• Menu

    Stworzyliśmy w LOPI silnik na każde warunki

    Andrzej Anuszkiewicz

    Andrzej Anuszkiewicz

    Rozmowa z prezesem firmy LOPI, Andrzejem Anuszkiewiczem

    Dostali państwo wespół z Politechniką Świętokrzyską nagrodę za Polski Produkt Przyszłości. Proszę opowiedzieć o tym rozwiązaniu.

    – Nasz energooszczędny silnik jest nowym pomysłem, ale już teraz przeżywa swój rozkwit. Może być stosowany w strefach wybuchowych i w miejscach o dużej zawartości olejów, pyłów.

    Cechuje się niską awaryjnością, ale też nie sprawia kłopotów w eksploatacji, jest prosty w obsłudze i niezawodny. Sama jego budowa, poprzez zastosowanie magnesów neodymowych, umożliwia funkcjonowanie w trudnych, ryzykowanych warunkach. Sprawdzaliśmy go i wszystko wskazuje na to, że idealnie się do nich nadaje, co było dla nas bardzo istotne.

    Dużym plusem jest kształt blach i umiejscowienia magnesów, dzięki czemu wyróżnia się wśród innych tego typu urządzeń sprawnością i osiągami. Na pewno został dostrzeżony dzięki swoim świetnym parametrom technicznym, przede wszystkim bardzo niskiemu zużyciu prądu. Posiada bardzo dobre warunki mechaniczne. To są jego główne plusy. Dużym zainteresowaniem cieszy się instalowanie tego silnika w wentylatorach.

    To zupełne novum na rynku czy zmodyfikowana wersja tego, co już było?

    – Na pewno ogromną innowacyjnością w tym projekcie jest rozwiązanie opatentowane i wprowadzane przez współpracującego z nami prof. Gorycę, związane ze sterowaniem tym silnikiem. Dzięki naszej współpracy z Politechniką Świętokrzyską powstawały kolejne modele tego sprzętu, przydatne w różnych warunkach. Obecnie jesteśmy na etapie przechodzenia od etapu koncepcji i staramy się wdrożyć to do produkcji.

    Biznes w Polsce podobno się boi naukowców, te dwa środowiska odnoszą się do siebie podejrzliwie, a to błąd. Naukowcy powinni za nasze podatki pracować nad tworzeniem coraz to lepszych rozwiązań, wykorzystywanych przez prywatne firmy. Pan też tak to widzi?

    – Problem współpracy pomiędzy tymi środowiskami narasta już od dłuższego czasu.  Myślę, że to wynika z degradacji społeczeństwa średniej i niższej klasy, z obniżenia statutu elity naukowej. Poprzez wpływ różnych kultur społeczeństwo stało się bardzo roszczeniowe. Z tego powodu mamy kłopot z pracownikami, którzy nie chcą się angażować, trudno ich zmobilizować. Taki sam problem napotykamy w pracy z naukowcami.

    Mam na myśli tych, którzy potrafiliby coś fajnego zrobić, a są nastawieni na komercję, sprzedają rozwiązania gdzieś dalej, do zachodnich korporacji, bo nasze firmy nie są w stanie wyłożyć tak wielkich środków czy uruchomić tak dużych linii produkcyjnych, odpowiednich do ich idei. Nie wiedzą też chyba, że dla rozwoju postawienie tylko na granty jest strzałem we własne kolano. Wielu naukowców patrzy niestety na rzeczywistość przez pryzmat pieniądza, nieliczni są pasjonatami.

    Ta część, bardzo fajna i ambitna, chce tworzyć nowe przyszłościowe rozwiązania, odkładając sprawy materialne na drugi tor. Proszę mnie jednak dobrze zrozumieć, że nie mam nic przeciwko, jeśli ktoś chce zarobić. Ważne, żeby to nie było na pierwszym miejscu. A w przypadku współpracy z pracownikami Politechniki Świętokrzyskiej wiemy, że tak jest. Mają podobnie patriotyczne podejście co my.

    W jakim stopniu jest to produkt polski?

    – W 100 procentach. Nie ma elementów, które zostały wykonane gdzieś na zewnątrz. Pojedyncze komponenty takie jak blachy czy magnesy pochodzą z Dalekiego Wschodu, ale całość produkcji – mechanika, elektronika i montaż – jest robiona u nas. Mimo że pewnie tam uzyskalibyśmy lepsze warunki, niższą cenę, to zależy nam na odbudowaniu i wzmacnianiu naszego polskiego przemysłu mechanicznego i elektronicznego. Chcemy, aby to tu nasz produkt powstawał. Czy uda nam się sprzedawać go na rynki zewnętrzne? Tego jeszcze nie umiem powiedzieć. Owszem, są duże szanse. Daliśmy do jednej niemieckiej firmy na próbę nasz prototypowy silnik, w efekcie kolejne przedsiębiorstwo chciałoby produkt z naszą elektroniką przetestować. Nie wiemy, czy tegoroczne rozmowy zakończą się podpisywaniem kontraktów. Trudno jest tu wróżyć, czas pokaże.

     

     

    Poruszył pan bardzo ważny temat. Wiele firm wraca ze swoją produkcją do Polski, często z Chin lub innych krajów z tzw. tanią siłą roboczą. Jednocześnie na Zachodzie nasze produkty coraz lepiej się kojarzą, ich jakość systematycznie się poprawia. To również państwa kierunek? Jak dążyć do tego, żeby całość produkcji odbywała się w Polsce?

    – Jak najbardziej. Dużo dało mi do myślenia, kiedy na niedawnych targach jeden ze zwiedzających ucieszył się, gdy zobaczył w 100 procentach polski silnik. Jak przyznał, zakup u polskiej firmy produkującej polskie produkty traktowałby preferencyjnie ze względu na szybkość reakcji i elastyczność w podejściu. Pierwszy z prototypów, jeszcze nie na użytek komercyjny, został awizowany przez Politechnikę Łódzką w maszynie do powlekania.

    Zachwycił ich po dostosowaniu pewnych parametrów i wdrożyli go na bazie naszego silnika. Dla klientów bardzo ważnym elementem jest możliwość przeróbki na użytek ich wyrobu, adaptacji do własnych potrzeb, aby mógł sprostać ich oczekiwaniom. Bez odpowiedniego zaplecza technicznego, takiego jak nasze, nie mieliby takiej możliwości. Nasza firma daje taką możliwość również z innego powodu. Jesteśmy średnim polskim zakładem produkcyjnym, nie nastawiamy się na masówkę. Bardzo dbamy o jakość.

    Pragnę zauważyć, że już nasz poprzedni produkt, regulator mocy biernej, miał bardzo dobre wejście na rynek, w 100 procentach produkowany w Polsce od fazy pomysłu do produkcji i montażu, dzięki czemu umocniła się nasza pozycja na rodzimym rynku. Chciałbym dalej rozwijać naszą firmę w tym kierunku.

    Silniki istnieją od 200 lat. Na ile technologia w tej branży jest dynamiczna? Rozmawiałem ostatnio z właścicielem cegielni i powiedział, że cegła przez 2500 lat nie zmieniła się tak bardzo jak w ciągu ostatnich 15 lat. Czy na pańskim „poletku” też jest tak dynamicznie?

    – W branży silników jako firma raczkujemy, to są nasze początki. Dopiero niedawno powstał u nas nowy dział skupiający się na pracy silników. W sterowaniu i elektronice staramy się nadążać za współczesnymi wymaganiami i sami je też kreujemy. Obecnie najnowsza, również nasza, technologia skupia się na stratności energii i proekologicznych rozwiązaniach.

    Czy do każdej branży może trafić ten produkt, w każdej znalazłby swoje zastosowanie?

    – Produkt przyda się w każdej branży, która chce automatyzować procesy produkcyjne. Czy to będą napędy taśmociągów, czy zestawy robotów dwu- czy trzyosiowych. Nie różni się znacznie od silnika serwonapędu, który jest używany do rozbudowanych aplikacji, robotów wieloosiowych. Podsumowując, silnik można zastosować prawie wszędzie.

    Każdy klient może zamówić indywidualnie dostosowany pod siebie prototyp?

    – Nie sądzę, że może to być prywatna osoba, bo to się wiąże z kosztami, a gdy się robi jedną czy dwie sztuki, przestaje to być opłacalne dla niego i dla nas. W momencie, gdy te nakłady są w setkach czy tysiącach sztuk, cena jednostkowa bardzo nie wzrasta. Mimo wszystko, podtrzymuję to, co mówiłem –  nie nastawiamy się na gigantyczną produkcję. Kilku-, kilkunastotysięczne partie jesteśmy w stanie wyprodukować. Trudno mi obecnie przewidzieć, jak nasza działalność w tym zakresie rozwinie się w przyszłości. Może któryś z naszych przyszłych produktów podbije zagraniczne rynki na tyle, że będziemy produkowali na większą skalę? Na razie nie jesteśmy na to gotowi.

    A co z wykształconą kadrą? U państwa to widać?

    – Jednak bardziej dostrzegaliśmy brak kadry ze średnim wykształceniem technicznym i to odczuwamy od co najmniej roku. Jest to związane z likwidacją średnich szkół technicznych. Stanowi to dla utrzymania produkcji w zakładzie ogromny problem, szczególnie w firmie tak specjalistycznej jak nasza. Do tej pory nie sprawiało trudności znalezienie pracowników z wyższym wykształceniem, chociaż na rynku dostrzega się coraz bardziej obniżający się poziom absolwentów uczelni.

    Wizje produkcyjne dla LOPI powstają w głowie prezesa, pracowników czy naukowców z firmą współpracujących? Kto tworzy u was myśl technologiczną? Wiem, że pan dużo wkłada swoim umysłem i swoją wiedzą w rozwój działalności zakładu.

    – Ja raczej opracowuję pewne strategie działania, ale dużo zależy od samych pracowników, którzy są naszym skarbem. Nawet jeśli mam jakiś pomysł, to choćby ze względu na ilość obowiązków, nie jestem w stanie od strony praktycznej nim się zająć, więc to pracownicy dalej działają. Mam sporo rozwiązań w głowie, na co któryś warto postawić, nie zrażam się brakiem trafności, tylko cieszę się z tego, co się udaje. Utrzymuję również kontakty ze światem nauki, oni są w stanie poradzić nam w wielu sprawach, np. jakimi technologiami czy sposobami jesteśmy w stanie dany problem rozwiązać. Konkurencja na rynku jest mała, więc trzeba się starać, aby być krok do przodu, czymś się wyróżnić, nie spoczywać na laurach, tylko ciągle wymyślać nowe produkty.

    Zastanawia się pan nad wejściem w branżę automotive?

    – Na razie to dla nas odległa sprawa, bo to wiąże się z wielkością ogniw, akumulatorów, dystansami, osiągami. Rynek automotive jest dla nas interesujący, trochę już tam jesteśmy. Budujemy jakieś maszyny dla tego obszaru, ale co do silników samochodowych, to nie na tym etapie działalności firmy.

    Co więc w planach stratega firmy LOPI w 2017 roku?

    – Na ten rok szykujemy dwa nowe wejścia z nowymi produktami. Nie wiem, jak się z nimi uporamy. Jeden jest już w bardzo zaawansowanej fazie. W połowie roku będziemy już się nim chwalić. Na razie mocno nad tym pracujemy. Myślę, że w drugiej połowie wakacji będziemy chcieli jeszcze jeden dział w tej firmie uruchomić. Mam nadzieję, że wszystko się uda tak, jak sobie zaplanowałem.

    Rozmawiał Mariusz Gryżewski

     

    Udostępnij w sieci ....
    Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on Google+Share on VKShare on Tumblr

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *