• Menu

    Polska wciąż nie radzi sobie z biedą i bezrobociem

    Ubóstwo i bezrobocie nadal pozostają poważnymi problemami życia społeczno-ekonomicznego. A w 30-lecie transformacji zamiast nadmiernie ekscytować się dzisiejszymi konfliktami „na górze”, warto spojrzeć na to, jakie problemy mamy „na dole” drabiny życia społecznego.

    Rafał Bakalarczyk

    bezrobocieOstatnie lata przyzwyczaiły nas do tego, że słyszymy jak bardzo się poprawia sytuacja społeczeństwa i to też tym, którzy przez dekady po-transformacyjne byli zmarginalizowani. Okazuje się jednak, że i dziś duża część ludzi znajduje się w bardzo ciężkiej sytuacji społeczno-ekonomicznej. I nie zmienia tego fakt, że rządzi formacja, która deklaratywnie odcina się od minionego okresu neoliberalnych przemian.

    Weźmy choćby pod uwagę wskaźnik bezrobocia. Owszem, wskaźnik ten jest dziś dużo niższy niż dawniej, bo w czerwcu wyniósł 5,3% procent. Tyle tylko, że te kilka procent to w przeliczeniu na liczby bezwzględne ponad 877 tys. osób. Spośród nich aż 84% nie ma prawa do zasiłku dla bezrobotnych, nota bene niskiego, na poziomie poniżej minimum socjalnego. Oznacza to, że niemal 750 tys. osób, którzy poszukują pracy i nie mogą jej znaleźć, przez ten czas nie otrzymuje nawet skromniutkiego, tymczasowego zabezpieczenia socjalnego. Trudno uznać ten stan rzeczy za społecznie satysfakcjonujący.

    Oczywiście, zaraz można usłyszeć bądź przeczytać, że część figurujących w oficjalnych rejestrach bezrobotnych rejestruje się nie w związku z realnym poszukiwaniem legalnej pracy, a w celu bycia objętym ubezpieczeniem zdrowotnym. Cóż, po pierwsze to zjawisko jest często wyolbrzymiane po to, by bagatelizować fakt, że nasze państwo, społeczeństwo i gospodarka mają z bezrobociem strukturalny problem, a ci, których ono bezpośrednio dotyka to faktycznie osoby potrzebujące wsparcia w znalezieniu pracy i zabezpieczenia socjalnego na czas, gdy jej znaleźć nie mogą.

    Po drugie, obok osób, które rejestrują się w urzędzie pracy w celach pozazawodowych, mamy też osoby aktywne zawodowo, nie mogące znaleźć zatrudnienia, które w PUP-ach się nie rejestrują. Ich statystyki rejestrowanego bezrobocia nie obejmują, choć wspomniany problem społeczny jak najbardziej ich dotyczy. Wreszcie, skoro ktoś musi uciekać się do rejestracji jako osoba bezrobotna tylko po to, by móc korzystać z publicznej służby zdrowia, źle to świadczy o kondycji polityki zdrowotnej, która w świetle Konstytucji RP powinna zapewniać swoich obywatelom prawo do opieki medycznej. Może więc ewentualne zniekształcenie obrazu skali bezrobocia nie leżą w rzekomym kombinatorstwie tych, którzy szukają sposobów na bycie objętym prawem do leczenia, a w tym, jak przez lata kształtowano ramy publicznej opieki zdrowotnej?

    Stopa bezrobocia to nie jedyny wskaźnik społeczno-ekonomiczny, który powinien niepokoić. Innym jest ubóstwo, w tym także to skrajne. I w kontekście tego zjawiska otrzymywaliśmy do niedawna publiczne komunikaty pokrzepiające serce, że jest coraz lepiej, a rząd powoływał się na sukcesy na tym polu. Ostatnie dane GUS za 2018 r. pokazały jednak zatrzymanie dotychczasowej tendencji spadkowej, jeśli chodzi o ubóstwo skrajne (w 2018 r. wzrosło ono do 5,4% z 4,3% rok wcześniej). Nawet jednak gdybyśmy pominęli te świeże i jednoznacznie niepokojące ustalenia, również ubiegłoroczne dane wcale nie były tak różowe, jak to się nam nieraz przedstawiało.

    Zapominano bowiem, że mimo odnotowywanej od 2015 r. tendencji spadkowej (która nota bene rozpoczęła się już za poprzednich rządów), wskaźniki skrajnej biedy pozostawały i tak zatrważająco wysokie. I to mimo uruchomienia programów socjalnych takich jak 500+, które istotnie zredukowały ryzyko niedostatku jedynie w pewnych grupach, mianowicie wśród rodzin z dziećmi. Tymczasem w 2017 r. stopa ubóstwa skrajnego była na poziomie 5,4%, co oznacza ponad 2 mln osób żyjących w gospodarstwach domowych, gdzie poziom wydatków nie przekracza linii tzw. minimum egzystencji. Poniżej tej linii zagrożone jest zdrowie, a nawet życie osób, których tak skrajna bieda dotyka.

    Tak pokaźna liczba ludzi, którym nędza zagląda w oczy, nie licuje niestety z wizją ani państwa transformacyjne-go sukcesu ekonomicznego, ani z aktualnie promowanym obrazem państwa solidarnego, sprawiedliwego społecznie i przywracającego godność, tym, którzy dotąd znajdowali się za burtą. Przy okazji ostatniej weryfikacji świadczeń z pomocy społecznej pod koniec 2018 r. progi dochodowe, będące jednym z warunków uzyskania wsparcia, ustalono na dość niskim poziomie 701 zł na osobę w jedno-osobowych gospodarstwach i 529 zł w gospodarstwach wieloosobowych. Dodajmy, że osoby, które znajdą się nieznacznie pod progiem, mogą otrzymać wsparcie jedynie bardzo symboliczne, a ci, którzy przekroczą próg, nawet w ciężkiej sytuacji życiowej, mogą być odprawieni z kwitkiem.

    Choć w pewnych grupach społeczno-demograficznych statystycznie doszło do poprawy sytuacji materialnej, w innych – nie widać tak spektakularnej poprawy. O ile między 2016 i 2017 r. istotnie zmalało zagrożenie skrajnym ubóstwem rodzin z dziećmi (choć w 2018 r. znów wzrosło), o tyle w przypadku seniorów spadek jest minimalny, a w 2018 r. ubóstwo nieznacznie wzrosło. Szczególny wzrost zagrożenia skrajną biedą (z 10,4% w 2017 r. do 14,1% w 2018 r.) widać w odniesieniu do osób utrzymujących się innych niż emerytury i renty niezarobkowych świadczeń społecznych. Jakie to mogą być świadczenia? Choćby zasiłki z pomocy społecznej, różne świadczenia regulowane ustawą o świadczeniach rodzinnych, zasiłki dla bezrobotnych etc. Zapewne te dane powinny stać się asumptem do zwiększenia troski względem tych grup i głębokiej refleksji nad mechanizmami ich wsparcia. Czy tak się stanie? Na razie tego nie widać.

    Zresztą, dziś inaczej niż w pierwszych latach ustrojowego przełomu, dysponujemy znacznie szerszym wachlarzem miar pozwalających diagnozować problem ubóstwa i wykluczenia, obejmujących także inne niż dochody i wydatki. Jednym z aspektów niedostatku i trudnej sytuacji życiowej, który należy brać pod uwagę, jest choćby sytuacja mieszkaniowa. Pod tym względem wypadamy jako społeczeństwo fatalnie, także na tle porównawczym.

    W dniach, w których odbywały się obchody rocznicy przemian ustrojowych, Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport ukazujący w ciemnych barwach stan rozwoju mieszkalnictwa komunalnego. Jak czytamy w komunikacie NIK: „Gminy mają za mało lokali komunalnych, a te istniejące są nierzadko wyeksploatowane i utrzymywane w nienależytym stanie technicznym. Nadal nie wszystkie gminy utworzyły mieszkania chronione, a brak oczekujących na te mieszkania to skutek niedostatecznej informacji o tym, że taka forma pomocy społecznej jest w ogóle dostępna”.

    A to właśnie rozbudowa tego segmentu mieszkalnictwa mogłaby być jednym ze sposobów łagodzenia trudnej sytuacji mieszkaniowej tej niezamożnej (nie tylko skrajnie biednej) części społeczeństwa.

    Wymieniłem tylko wybrane obszary problemowe, celowo akcentując te  z nich, które ujawniły się z całą mocą już w początkach latach 90. Jak widać, mimo upływu kolejnych dekad, ówczesne problemy okazują się nadal bardzo aktualne. Nawet jeśli ich charakter, jak i skala są dziś nieco inne niż wówczas. Dobrze by było, aby ta wiedza skłaniała do refleksji i działania.

    Tymczasem można mieć wrażenie, że poziom wyparcia świadomości tych problemów jest dziś nawet większy niż 30 lat temu. O ile wówczas nie negowano raczej faktu, że procesom transformacji towarzyszy pauperyzacja pewnych grup i lawinowo rosnące bezrobocie (tyle że niesłusznie traktowano to jako nieuchronny koszt przemian), o tyle dziś w świadomości wielu osób i przekazie decydentów oraz mediów (nie tylko prorządowych) problemy ubóstwa czy bezrobocia przestały być postrzegane jako palące kwestie społeczne. Miejmy nadzieję, że ostatnie doniesienia GUS jednak wstrząsną opinią publiczną i rządzącymi nie tylko na chwilę.

    Patrząc z perspektywy post-transformacyjnego trzydziestolecia, obok dyskusji o tym, kto komu nie podał ręki na hucznych państwowych uroczystościach rocznicowych, dobrze by było, abyśmy umieli z zaangażowaniem, powagą i empatią rozmawiać o tym, że instytucje – nadal wycofanego w wielu sferach społecznych – państwa nie podają ręki różnym grupom, które znalazły się w bardzo trudnej sytuacji życiowej.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Artykuły powiązane

  • Kategorie