• Menu

    A jednak gospodarka się kręci…

    W drugiej połowie ubiegłego roku polska gospodarka wyraźnie zwolniła. Przedsiębiorcy i analitycy obawiali się, że podobny trend utrzyma się w roku bieżącym. Na razie obawy te nie potwierdzają się

     W lutym br. koniunktura w przemyśle poprawiła się wyraźnie – podał Główny Urząd Statystyczny. Dobre tendencje w tym zakresie zauważyli dyrektorzy 16,4 proc. badanych przedsiębiorstw przemysłowych, a jej pogorszenie – 11,9 proc. Więcej niż optymizmu pojawiło się też w branży budowlanej.

    Również w najnowszych prognozach Komisji Europejskiej przyszłość gospodarcza Polski maluje się w jasnych barwach. Jej zdaniem produkt krajowy brutto w roku 2017 wzrośnie w naszym kraju o 3,2 proc., czyli nieco więcej niż prognozowała jeszcze w listopadzie ubiegłego roku. Komisarze oczekują przede wszystkim, że ruszą inwestycje i wykorzystanie w tym celu funduszy unijnych. Większa ma być także prywatna konsumpcja. Deficyt finansów publicznych utrzyma się natomiast w unijnej normie i nie przekroczy 3 proc. produktu krajowego brutto. Komisja Europejska zastrzega jednak, że wiele będzie zależało od rozwoju sytuacji politycznej w naszym kraju. Rosnące napięcia w tym zakresie mogą wpłynąć na gospodarkę niekorzystnie.

    Za horyzontem

    W bardziej odległej perspektywie pojawią się natomiast jeszcze bardziej optymistyczne tendencje. Z raportu firmy doradczej PwC „The long view: How will the global economic order change by 2050?” wynika, że w pierwszej połowie tego wieku Polska będzie w Unii Europejskiej krajem o najwyższej stopie wzrostu.

    Zadecydować mają o tym demografia, edukacja, postęp technologiczny i poziom inwestycji. Z demografią będzie największy kłopot, ale nie jest wykluczone, że sytuację poprawi program Rodzina 500+.

    – Jeden z najlepszych wśród wszystkich krajów potencjał rozwojowy Polski to bardzo dobra wiadomość – powiedział prezes PwC w Polsce Adam wielu czynnikach, które będą miały na to wpływ. Dlatego wyzwaniem dla decydentów i liderów biznesowych w Polsce jest stymulowanie wzrostu gospodarczego poprzez budowanie sprzyjającego przedsiębiorczości systemu, a także wzmacnianie przewagi konkurencyjnej, opartej na innowacyjności i nowych technologiach.

    Optymizm analityków podzielają polscy przedsiębiorcy. Prawie 80 proc. z nich oczekuje w najbliższych latach wzrostu przychodów swoich firm. Obawiają się jednak, że ich plany mogą pokrzyżować niepewność geopolityczna i nadmierne regulacje w gospodarce.

    Dochody i rozchody

    Największy niepokój budzi w tym roku stan finansów publicznych. Wydatki na pokrycie programu Rodzina 500+ sięgną 23 mld zł. Więcej też trzeba będzie dopłacić do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych ze względu na obniżenie wieku emerytalnego. W tym roku pochłonie to kilka mld zł, w przyszłym co najmniej 10. Nie wiadomo jeszcze, ile rząd zamierza wydać na uruchomienie programu Mieszkanie+. Na pewno jednak trzeba to liczyć w miliardach. Źródłem pokrycia tych zobowiązań mogą być tylko podatki. Po 1 stycznia nie można ich jednak podnosić w ciągu całego roku. Rząd liczy na lepszą ich ściągalność. Na razie zapowiada się to dobrze.

    Po pierwszym miesiącu br. Ministerstwo Finansów wykazało rekordową nadwyżkę w budżecie państwa – 6,7 mld zł. Dochody były wyższe o 20,3 proc. w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. Wzrost wpływów odnotowano we wszystkich rodzajach podatków, najwięcej w VAT – 25,3 proc. Ministerstwo Finansów podało też, że wykonanie wydatków budżetu państwa w roku 2017 wg szacunkowych danych wyniosło 30,2 mld zł, czyli 7,9 proc. planu rocznego.

    Produkują i sprzedają

    Lepsze niż spodziewali się analitycy są też dane dotyczące produkcji i sprzedaży. Przemysł wytworzył dóbr więcej o 9 proc. niż przed rokiem, natomiast sprzedaż była większa o 11,4 proc.

    Przez ostatnie 2 lata ceny wyrobów i usług oferowanych klientom w większości przypadków były nieco niższe niż rok wcześniej. Mieliśmy do czynienia z deflacją. Dla konsumentów spadek cen jest doraźnie korzystny, dla producentów jednak nie. Pouczającym przykładem jest Japonia. Długo utrzymująca się deflacja pogrążyła ten kraj w poważnej recesji. Wzrost cen, który odnotowano od początku tego roku w Polsce przyjęto więc w kręgach biznesowych z ulgą. Główny Urząd Statystyczny poinformował, że w styczniu br. ceny wzrosły o 1,7 proc. rok do roku. Takiego skoku inflacji nie było od 2013 roku.

    – Wzrost cen wynika przede wszystkim ze zwyżki cen ropy naftowej i żywności – stwierdził Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Przed rokiem baryłka (159 l) ropy kosztowała prawie o połowę mniej niż obecnie. Tak znaczny wzrost jej ceny zwiększył przede wszystkim koszty transportu. Żywność zdrożała natomiast ze względu na dokuczliwą zimę w wielu rejonach globu. Inflację w Polsce będzie też nakręcać wzrost dochodów ludności. Małe bezrobocie powoduje nacisk na podwyżkę płac, większe są też transfery socjalne do osób gorzej sytuowanych. Analitycy twierdzą jednak, że nie ma powodów do niepokoju. Według Narodowego Banku Polskiego cel inflacyjny (2,5 proc.) nie powinien być w tym roku przekroczony. Mało prawdopodobne jest też, że Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe.

    Strategicznie i metodycznie

    Po wielu tarapatach rząd przyjął wreszcie w lutym br. Strategię na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Z jej realizacją wiążą się poważne wydatki. Sektor publiczny ma przeznaczyć na to 1,5 bln zł do 2020 roku z pieniędzy krajowych i zagranicznych, a prywatny 0,6 bln zł.

    Dokument jest obszerny, zawiera 316 stron. Przewidziano w nim 185 projektów strategicznych i ponad 500 działań różnych instytucji. Zapowiedziano też przyciągnięcie do kraju wielkich inwestycji zagranicznych. Wicepremier Mateusz Morawiecki jest świadom, że na drodze do realizacji tego planu pojawią się pułapki. Wymienił ich 5. Są to: demografia, słabość instytucji, model gospodarczy średniego rozwoju, zależność od prywatyzacji i wytwarzanie przeciętnych produktów, gdy potrzebna jest innowacyjność.

    Wicepremier Morawiecki zgłosił w czasie prac nad Strategią poprawki, które nieco osłabiły jej hurraoptymistyczny wydźwięk. W dokumencie pojawiły się niższe prognozy wzrostu inwestycji i zatrudnienia. Utrzymany został jednak dalekosiężny cel. Do roku 2030 dochody Polaków mają osiągnąć średnią unijną. Narzędziem do tego będzie wzrost inwestycji. Za trzy lata mamy wydać na zakup maszyn i urządzeń 22–25 proc. PKB i ten wskaźnik ma się utrzymać przez lata następne.

    Mniej optymizmu w poprawionej wersji Strategii jest także w kwestii zatrudnienia. W roku 2030 miało pracować 80 proc. Polaków w wieku 20–64 lata. Wskaźnik ten zmniejszono do 73 proc. Wicepremier dostrzegł też w końcu znaczenie giełdy dla rozwoju gospodarki. W pierwotnej wersji poświęcił temu kilka linijek tekstu. W ostatecznej jest to kilka akapitów.

    Więcej miejsca Mateusz Morawiecki przeznaczył także na elektromobilność. Do 2030 roku ma powstać 6 tys. punktów ładowania akumulatorów w samochodach o napędzie elektrycznym, a 16 proc. autobusów w komunikacji miejskiej napędzanych będzie albo prądem, albo gazem.

    Strategię warto mieć, choćby po to, żeby nie zboczyć z kursu. Co jednak się stanie, gdy za 2,5 roku władzę obejmą inne ugrupowania niż obecnie rządzące? Na podstawie dotychczasowych doświadczeń można wątpić, że plan Morawieckiego będzie realizowany przez następców. Tak czy inaczej, warto było jednak wykonać pożyteczne ćwiczenie z zarządzania gospodarką.

    Maciej Otrębski

     

    Udostępnij w sieci ....
    Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on Google+Share on VKShare on Tumblr

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *