• Menu

    Dobrze, ale niepewnie w polskiej gospodarce

    Od początku transformacji sytuacja w finansach publicznych nie była tak dobra jak obecnie. W pierwszym półroczu br. w budżecie państwa powstała nawet niewielka nadwyżka. Źródeł tej pomyślności należy szukać w kilku miejscach

    Po pierwsze, Narodowy Bank Polski zrobił rządowi prezent, przekazując ze swoich zysków do kasy państwa prawie 9 mld zł. Suma ta nie była zaksięgowana w projekcie budżetu, więc wyraźnie poprawiła rachunki. Po drugie, znacznie wzrosły wpływy z podatków. Tłumaczy się to wysokim tempem wzrostu (wg szacunków średnio 4 proc. w tym roku), malejącym bezrobociem i rosnącą konsumpcją, na co wpływ miał m.in. program „Rodzina 500+”. Zapewne też doszło wreszcie do uszczelnienia poboru podatków, zwłaszcza VAT, i mniej ich przepada w kieszeniach oszustów.

    Ciągle trzeba liczyć

    Ostateczny bilans sytuacji finansowej państwa zobaczymy oczywiście po grudniu br. Wicepremier Mateusz Morawiecki przewiduje, że deficytu nie da się uniknąć. I słusznie. Rząd czekają jeszcze wydatki na dodatkowe emerytury związane z przywróceniem poprzedniego wieku emerytalnego od 1 października br. Ponadto może wreszcie ruszą w szybszym tempie inwestycje publiczne, co będzie sporo kosztowało mimo dotacji unijnych. Nie wiadomo też, ile ostatecznie trzeba będzie wydać na reformę oświaty, bo wszystkiego nie uda się zrzucić na samorządy. Trzeba też uruchomić spore środki na usuwanie skutków nawałnic, które przetoczyły się przez kraj. Czy wystarczą na to pieniądze z rezerwy budżetowej?

    Rząd pracuje już nad założeniami do budżetu przyszłorocznego. – Będziemy starali się utrzymać nasz budżet w ryzach, by było tak dobrze jak w tym roku i by deficyt w 2018 roku nie przekroczył 3 proc. produktu krajowego brutto – zapowiedział wicepremier Mateusz Morawiecki. Dodał, że perspektywy rozwoju są bardzo dobre.

    Ciągle jednym z motorów gospodarki ma być eksport, chociaż w tym roku pracuje on wolniej niż w poprzednim. Rząd szacuje, że sprzedaż zagraniczna będzie większa o 8–9 proc. A inwestycje wreszcie nabiorą tempa. Optymistyczne są także perspektywy polskiej innowacyjności. Zdaniem wicepremiera Morawieckiego, przyniesie ona większe zyski, a co za tym idzie, firmy będą mogły płacić więcej swoim pracownikom. Pieniądze na pobudzanie innowacyjności nie są dotychczas wykorzystywane w całości.

    Rząd umie liczyć i wie, że prędzej czy później sytuacja może się odmienić. Chce się przygotować na rok 2018, który będzie trudniejszy od bieżącego. Podejmuje więc próby sięgnięcia do kieszeni podatników. Są one jednak nieudane. Najpierw podatek od sprzedaży detalicznej został przeniesiony na rok 2019, bo Komisja Europejska uznała, że jest on niezgodny z prawem. Później powstał pomysł wprowadzenia dodatkowej opłaty paliwowej, z którego się w końcu wycofano. Ustawa dotycząca gospodarowania wodą też weszła w życie w wersji złagodzonej. Premier Beata Szydło zapewniła, że nie uderzy ona przez 2 lata w indywidualnych odbiorców. Ale nie dodała, że dużo większe koszty zużycia wody przez przemysł i rolnictwo muszą się przełożyć na wzrost cen produktów i usług. Trwają też prace nad nowym sposobem pobierania abonamentu radiowo-telewizyjnego, bo media publiczne są w stanie zapaści finansowej. Prawdopodobnie będziemy go płacić przy rozliczaniu się z PIT-u, a rolnicy z rachunku w KRUS. I nikt już się od niego nie wymiga.

    Euro na złote

    Od początku nowej kadencji Sejmu najwięcej obaw i wątpliwości budzi niski poziom inwestycji i to zarówno w biznesie prywatnym, jak i samorządowym czy państwowym. Towarzyszą temu obawy, że nie zdołamy wykorzystać wszystkich środków unijnych przeznaczonych na programy operacyjne oraz spójności.

    Okazuje się, że sytuacja w tym względzie powoli się poprawia. Wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński poinformował w sierpniu br., że dotąd podpisano ponad 20 tys. wniosków w ramach programów operacyjnych na łączną kwotę 117 mld zł, jakie mają popłynąć z kasy Unii Europejskiej. Stanowi to 38,3 proc. środków przyznanych Polsce w tej perspektywie finansowej (do roku 2020).

    Nie są to wyniki imponujące, ale dobrze, że w końcu coś się w tej dziedzinie ruszyło. Większość inwestycji jest na razie na papierze. Realizacja każdej z nich zajmuje średnio 2,5 roku. Do tego trzeba dodać co najmniej kilka miesięcy na rozliczenie przedsięwzięcia z Komisją Europejską. Pieniądze będą więc spływać powoli jeszcze przez co najmniej 1 rok po wygaśnięciu tej kadencji Sejmu. A co z następnymi projektami i ich realizacją? Będą oczywiście rozliczane później, jeżeli w ogóle zostaną wykonane.

    Z analiz przeprowadzonych w Ministerstwie Rozwoju wynika, że fundusze europejskie są lepiej wykorzystywane w programach realizowanych przez resort niż przez samorządy wojewódzkie. Najbardziej zaawansowana jest realizacja programu Polska Cyfrowa.

    – Występująca duża różnica pomiędzy samorządami wojewódzkimi wskazuje, że problemem nie jest otoczenie prawne, lecz gorsza sprawność instytucji w niektórych regionach – podkreślił wiceminister Kwieciński.

    Jak się sprzedaje polska praca?

    Od kilku lat dosyć nieoczekiwanie osiągamy nadwyżkę w handlu zagranicznym. Okazało się, że wiele w tej dziedzinie zależy od sytuacji u naszego zachodniego sąsiada. Niemcy są mistrzami w opanowywaniu obcych rynków. W ich produktach bardzo często jest komponent polski. Ciągną więc naszą gospodarkę do przodu. Nasi przedsiębiorcy też robią wiele na własną rękę, by wejść na inne rynki zagraniczne. Skuteczni w oferowaniu efektów swojej pracy zagranicznym konsumentom okazali się także rolnicy. Do tego dołożył się w latach kryzysu (2008–2010) korzystny dla eksporterów kurs złotego (osłabienie naszej waluty). To wszystko razem sprawiło, że w rozliczeniu eksportu i importu mamy pokaźną nadwyżkę.

    Ostatnio jednak sytuacja w tej dziedzinie się pogarsza. Jak poinformował Główny Urząd Statystyczny, po pierwszym półroczu nadwyżka ta wynosiła nieco ponad 4 mld zł. Jest to trzy razy mniej niż w roku poprzednim. Ponadto import rośnie szybciej niż eksport. Być może jest to sytuacja przejściowa. Wynika prawdopodobnie z tego, że siła nabywcza polskich konsumentów rośnie, prawie wszystko dobrze się sprzedaje na naszym rynku, nie ma więc dostatecznych motywacji, żeby szukać nabywców poza granicami. Polacy chętniej też sięgają po produkty zagraniczne, stąd wzrost importu. Gdy zaistnieje taka potrzeba, polscy przedsiębiorcy zapewne znajdą możliwości dalszej ekspansji na obce rynki, bo dobrze są w tym boju zahartowani.

    Nasze produkty muszą być jednak bardziej nowoczesne i oparte w części na własnych oryginalnych rozwiązaniach. Wyczerpał się bowiem dotychczasowy czynnik rozwoju, czyli transfer technologii zza granicy.

    Kontynuowanie szybkiego wzrostu gospodarczego wymaga kumulowania krajowego kapitału i jego alokowania do nowoczesnych wysoko marżowych przedsięwzięć. Twierdzą tak autorzy raportu „Inwestycje w Polsce. Niewyczerpany potencjał”, jaki opracowali eksperci Deloitte we współpracy z Polsko-Niemiecką Izbą Przemysłowo-Handlową. Co ciekawe, autorzy dokumentu ocenili, że mamy najbardziej atrakcyjny i kompleksowy wśród krajów Europy Środkowej system zachęt w ramach programu Badania i Rozwój.

    Maciej Otrębski

    Udostępnij w sieci ....
    Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on Google+Share on VKShare on Tumblr

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *