• ventana_r

  • Menu

    Huśtawka nastrojów w globalnej gospodarce

    Globalna gospodarka wydostaje się powoli z dołka,
    w który wpadła po załamaniu z lat 2007
    2008. Trudno jednak przesądzać, że najgorsze ma już za sobą. Wszelkie optymistyczne sygnały przyjmowane są
    z zadowoleniem, ale niepokój nie znika

    Nas najbardziej interesuje sytuacja u naszych zachodnich sąsiadów, do których eksportujemy najwięcej. Indeks PMI w strefie euro osiągnął w lutym br. wskaźnik najwyższy od sześciu lat. Obrazuje on tendencje w gospodarce, jakie dostrzegają ludzie nią zarządzający. Ich zdaniem, będzie dobrze, przynajmniej w najbliższym czasie. Potwierdza to także wskaźnik bezrobocia. Liczba nowych miejsc pracy wzrosła w tempie, jakiego nie notowano od dziesięciu lat. Wyższe są także zamówienia na produkty przemysłowe. Nic więc dziwnego, że rośnie także aktywność przedsiębiorców. W szybszym niż wcześniej tempie przybywa nowych firm.

    – Gospodarka w strefie euro wrzuciła wyższy bieg – stwierdził Chris Williamson, główny ekonomista w IHS Markit. – Wzrost PMI do poziomu najwyższego od kwietnia 2011 r. oznacza wzrost PKB o 0,6 proc. w pierwszym kwartale, jeżeli tempo ekspansji utrzyma się również w marcu.

    Najbardziej zaskakujące są wyniki rozwoju gospodarczego, odnotowane we Francji. Po raz pierwszy od roku 2012 ma ona tempo wzrostu wyższe niż Niemcy. Ożywienie gospodarcze w Unii Europejskiej zatacza więc coraz szersze kręgi. Niemcy jednak także nie zwalniają. Ostatnie dane gospodarcze tego kraju są lepsze od prognoz. PMI w sektorze przemysłu wyniósł w lutym 57 pkt. A wszystko, co w tym wskaźniku jest powyżej 50 pkt oznacza ożywienie w gospodarce.

    Kłopoty pozostały

    Nie wszystko jednak w Unii Europejskiej skłania do optymizmu. Ciągle w wielu krajach dokuczliwym problemem są nadmierne zadłużenie i wysokie bezrobocie. Zdaniem Komisji Europejskiej aż 12 państw UE cierpi na nierównowagę ekonomiczną. Polska się do nich nie zalicza, bo wycofano wobec nas procedurę nadmiernego deficytu. Nie ma jednak pewności, czy nie będzie uruchomiona ponownie. Nawet kraj mogący się pochwalić sukcesem, czyli Niemcy, też spotkał się z krytycznymi uwagami. Komisję Europejską niepokoi ogromna nadwyżka, jaką nasi zachodni sąsiedzi mają w handlu zagranicznym. Ponadto rząd Angeli Merkel ma zaksięgowaną nadwyżkę budżetową. Dlatego przy sprzedaży obligacji czy bonów skarbowych nie obiecuje nabywcom żadnych zysków. Odwrotnie – kto chce udzielić pożyczki państwu niemieckiemu, musi godzić się z tym, że w ciągu roku straci 0,5 proc. jej wartości. Mimo to chętnych na niemieckie papiery nie brakuje. Inwestorzy wolą stracić niewielką część kapitału, byle mieć pewność, że ich pieniądze są w bezpiecznej przystani.

    Doskonała sytuacja fiskalna Niemiec nie cieszy jednak wszystkich partnerów w Unii Europejskiej. Polska może na tym zyskać, bo nasz eksport do zachodniego sąsiada jest poważnym źródłem dochodów. W skali całej Unii dominacja Niemiec może się jednak stać źródłem głębszej nierównowagi. Kraje południa Wspólnoty, odbiorcy niemieckiego eksportu, będą mieć coraz większe problemy z poprawą sytuacji finansowej.

    Widać delikatne zmiany na lepsze w tym zakresie w krajach basenu Morza Śródziemnego, ale ciągle utrzymują się tam wysokie bezrobocie (wyższe niż przed wybuchem kryzysu), deficyty na rachunkach obrotów bieżących i zagrożenie problemem złych kredytów, który może zachwiać sektorem bankowym.

    Co wymyśli Donald Trump?

    Na razie notowania na Wall Street rosną. Inwestorzy spodziewają się, że nowa administracja uruchomi, zgodnie z zapowiedziami, program wielkich inwestycji. Janet Yellen, szefowa Rezerwy Federalnej, wysłała też delikatny sygnał, że możliwe jest podniesienie stóp procentowych. To oznacza, że dolar może się umocnić.

    Na początku roku pojawiły się w USA także sygnały zapowiadające wzrost inflacji. Rośnie przy tym sprzedaż detaliczna. Nie widać jednak ożywienia w produkcji i budownictwie. Wszystko to świadczy o huśtawce nastrojów. Do przedsiębiorców i zwykłych obywateli dociera obawa, że nowy prezydent Donald Trump w każdej chwili może wymyślić coś, co zmieni reguły gry i każe zrewidować wszystkie plany. Janet Yellen też wyraziła oficjalnie niepewność co do zmian w polityce administracji Białego Domu i ich wpływu na perspektywy gospodarcze USA.

    Prezydent Donald Trump zapowiada, że podatki zostaną uproszczone, a ich stawki obniżone. Gospodarka ma być także uwolniona z ograniczeń. Brzmi to obiecująco. Nie wiadomo jednak, czy budżet to wytrzyma. Obawy budzi także zapowiadane odizolowanie Stanów Zjednoczonych od świata i wojna handlowa z Chinami. Trump zapowiedział wycofanie się z Partnerstwa Transpacyficznego, dotyczącego współpracy USA z Dalekim Wschodem. Zawieszone zostały też prace nad umową o wolnym handlu między Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską. Mimo to, Komisja Europejska przewiduje, że gospodarka USA może przyspieszyć. Nie wiadomo jednak na jak długo.

    Silny dolar nie jest jednak po myśli Białego Domu, choć administracja stara się zbudować wrażenie, że nie zmierza do osłabienia waluty. Chodzi o to, że im słabszy dolar, tym większe szanse na zwiększenie eksportu. Nowy sekretarz skarbu USA starał się wybrnąć z tej łamigłówki, mówiąc, że umocnienie dolara ma swoje zalety, ale tylko w bliskiej perspektywie. I bądź tu mądry.

    Potęga się chwieje

    Głównymi rozgrywającymi na globalnym rynku są nie tylko Stany Zjednoczone, ale także Chiny. Szybkie tempo wzrostu gospodarczego w tym kraju było przez wiele lat motorem napędowym światowej gospodarki. Wyzwoliło zapotrzebowanie na surowce i rosnące obroty w handlu zagranicznym. Państwo Środka ma jednak zadyszkę. Po pierwsze, musi podnieść płace, bo dalsza nadmierna eksploatacja siły roboczej wywoła bunty społeczne. Po zwiększeniu funduszu płac eksport chiński stanie się mniej konkurencyjny. Ponadto Chinom grozi pęknięcie bańki na rynku nieruchomości, który został nadmiernie pobudzony, często z korupcją w tle. Szacuje się, że problemy z tym związane są podobne do tych, które wywołały najpierw kryzys w Stanach Zjednoczonych, a później na całym świecie. Harry Dent, jeden z najbardziej poważanych w USA analityków giełdowych i doradców inwestycyjnych, powiedział: – Gdy pęknie chińska bańka spekulacyjna, amerykański kryzys będzie przy tym wyglądał mniej więcej jak sobotni, popołudniowy piknik w parku. Powstanie lawina bankructw, która zmiecie sporo firm i będzie miała wpływ na sytuację na całym świecie.

    Chiny czeka więc wprowadzenie poważnych reform. Najpierw trzeba opanować korupcję i pohamowanie fantazji inwestycyjnych. Później przestawienie gospodarki z eksploatacji siły roboczej na zwiększenie dochodów ludności i prywatnej konsumpcji. Ponadto przyjdzie się zmierzyć z nieznanymi jeszcze w pełni zamiarami prezydenta USA Donalda Trumpa. Chińczycy mają w ręku poważny atut w postaci obligacji amerykańskich, które wykupowali masowo. Zadłużone po uszy Stany Zjednoczone muszą się z tym liczyć.

    Prezydent Chin Xi Jinping na Forum Ekonomicznym w Davos zaskoczył wszystkich, wypowiadając się jako gorący zwolennik wolności gospodarczej w skali globalnej. Dodał, że nikt nie wyjdzie zwycięsko z wojny handlowej. Jeżeli pójdą za tym zmiany w polityce gospodarczej Chin, polegające m.in. na uwolnieniu kursu waluty, to może być ciekawie, ale także niebezpiecznie. I z tym musimy się liczyć.

    Czesław Rychlewski

    Udostępnij w sieci ....
    Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on Google+Share on VKShare on Tumblr

    Jedna odpowiedź do “Huśtawka nastrojów w globalnej gospodarce”

    1. Kamil napisał(a):

      Ja byłbym ostrożny z tym wychodzeniem z kryzysu. Sytuacja polityczna jest coraz gorętsza i to od niej zależy stabilizacja gospodarki globalnej.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *