• Menu

    Jak funkcjonuje producent win w Polsce? Przeczytaj!

    Nasza firma powstała w 1990 r. z inicjatywy rodziców. To ich wizja, ciężka praca i ryzyko, które podjęli na samym początku transformacji ustrojowej pozwoliła na zbudowanie tak dużej firmy. Zaczęliśmy od pustego pola…

    Produkowaliśmy susz w budynku bez dachu, bo na wykończenie nie starczyło pieniędzy. Pierwszą partię sprzedaliśmy do Winiar do Kalisza, potem znaleźliśmy zagraniczne rynki zbytu  na terenach  Jugosławii.

    Na początku lat 90. wybuchła wojna, nastąpił podział państwa na pięć państw. Pojechaliśmy szukać jakichkolwiek towarów, żeby odzyskać nasze pieniądze. Jakakolwiek waluta -marki niemieckie i dolary szły w tych państwach na sprzęt wojskowy, firmy miały poblokowane konta. Musieliśmy znaleźć cokolwiek, co pozwoli nam przetrwać.

    Tym towarem okazało się wino. Sprowadziliśmy pierwszą cysternę wina, właściwie nie mając pojęcia o rozlewie, przechowywaniu, zbycie etc. Rozlaliśmy to wino u naszych przyjaciół w firmie Markiewicz, oni też produkowali susze, a do dzisiaj produkują Wódkę Dębową. Później kupiliśmy jakieś prymitywne maszyny do rozlewu, proste, manualne. I tak powoli zaczęliśmy wchodzić w ten biznes.

    W 1995 r. znaleźliśmy bardzo dobrego technologa z Chorwacji, z którym pracujemy do dzisiaj w naszym zakładzie. Po dwóch latach ożenił się z naszą kuzynką, osiedlił się w Polsce. Firma jest prawdziwie rodzinna, co gwarantuje nam bardzo wysoką jakość produktu. W 1995 r. kupiliśmy jeszcze przetwórnię we Lwówku, kontynuując jej profil produkcji, czyli przetwory z owoców i warzyw. Dzisiaj robimy tam wina owocowe oraz wódkę  Sprzedajemy też duże ilości wina w cysternach  do odbiorców na całym kontynencie – do Hiszpanii, Francji, Niemiec, na Litwę, do Estonii, Danii czyAnglii. Jesteśmy z tego bardzo znani w Europie, w Polsce staliśmy się jedną z większych winiarni . W swojej ofercie mamy  ponad 500 pozycji asortymentowych.

     O konkurencji

    Gdy zaczynaliśmy, na rynku winiarskim było około 15 firm, które coś znaczyły. Dzisiaj zostało właściwie pięciu poważnych graczy wraz z nami. Weszło mnóstwo drobnych importerów, bo wino  dzisiaj jest bardzo łatwe do importu, więc czasy, kiedy producent dyktował warunki, minęły bezpowrotnie. Teraz  o wszystkim decyduje handel. Na początku pracowaliśmy z hurtowniami   oraz starymi  polskimi sieciami handlowymi . To były bardzo dobre relacje partnersko -przyjacielskie.  Ale z czasem zaczęły pojawiać się sieci zagraniczne.  Doświadczenia z innych krajów czy nawet podpowiedzi od naszych dostawców sugerowały nam, że musimy również współpracować  z nimi . To pozwoliło nam do dzisiaj przetrwać. Firm, które budowały swoje własne oddziały bez relacji z sieciami zagranicznymi  nie przetrwały transformacji   po prostu ich już nie ma. Sieci przejęły 60-70 proc. rynku i dyktują producentom warunki.

     O teraźniejszości

    Obecnie mamy 4 gałęzie biznesu, którymi się zajmujemy. Jedna to wytwarzanie suszu, druga – produkcja, rozlew, import i konfekcjonowanie win. Mamy też dużą produkcję wina owocowego i wódki, co stanowi trzecią odnogę naszej działalności. Czwarty obszar jest natomiast związany z odnawialnymi źródłami energii – inwestujemy w wiatraki.

    O wietrze w żagle

    Wiatraki to inwestycja z 2012 r., czyli w miarę świeża. Nasze wiatraki były przez 4 lata   najwyższymi  na świecie – aż 210 m. Dla porównania, Pałac Kultury z iglicą ma 234 m. Dlaczego tak ambitnie? Bo wyżej uzyskuje się więcej mocy. Wiatrak musi być coraz bardziej produktywny by inwestycja zwracała się sama, żeby nie musiała korzystać z dotacji państwa, bo te są niepewne. To było nie lada wyzwanie, żeby postawić te wiatraki. Trzeba było sprowadzić dźwig, a takich dźwigów w Europie było 4. Ważył ponad 1000 ton. Trzeba było 50 ciężarówek, żeby go tu przywieźć, następnie – zmontować i postawić. Ironia losu: największą naszą troską w tym momencie było to, żeby nie było wiatru…

    O porażkach

    Mieliśmy swoją rosyjską przygodę, którą można uznać za porażkę, ale nie takim firmom jak nasza zdarzają się klęski w Rosji. Zmuszeni byliśmy do zamknięcia zakładu w Kaliningradzie z uwagi na zmienne przepisy  i niestabilność polityczną. Po latach doświadczeń możemy to potwierdzić : Europa kończy się na linii Bugu.

    Zawsze mówię tak: płynął Titanic, zatonął Titanic, ale cieszmy się, że jesteśmy na szalupie.

    O przyszłości

    Od samego początku zawsze stawialiśmy na jakość naszych produktów i  innowacje. Mamy bardzo dużo zarejestrowanych patentów, zastrzeżonych nazw, sporo marek własnych, które pielęgnujemy. Z prowadzeniem firmy jest jak z żaglówką. Cały czas trzeba umiejętnie wybierać wiatr, żeby być na właściwym halsie. Mam nadzieję ,że wiatry będą dla nas pomyślne.

    Zależy nam na utrzymaniu tego, co mamy. Dalszy rozwój organiczny jest bardzo mocno ograniczony z uwagi na dostęp do półki w sklepach. Mimo że rynek będzie rósł 3-5 proc. w stosunku rocznym, to konkurencja jest  tak duża, że duzi stracą.
    W Polsce dążymy do współpracy ze wszystkimi sieciami, do zwiększenia pokrycia rynku hurtowni i sklepów. Stale ograniczany  dostęp do dużej powierzchni na półkach w sieciach  z uwagi na ich własny import   powoduje, że jesteśmy bardziej otwarci na eksport .

    Wysyłamy już naprawdę duże ilości naszych produktów do takich państwa  jak Chile, Argentyna, Australia, Nigeria. USA czy Chiny..Jesteśmy znani z solidności, dotrzymywania terminów, z  wypłacalności  , w związku z tym odbiorcy z nowych rynków chcą z nami pracować.

    Poza tym praca w firmie rodzinnej daje możliwość szybkiego podejmowania decyzji. Jesteśmy w stanie  przestawić produkcję albo uruchomić szybko dodatkowe zasoby, o których nie wszyscy wiedzą, jak chociażby praca w nocy by sprostać wyzwaniom z rynku w ciągu paru minut.

    Prezes firmy Bartex Bartol, Grzegorz Bartol

    Udostępnij w sieci ....
    Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on LinkedInPin on PinterestShare on Google+Share on VKShare on Tumblr

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *