• Menu

    Najbardziej znany urbanista o miastach przyjaznych ludziom

    Jan Gehl, fot. GENE DRISKELL, ATLANTA, GA / FLICKR

    O prywatnych „miejskich” upodobaniach i przyjaznych ludziom miejscach rozmawiamy z prof. Janem Gehlem, znanym na całym świecie duńskim architektem i urbanistą, twórcą koncepcji „miast przyjaznych ludziom”

    Które miasto najbardziej lubi pan odwiedzać i czy jest ono zbudowane zgodnie z rekomendowaną przez pana ideą miast przyjaznych dla ludzi?

    Ze wszystkich miast na świecie najbardziej kocham Wenecję. Jest to jedno z niewielu miast zbudowanych specjalnie dla ludzi, które takim pozostało od jego początków aż do dzisiaj. Po prostu wspaniałe! Innym miastem, które mi się bardzo podoba jest Melbourne w Australii. Nieskromnie powiem, że zostało tam wprowadzonych wiele rozwiązań mojego autorstwa. Od 25 lat pracują nad tym, żeby uczynić swój teren bardziej funkcjonalnym. Przebyli niesamowicie długą i owocną drogę, aby Melbourne stało się jednym z absolutnie najlepszych do życia miejsc na całym świecie.

    Zamieszkałby pan w którymś z tych miejsc z żoną, psycholożką, która była inspiratorką promowania przez pana „ludzkich miast”? Proszę powiedzieć, jaki jest jej wpływ na pana zawodowe życie, jaki pomysł ostatnio panu podrzuciła?

    Niekoniecznie chciałbym teraz gdziekolwiek się przeprowadzać. W Kopenhadze żyje mi się bardzo dobrze. W rankingach najlepszych miast do życia plasuje się ona bardzo wysoko, porównywalnie do Melbourne. Dlaczego i po co miałbym więc zmieniać to dobre i wygodne miejsce? A z żoną ciągle rozmawiamy o sprawach związanych z jakością życia w różnych miejscach. Tak już od 56 lat, kiedy wzięliśmy ślub…

    Czy również o pewnym paradoksie modernizmu, który generuje dla miast teoretycznie świetne rozwiązania, w rzeczywistości utrudniające ludziom życie? Co pana zdaniem powinno wygrywać w tym pojedynku?

    Obecnie wieje wiatr dobrych zmian dla miast. Modernistyczne zasady budowania, sformułowane w latach 30. XX wieku już się dezaktualizują. Już nie myślimy tylko użytkowo o wykorzystaniu betonowej dżungli do celów biznesowych i mieszkalnych, ale też o tym, jak ważne są inne funkcje: społeczne i rekreacyjne.

    W „Życiu miedzy budynkami” pisał pan o tym jako o aktywności pozadomowej.

    Rowerzyści w Kopenhadze, rodzinnym mieście Jana Gehla i zwycięzcy rankingu najlepszych do życia miast na świecie Fot. MIKAEL COLVILLE-ANDERSEN / WIKIMEDIA

    Tak. Aktywność pozadomowa w przestrzeni publicznej może zostać podzielona na trzy kategorie, z których każda stawia inne wymagania przed otoczeniem: działania konieczne, opcjonalne i społeczne. Pierwsze są mniej lub bardziej obowiązkowe, np. chodzenie do szkoły lub pracy, robienie zakupów, oczekiwanie na autobus. Do tej grupy należą wszelkie codzienne zadania i rekreacja, a ich wspólnym mianownikiem jest przeważnie chodzenie. Aktywność jest tu konieczna, więc otoczenie fizyczne ma niewielki wpływ. Działania opcjonalne zachodzą, jeśli mamy na nie akurat ochotę oraz miejsca i warunki atmosferyczne na nie pozwalają albo do nich zachęcają. Są to np. spacery po świeżym powietrzu, opalanie się w parku czy podziwianie krajobrazu. Ta zależność ma szczególne znaczenie w związku z projektowaniem przestrzeni, ponieważ większość czynności rekreacyjnych, szczególnie przyjemnych na wolnym powietrzu należy do tej kategorii.

    Jeśli przestrzeń przydomowa jest marnej jakości, mają miejsce tylko zachowania konieczne?

    Zgadza się. Ludzie spieszą się do domów, na ulicach zachodzi jedynie minimum niezbędnej aktywności. Są jeszcze zachowania społeczne, które zależą od obecności innych ludzi w przestrzeniach publicznych, np. zabawy dzieci, powitania i rozmowy, ale i kontakty pasywne polegające na obserwowaniu innych ludzi. Działania te można nazwać „wynikowymi”, ponieważ niemal w każdym przypadku ewoluują z zachowań związanych z pozostałymi dwiema kategoriami. Powstają spontanicznie jako konsekwencja poruszania się ludzi w tych samych przestrzeniach. Związek ten jest ważny w odniesieniu do projektowania przestrzeni, mimo że bezpośrednio nie wpływa ona na jakość, treść i intensywność kontaktów społecznych. Urbaniści i architekci tak starają się zaprojektować miasta, żeby ludzie mieli jak najwięcej okazji do spotykania się i interakcji. Jest to o tyle wartością, że inni ludzie stymulują nas do działania, dostarczają pomysłów, informują o świecie, dostarczają nam różnych bodźców i doznań zmysłowych.

    Tak w modernistycznych miastach nie jest?

    Industrializacji towarzyszyło segregowanie i dzielenie różnych funkcji miasta. Ludzie mieli tendencję do tworzenia i zamieszkiwania pozbawionych życia betonowych dżungli. Również korzystanie z samochodów sprawiło, że wiele terenów stało się nudnych i monotonnych. Tymczasem „żywe miasta”, z obecnością innych ludzi, stymulują nas bardziej od samych budynków i martwych obiektów. Na szczęście teraz wiemy dużo więcej o jakości życia ludzi w miastach. Głęboko wierzę w tę zasadę i od ponad 50 lat staram się tłumaczyć innym, że to najlepsza droga w myśleniu o przestrzeni miejskiej. Dzięki temu udało się odbudować wiele miast zniszczonych po II wojnie światowej. Sam przez ostatnie półwiecze miałem udział w „poprawianiu” ponad 50 miast na świecie, m.in. Nowego Jorku, Londynu, Moskwy, Kopenhagi, Melbourne, Sydney i Perth. W XXI wieku już naprawdę wielu włodarzy stosuje się do zasad planowania miejsc dobrych do zamieszkania, zrównoważonych i oferujących zdrowy styl życia.

    Robi pan 10 tys. kroków dziennie, jak radzi pan innym?

    Staram się. Tak zalecają lekarze nam wszystkim, żebyśmy mieli lepsze i dłuższe życie. Ci, którzy chodzą 10 tys. kroków dziennie, żyją średnio o siedem lat więcej. Tzw. syndrom siedzenia to poważny problem w wielu krajach i powinniśmy zachęcać ludzi do bycia bardziej aktywnymi, do spacerowania i uprawiania sportów.

    Jakie cechy powinno więc mieć to idealne miasto?

    Jak dobra impreza – zostajesz tam dłużej niż planowałeś. Idealne miasto nie jest jedynie formą, ale interakcją pomiędzy tą formą a życiem, jakie w niej się odbywa. Odkąd liczba ludności w miastach wzrasta, planowanie ich „po ludzku”, jako miejsc bezpiecznych i otwartych dla wszystkich, staje się coraz popularniejsze i zyskuje wielu zwolenników. Można śmiało powiedzieć, że miast idealnych jest coraz więcej.

    Na Zachodzie rozróżnia się urban planning i urban design. W Polsce mamy jedynie jedną urbanistykę. Czy takie rozróżnienie miałoby jakiekolwiek znaczenie, żeby tworzyć lepsze miasta?

    Naprawdę nie jest ważne, jak coś się nazwie. Podstawowa sprawa to, żeby humanistyczne wartości zawsze były uwzględniane w procesie planowania.

    Najsłynniejsza książka prof. Gehla – „Cities for people”

    Gdyby mógł pan wyeliminować z miast trzy rzeczy, np. samochody, drogi dla samochodów, smog, reklamy, fabryki itd. – co by to było?

    To nie może być przedstawiane w takich czarno-białych barwach. W mojej książce „Miasta dla ludzi” („Cities for people”) zawarłem rozdział „Przybornik”, składający się z dwunastu kryteriów jakościowych. Moim zdaniem lepiej zabezpieczyć jakość niż skupiać się na potencjalnych problemach i zagrożeniach.

    Był pan w Polsce. Jak pan ocenia gospodarkę przestrzenną w Polsce? Czy jest tak nieuporządkowana, nieprzemyślana jak Polacy sądzą, czy nie jest jeszcze tak źle?

    Zabrzmi to smutno, ale kiedy przyglądam się różnym rankingom najlepszych do życia miast na świecie jeszcze nie ma tam żadnej polskiej miejscowości.

    2014 rok przez władze polskiego Lublina został okrzyknięty rokiem Gehla. Jest pan zadowolony z efektów, jakie wprowadzono wtedy w mieście?

    Byłem pod ogromnym wrażeniem wszystkich inicjatyw i programów podjętych przez lubelskie władze i mieszkańców. Skoncentrowanie się na poprawie jakości życia i włożenie w to wysiłku jest zawsze wspaniałym pomysłem, dlatego w pełni to popieram.

    Co dla pana oznacza efekt Gehla? Czuje się pan światowym guru w zakresie urbanistyki, osiągnął pan swój zawodowy cel?

    Po odpowiedź na to pytanie odsyłam do mojej biografii „People cities”. Osobiście jestem bardzo dumny, że moje książki do tej pory zostały przetłumaczone na 35 języków i to, co jest w nich zapisane sprawdza się w praktyce, daje ludziom lepsze możliwości życia. Tak wiele tłumaczeń pokazuje, jak duże jest zainteresowanie tą tematyką w miastach na całym świecie. A ja po prostu czuję się adwokatem projektowania miast przyjaznych ludziom.

    Rozmawiała Agnieszka Żądło

     

    Udostępnij w sieci ....
    Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on Google+Share on VKShare on Tumblr

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *