27 lat temu, miał pan sprecyzowaną wizję rozwoju, która do dziś się sprawdza?

    Wiedziałem, że otoczenie nie zawsze będzie przyjazne, dlatego od początku założyłem, że wszystko zależy od nas. Zacząłem od tego, żeby czynsze odzwierciedlały realną wartość. Pierwsze lata nie były łatwe, ale zależało nam, żeby nauczyć mieszkańców, że ekonomii nie da się oszukać. Zaniżając koszty, musielibyśmy szukać finansowania z innych źródeł. W efekcie dziś możemy sobie pozwolić na obniżki i oszczędności – mieszkańcy płacą za ciepło 50 proc. mniej niż w latach 90. To uważam za swój sukces. Najważniejsze to mieć plan i przedstawić go na tyle przejrzyście, żeby przekonać do niego tych, których dotyczy, a potem realizować wszystko punkt po punkcie tak, żeby w każdym momencie być gotowym na kontrolę. Mnie się to udało i nie mam powodów, by obawiać się rozliczeń ze strony członków. Mam ten komfort, że kiedy przychodzi do sprawozdań, nie muszę się z niczego tłumaczyć. Bardzo cenię sobie zaufanie, którym mnie obdarzają członkowie spółdzielni.

    Jak postępuje adaptacja budynków do trendów rynkowych?

    Wszystkie nasze domy m w pełni odpowiadają bieżącym normom budowlanym. Dbamy o to, by nowe budynki były wyposażone w kompleksową automatykę,  zdalnie odczytywane liczniki, internetowo podzielniki kosztów c.o. Wszystkie budynki są ocieplane, elewacje są regularnie odnawiane, systematycznie modernizujemy loggie, instalując balustrady ze stali nierdzewnej albo płyty ze szkła. Nawet budynki sprzed lat standardem i wyglądem nie odbiegają od nowoczesnego budownictwa.

    Jak ważne jest otoczenie budowanych bloków i dostosowanie infrastruktury do potrzeb mieszkańców?

    Oferujemy pełną infrastrukturę dla mieszkańców. Każde osiedle ma swój klub, w budynkach dzierżawimy lokale, w których prowadzone są żłobki i przedszkola, w okolicy  są szkoły, sklepy, punkty usługowe. „Przylesie” jest też dobrze zlokalizowane pod względem komunikacji. Dookoła są parki, a wewnątrz osiedla znajduje się zielony obszar porośnięty grabami. Można powiedzieć, że los zesłał nam idealne położenie. Poza zastanymi atutami  sami wychodzimy z inicjatywą i realizujemy szereg działań z myślą o mieszkańcach, np. place zabaw. Na nowym osiedlu planujemy wprowadzić motywy artystyczne, od nazwy ulicy – Czesława Niemena po aranżacje przestrzeni i pomysły związane z jego muzyką.

    Chodzi nam po głowie m.in. pomnik artysty, może ławeczka odtwarzająca jego utwory. To byłaby ciekawa inwestycja na uczczenie 60-lecia  spółdzielni.  Na co dzień  staramy  się tak ukierunkowywać działalność, żeby swoje miejsce znaleźli na osiedlu zarówno najmłodsi, jak i seniorzy. Dlatego nie stronie od inicjatyw społecznych i kulturalnych, np. od lat jestem prezesem młodzieżowego klubu koszykarskiego i staram się propagować wśród młodych ludzi aktywny styl życia i pasję, bo wygrana nie jest najważniejsza. Praktycznie całą dobę jestem w pracy, nawet na spacery wybieram osiedlowe trasy, więc znam tu każdy kamień i bacznie obserwuję, co jeszcze trzeba udoskonalić i co warto zmienić. Mało tego, znam historię miejsca i ta pamięć „chodzącego archiwum” często się przydaje, a nawet służy urzędnikom z ratusza.

    Jakie cele stawia pan sobie na przyszłość w związku z dalszym rozwojem „Przylesia”?

    Cały czas dysponujemy terenami pod zabudowę i mamy już względem nich konkretne plany na co najmniej 3 lata. Trzy nowe budynki będą zasiedlone w przyszłym i 2019 roku. Dodatkowo w lipcu br. rozpoczynamy na terenie osiedla budowę hali targowej, finansowanej z własnych nadwyżek finansowych. Projektujemy już kolejny budynek. Z sześciu bloków, zgodnie z wymogami, musimy usunąć azbest. Chcemy stale unowocześniać zasoby, by nadążać za postępem, jaki dokonuje się na rynku budowlanym.

    Co sprawia największą trudność w zarządzaniu spółdzielnią, zważywszy na warunki rynkowe i legislację?

    Do decydentów, którzy stanowią prawo, do tej pory nie dotarło, że zmieniły się czasy i państwo nie powinno ingerować w to, co nie jest jego własnością. Trzeba jasno powiedzieć, że ludzie mają prawo decydować o tym, co do nich należy. Niestety przez 27 lat nie zbudowaliśmy w Polsce wymiaru sprawiedliwości. W efekcie w tej samej sprawie różne sądy wydają inne wyroki. Taka sytuacja jest niedopuszczalna. Niestety obiektywne prawo nie obowiązuje, system demokratyczny jest ułudą, brakuje rozdziału na władzę ustawodawczą i wykonawczą.

    Wbrew temu, co się dzieje w polityce, gospodarka w Polsce idzie właściwym torem, ale to nie zmienia faktu, że zmarnowaliśmy lata demokracji i musimy stworzyć nowe podwaliny systemu. Mam już swoje lata i najbardziej zależy mi na zdrowiu, ale chciałbym doczekać szacunku do państwa i ojczyzny, zarówno tej łączącej cały naród, jak i lokalnej. Wtedy zajdziemy daleko. Poza tym chciałbym coś po sobie zostawić. Marzy mi się, żeby to, co zbudowałem, przetrwało i służyło innym, pozostawiając po mnie dobrą pamięć.

    Rozmawiał Mariusz Gryżewski

    Udostępnij w sieci ....
    Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on Google+Share on VKShare on Tumblr

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *