• Menu

    Dr hab. n. med. Romuald Cichoń: lekarze schodzą z piedestału bogów

    Dr hab. n. med. Romuald Cichoń, prezes, dyrektor naczelny Medinet Sp. z o.o.

    Szpital przyszłości musi być bezpiecznym miejscem, które przywraca zdrowie w możliwie szybki i bezbolesny sposób. Trzeba przyznać, że mimo siermiężnej sytuacji w służbie zdrowia nasze szpitale wyglądają coraz ładniej, a lekarze schodzą z piedestału bogów w kitlach i zaczynają rozmawiać z pacjentami, traktując ich po partnersku – mówi dr hab. n. med. Romuald Cichoń, prezes, dyrektor naczelny Medinet Sp. z o.o.

    W publicznej debacie medycyna to poza kolejkami głównie wyniki, przełomowe metody leczenia, inwestycje. Bezpieczeństwo pozostaje w cieniu. Jak należy je rozumieć w odniesieniu do działalności szpitala i co zadecydowało o wysokiej pozycji spółki w rankingu „Bezpieczny Szpital Przyszłości”?

    W kardiochirurgii bardzo łatwo jest utrzymać bezpieczeństwo. Jesteśmy na tym punkcie niezwykle wyczuleni, bo nasza praca jest ciągłą rozgrywką między życiem i śmiercią. Pomyślny przebieg operacji w dużej mierze sprowadza się do tego, że myślimy o bezpieczeństwie pacjenta już na etapie omówienia wskazań do zabiegu. Za każdym razem musimy wyważyć, czy cierpienie, które zadamy pacjentowi, zbilansuje się pozytywnie. W naszym zawodzie niezwykle ważne jest też wyłapywanie zawczasu pułapek, czyli sytuacji, które mogą skomplikować planowany zabieg, a sam przebieg zabiegu musi być zgodny z przyjętymi standardami. W kardiochirurgii nie ma miejsca na szaleństwa. Staramy się bazować na doświadczeniach i budować wiedzę krok po kroku. Jeśli decydujemy się na nowatorskie posunięcie, to tylko mając pewność, że to, na czym opieramy innowacyjne rozwiązanie, działa i jest bezpieczne dla pacjenta. Właśnie przez tę wąską grań między życiem a śmiercią kardiochirurgia ma predyspozycje, by być szczególnie wyczuloną na kwestie bezpieczeństwa.

    Równie cienka wydaje się w kardiochirurgii linia między dążeniem do wiedzy a szarżą. Czy pogoń za postępem i przekraczanie granic nie niesie ryzyka dla pacjenta?

    W ciągu ostatnich 30 lat kardiochirurgia przeszła nieprawdopodobną metamorfozę. U progu kariery miałem okazję wysłuchać wystąpienia jednego z prezydentów dużej organizacji kardiochirurgcznej w Stanach, który zadeklarował, że kończymy z okresem pionierstwa i przechodzimy do statystyki. Jako adept sztuki byłem przerażony, bo chciałem dokonać przewrotu i postawić świat kardiochirurgii na głowie. Bardzo się cieszę, że te słowa nie były prorocze. Postęp w medycynie jest codziennością, ale musi być dokonywany małymi kroczkami – racjonalnie i w sposób kontrolowany. Byłoby niemoralne porywać się na nowe metody, które niosłyby ryzyko dla życia pacjenta. To już zrozumiało całe środowisko. Ponadto mamy w Polsce szczęście, że już 25 lat temu kardiochirurdzy wymyślili Krajowy Rejestr Operacji Kardiochirurgicznych – system do użytku wewnętrznego, umożliwiający porównawczą ocenę występujących powikłań i postępów, jakie pojawiają się w poszczególnych klinikach. Dzięki niemu polska kardiochirurgia nie ma się dziś czego wstydzić. Śmiało możemy mówić o leczeniu na światowym poziomie. Nie ma różnicy między operacjami wykonywanymi w Warszawie, we Wrocławiu, w Berlinie i Nowym Jorku.

    Czy to oznacza, że kardiochirurgia w Polsce ma światowych nowinek? A może na krajowym gruncie pracujemy nad autorskimi innowacjami, które mogą okazać się przełomem na miarę słynnego przeszczepu serca?

    Polska nie należy do najbogatszych krajów świata, a kardiochirurgia jest taką dziedziną, która pochlania każde pieniądze. Czasami jednak różne gremia nie są tak dobrze zorientowane w dokonaniach i możliwościach medycyny, żeby docenić nowatorskie rozwiązania. Do tej pory Agencja Oceny Technologii Medycznej stawia opór w sprawie zastosowania mechanicznego wspomagania krążenia i innych metod przyjętych w wielu rozwiniętych krajach albo wprowadzenia robota chirurgicznego. Tego typu innowacje skokowo poprawiają nie tylko bezpieczeństwo pacjenta i przedłużają jego życie, lecz także znacząco skracają czas powrotu do środowiska socjalnego oraz do pracy. Z tego względu tego rodzaju postępowanie jest dla mnie niezrozumiałe. Zdaję sobie sprawę, że wdrażanie nowych metod wiąże się z dużymi kosztami, ale jednocześnie mam świadomość, że jeśli zaczniemy w Polsce liczyć całościowe koszty pobytu pacjenta w szpitalu oraz koszty następowe nieskutecznego bądź okrojonego leczenia, to nagle okazuje się, że tak rozumiane oszczędzanie jest iluzoryczne. Dlatego warto częściej zasięgać opinii fachowców, żebyśmy nie przegapili możliwości, które oferuje nam współczesny świat w dziedzinie medycyny.

    Widzi pan w polskich realiach szansę na zastosowanie tych innowacyjnych metod i narzędzi w codziennej praktyce?

    Nawet jeśli zastosowanie nowych technologii w medycynie jest lekceważone lub odkładane w czasie przez decydentów, często jest wymuszane przez pacjentów. Należę do wąskiego grona chirurgów, którzy wykonali najwięcej operacji wieńcowych z wykorzystaniem robota, i często spotykam się z tym, że pacjenci dopytują mnie, czy oni też mogą być operowani tą metodą. Widzą bowiem u innych, że zamiast długiego rozcięcia klatki piersiowej mogą mieć trzy centymetrowe nacięcia i znacznie szybciej niż w przypadku tradycyjnej operacji mogą opuścić szpital i wrócić do zdrowia. Obecnie w praktyce są oczywiście nowoczesne technologie, ale bardzo drogie, które niewiele zmieniają w samym leczeniu. Istnieje wiele aspektów wdrażania nowinek do praktyki medycznej, niemniej jednak trzeba uważnie śledzić zachodzące zmiany i permanentnie kształcić lekarzy, którzy powinni dysponować całą paletą możliwości w danej dziedzinie. Każdą kwotę można albo roztrwonić na długotrwałe leczenie potencjalnie zagrożone powikłaniami, albo mądrze wydać na mniej inwazyjne rozwiązania, które skrócą czas powrotu do zdrowia.

    Co wyróżnia Medinet na tle innych ośrodków kardiochirurgii?

    Od początku staraliśmy się uruchomić oddział rehabilitacji kardiologicznej i szczęśliwie udało się go otworzyć jednocześnie z chirurgią, choć to namiastka szczęścia, bo powinien on być trzy razy większy, aby zaspokoić potrzeby wszystkich pacjentów. Jednym z naczelnych celów naszej działalności jest konsekwentne ograniczanie urazu śródoperacyjnego, stąd nasze zainteresowania skupiają się na chirurgii małoinwazyjnej, co pozwala na szybszą rehabilitację pacjentów. Jako pierwsi na świecie wykonaliśmy serię zabiegów leczenia choroby wieńcowej z wykorzystaniem metody endoskopowej, dzięki czemu mostek jest rozcinany tylko w połowie, a cała operacja odbywa się bez krążenia pozaustrojowego. W tej kombinacji jesteśmy pionierami w skali światowej, tymczasem u nas na oddziale zabieg ten ma już charakter rutynowy. Takie osiągnięcia służą nie tylko pacjentom, lecz także wyzwalają w całym zespole duże pokłady ambicji.

    Medinet

    Medinet

    Zasłynął pan jako najmłodszy w Europie chirurg, który dokonał transplantacji serca. Czy dziś widzi pan w swoim otoczeniu równie zdolnych młodych lekarzy gotowych podjąć podobne wyzwania i dokonać przełomu?

    Nie było w tym mojej zasługi, byłem tylko jednym z asystentów prof. Religi i miałem szczęście znaleźć się we właściwym miejscu i czasie. Jeśli chodzi o potencjał polskiej kardiochirurgii, to jestem pełen wiary i optymizmu. Mimo że wiele osób narzeka na marazm i komercyjne nastawienie do życia młodego pokolenia, ja mam zupełnie inne obserwacje. W Medinecie działa studenckie koło naukowe, które nie daje członkom żadnych przywilejów, a liczy ponad sto osób. To młodzi ludzie chętni do pracy, którzy aż się palą, żeby dowiedzieć się jak najwięcej. Nasi studenci pracują z nami na sali operacyjnej i na oddziale pooperacyjnym, uczą się obcowania z pacjentem, a także krytycznego czytania literatury medycznej. Staram się, aby ich praca nie była odkładana na półkę tylko przekładała się na naszą codzienną praktykę. Ubolewam, że nie jesteśmy w stanie zatrudnić u siebie wszystkich członków koła, ale mam satysfakcję, że w wielu z nich rozbudziliśmy chęć rozwoju i otworzyliśmy im furtkę do oddziałów kardiochirurgicznych na światowym poziomie, zarówno w Polsce, jak i za granicą.

    Zatem serca Polaków są w dobrych rękach?

    Jestem o tym przekonany. Życzyłbym sobie, żeby mieli jak najlepsze warunki do pracy i rozwoju, a pacjenci – jak najlepszą opiekę. Szpital przyszłości musi być bezpiecznym miejscem, które przywraca zdrowie w możliwie szybki i bezbolesny sposób. Trzeba przyznać, że mimo siermiężnej sytuacji w służbie zdrowia nasze szpitale wyglądają coraz ładniej, a lekarze schodzą z piedestałów bogów w kitlach i zaczynają rozmawiać z pacjentami, traktując ich po partnersku.

    Czy z takim doświadczeniem i wiedzą ma pan obawy, podchodząc do stołu operacyjnego? A może raczej poczucie władzy nad ludzkim życiem?

    Wydaje mi się, że Pan Bóg uważnie patrzy na wszystko i kiedy wydaje mi się, że wszystko wiem i umiem, wtedy natychmiast przychodzi upomnienie z góry. Dlatego dziś przystępuję do każdego zabiegu nie tyle ze strachem, ile z respektem, bo pomimo mojego przygotowania i stażu zawsze może się zdarzyć coś nieprzewidzianego. Jeden z moich amerykańskich nauczycieli mawiał, że chirurga ocenia się nie po tym, jak szybko operuje, ale po tym, jak sprawnie potrafi wyjść z komplikacji. I chyba wiele w tym prawdy.

    Rozmawiała Magdalena Szczygielska

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *